Abp Stanisław Gądecki
Modli się we mnie Chrystus
XVI Ekumeniczne Święto Biblii (Katedra Poznańska – 24.10.2017)

Cały ósmy rozdział Listu do Rzymian – z którego pochodzi usłyszane przed chwilą czytanie – mówi o Duchu Świętym. O ile jednak – według św. Łukasza – Duch Święty wzywa nas do misyjnego świadectwa o Dobrej Nowinie na wszystkich drogach świata, o tyle św. Paweł analizuje obecność Ducha Świętego we wnętrzu życia samego chrześcijanina. Podejmuje refleksję nad wpływem Ducha Świętego na nasze życie wewnętrzne. Bóg bowiem „zesłał do serc naszych Ducha Syna swego” (Ga 4,6), który kształtuje najgłębsze pokłady naszej osobowości (por. Benedykt XVI, Audiencja Generalna – 15.11.2006). Wzbudza modlitwę w sercu człowieka.

1. OBECNOŚĆ DUCHA ŚWIĘTEGO W MODLITWIE

Przykładem tego wpływu Ducha Świętego na nasze wnętrze jest właśnie to, co mówi Paweł apostoł w słowach: „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą” (Rz 8,26-27). Biblia Ekumeniczna tłumaczy to w następujący sposób: „Podobnie też Duch wspiera nas w naszej niemocy. Nie wiemy bowiem, o co i jak należy się modlić, ale sam Duch wstawia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” Te właśnie wersety Listu do Rzymian chciałbym uczynić tematem naszej teraźniejszej medytacji.

Najpierw więc wypada zwrócić uwagę na to, że: „Duch Święty, daje o sobie znać — w swej najprostszej i najpowszechniejszej zarazem postaci — w modlitwie. Piękna i zbawienna jest myśl – uczy encyklika Dominum et Vivificantem – że gdziekolwiek ktoś modli się na świecie, tam jest Duch Święty, ożywcze tchnienie modlitwy. Piękna i zbawienna jest myśl, że jak szeroko rozprzestrzenia się modlitwa na całym okręgu ziemi, w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, tak rozległa jest obecność i działanie Ducha Świętego, który „tchnie” modlitwę w serce człowieka w całej niezmierzonej gamie różnych sytuacji i warunków, raz sprzyjających, raz przeciwnych życiu duchowemu i religijnemu. Wiele razy pod działaniem Ducha Świętego modlitwa płynie z serca człowieka pomimo zakazów i prześladowań, a nawet wbrew oficjalnym oświadczeniom o areligijnym czy wręcz ateistycznym charakterze życia publicznego. Modlitwa pozostaje zawsze głosem wszystkich, którzy pozornie nie mają głosu, a w głosie tym rozlega się zawsze owo „donośne wołanie” Chrystusa, o którym mówi List do Hebrajczyków (por. Hbr 5,7). Modlitwa jest też objawieniem owej głębi, jaka właściwa jest sercu człowieka: głębi, która jest od Boga i tylko Bóg może ją wypełnić właśnie Duchem Świętym. Czytamy u św. Łukasza: „Jeżeli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą!” (Łk 11,13). (Dominum et Vivificantem, 65).

Nie ma prawdziwej modlitwy, jeśli Duch Święty nie jest w nas obecny. Moglibyśmy powiedzieć, że Duch Święty, to znaczy Duch Ojca i Syna, jest już niejako duszą naszej duszy, najtajniejszą częścią naszego jestestwa, skąd wznosi się nieustannie do Boga modlitwa, której nie możemy nawet wyrazić w słowach. Duch bowiem zawsze czuwa w nas, uzupełnia nasze braki i ofiaruje Ojcu naszą cześć razem z naszymi najgłębszymi pragnieniami. Oczywiście, wymaga to głębokiej komunii życiowej z Duchem. Jest to zachęta, byśmy byli coraz bardziej wrażliwi i czujni na tę obecność Ducha w nas, by przemieniać ją w modlitwę, by czuć tę obecność i w ten sposób uczyć się modlić, rozmawiać z Ojcem jako synowie w Duchu Świętym (por. Benedykt XVI, Audiencja Generalna – 15.11.2006).

„Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze” (Ga 4,6). On „z mojego weźmie i wam objawi” – mówi Jezus o Paraklecie (J 16,14). Inaczej mówiąc, Duch aktualizuje w naszych sercach modlitwę samego Jezusa. Dzięki temu mogę powiedzieć: „Modlę się już nie ja, ale modli się we mnie Chrystus”. Sam z siebie bowiem Duch Święty nie mógłby zwracać się do Boga nazywając Go Ojcem, ponieważ nie został „zrodzony” z Ojca, lecz tylko od Ojca „pochodzi”. To zatem Duch Święty wlewa w ludzkie serca uczucie boskiego dziecięctwa, które pozwala nam – nie tylko wiedzieć – ale i odczuwać, że jesteśmy dziećmi Bożymi (por. R. Cantalamessa, Życie w Chrystusie. Duchowe przesłanie Listu do Rzymian, Kraków 2014, 213-214).

2. NIE WIEMY O CO PROSIĆ

a. Czasami chrześcijanin – sam z siebie i bez pomocy Ducha Świętego – właściwie nie wie o co ma prosić Boga. „Niekiedy – uczy Orygenes – pod wpływem słabości pragniemy czegoś, co się sprzeciwia zbawieniu. Oto na przykład człowiek cierpiący na chorobę ciała żąda od lekarza nie tego, co odpowiada zdrowiu i co do zdrowia prowadzi, lecz tego, co mu podpowiada pragnienie obecnej słabości; tak samo i my, chorując na słabości tego życia, niekiedy prosimy Boga o to, co nie przynosi nam pożytku. Trzeba zatem napomnieć tych, którzy nie umiejąc się modlić jak należy proszą Boga o pomyślność w doczesnym życiu, o zdrowie, bogactwo albo zaszczyty. Zdarza się bowiem często, że owe obecne korzyści i doczesne godności powodują szkodę duszy i jej wieczną hańbę. Dlatego raczej należy się trzymać tego, czego Pan nauczył nas mówić w modlitwie: „Niech dzieje się Twoja wola”.

Zresztą, gdy Pan zesłał na mnie – mówi o sobie apostoł Paweł – „wysłannika szatana, aby mnie policzkował ‘po to, bym nie wynosił się z powodu wielkości objawienia, ja sam, Paweł, nie wiedząc o co się modlę, „trzykrotnie prosiłem Pana, aby ów wysłannik odszedł ode mnie”. A ponieważ nie umiałem się modlić jak trzeba, Pan mnie nie wysłuchał, lecz powiedział mi: „Wystarczy ci mojej łaski, moc bowiem w słabości się doskonali”. Gdy zatem nie umiemy się modlić jak trzeba, sam Duch oręduje za nami w westchnieniach, których nie można wyrazić słowami” (por. Orygenes, Komentarz do Listu świętego Pawła do Rzymian, część 2, Warszawa 1994, 369-373; por. św. Tomasz z Akwinu, Wykład Listu do Rzymian, Poznań 1987, 133).

Św. Augustyn zwrócił uwagę na ten sam dylemat, podkreślając rozróżnienie miedzy modlitwą cielesną a modlitwą duchową: „Słowa modlitwy są nam potrzebne, aby przypomnieć sobie i uzmysłowić, o co powinniśmy prosić. Nie sądźmy zatem, że pouczymy nimi Pana lub nakłonimy do spełnienia naszej woli. […] Wszystkie bowiem słowa, które wypowiadamy czy to zawczasu kształtując uczucie modlitewne, aby stało się bardziej żywe, czy też później, wzywając do skupienia, aby się stało pełniejsze, niczego innego nie wyrażają, jak tylko to, co się zawiera w Modlitwie Pańskiej, jeżeli się modlimy należycie i uważnie. Ktokolwiek zaś modli się słowami, które nie mają związku z ową ewangeliczną modlitwą, tego modlitwa, choć dopuszczalna, z pewnością jest cielesna. A nie wiem, czy rzeczywiście jest dopuszczalna, skoro modlitwa tych, którzy zostali odrodzeni z Ducha Świętego, powinna być wyłącznie duchowa” (św. Augustyn, List do do Proby 130,11,21 – 12,22).

b. Istnieje „pewna sprzeczność w naszym postępowaniu, która wiąże się z wewnętrzną sprzecznością naszej egzystencji – uczy encyklika Spe salvi. Z jednej strony nie chcemy umierać; zwłaszcza ci, którzy nas kochają nie chcą naszej śmierci. Z drugiej jednak, nie pragniemy też istnieć w nieskończoność, a także ziemia nie została stworzona z taką perspektywą. Czego więc tak naprawdę chcemy?
Ta paradoksalność naszej własnej postawy rodzi głębsze pytanie: czym w rzeczywistości jest «życie»? Co w rzeczywistości oznacza «wieczność»? Są chwile, w których niespodziewanie zaczynamy rozumieć: tak, to właśnie jest to – prawdziwe «życie» – takie powinno być. Przeciwnie, to co na co dzień nazywamy «życiem» w rzeczywistości nim nie jest. Augustyn w swoim długim liście o modlitwie, skierowanym do Proby, bogatej wdowy rzymskiej, matki trzech konsulów, napisał kiedyś: W gruncie rzeczy pragniemy tylko jednej rzeczy – «szczęśliwego życia», życia, które po prostu jest życiem, po prostu «szczęścia». Ostatecznie w modlitwie nie prosimy o nic innego. Nie dążymy do niczego innego – tylko o to chodzi. Potem jednak Augustyn mówi: patrząc lepiej, wcale nie wiemy, czego pragniemy, czego właściwie chcemy. Nie znamy bowiem tej rzeczywistości; także w tych momentach, w których myślimy, że jej dotykamy, nie osiągamy jej naprawdę. «Nie wiemy, o co byłoby stosowne prosić», wyznaje słowami św. Pawła (por. Rz 8,26). Wiemy jedynie, że to nie jest to. Niemniej, w naszej niewiedzy wiemy, że ta rzeczywistość musi istnieć. «Jest zatem w nas, aby tak powiedzieć, światła ignorancja (docta ignorantia)», pisze. Nie wiemy, czego prawdziwie pragnęlibyśmy; nie znamy tego «prawdziwego życia»; niemniej wiemy, że musi istnieć coś, czego nie znamy, a do czego dążymy” (Spe salvi, 11).

3. DUCH WSPIERA NASZĄ SŁABOŚĆ

„Czym jest nasza słabość? – pyta Orygenes. Zbawiciel mówi: „Duch jest ochoczy, ale ciało słabe”. A zatem nasza słabość pochodzi od słabości ciała. To ono bowiem ma pragnienia sprzeczne z pragnieniami ducha, a narzucając swoje pożądania, doprowadza nas do utraty czystości duchowej i zaćmiewa szczerość modlitwy. Lecz skoro Duch Boży ujrzy, że nasz duch czyni wysiłki, by sprzeciwić się ciału i związać się z Duchem Bożym, wyciąga rękę i wspomaga naszą słabość.

Myśląc o tym wpływie Ducha Świętego na naszą modlitwę warto przywołać prosty obraz. Czasami delikatne liście potrafią przetrwać wichurę, podczas gdy wielkie gałęzie drzew łamią się z hukiem. Dzieje się tak nie dlatego, że gałęzie są słabsze, a liście mocniejsze. Wszystko zależy od poddania się powiewom wiatru. Gałąź, która stawia silny opór, szybko zostaje złamana. Mały listek, który poddaje się powiewom wiatru, zostaje ocalony. Jeśli – dzięki twardości naszego serca – nie przyjmujemy powiewów Ducha Świętego, szybko załamujemy się na modlitwie. Będziemy rozczarowani tym, że nie wygląda ona tak, jak się tego spodziewaliśmy. Trzeba wiec całe nasze życie umieć rzucić w ramiona Ducha Świętego. Zaczynajmy więc każdą modlitwę od zaproszenia Ducha Świętego do naszego serca. Prośmy Go, aby modlił się w nas i bądźmy podatni na Jego działanie (ks. A.P., Modlitwa w Duchu Świętym).

Jeżeli jednak Duch udziela nauki, a nasz duch – to znaczy umysł – nie podąża za nim, wówczas z jego własnej winy nauka udzielana przez nauczyciela staje się bezowocna. Paweł – świadom, że tajemnica ta dokonuje się w człowieku – mówił: „Bo jeśli przemawiam językami, duch mój się modli, lecz umysł pozostaje bez owocu”; duchem swoim nazywa tutaj łaskę Ducha Świętego, której Bóg udziela ludziom. Dlatego też zachęca nas, aby to dobrodziejstwo Ducha Świętego nie było dla nas bezowocne, dodaje: „Będę się modlił duchem, ale będę się modlił i umysłem; będę śpiewał duchem, będę też śpiewał i umysłem”.

Duch Święty jest darem, który przychodzi do serca ludzkiego wraz z modlitwą. W modlitwie objawia się On przede wszystkim jako Dar, „przychodzi bowiem z pomocą naszej słabości”. […] „Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8, 26). Tak więc Duch Święty nie tylko sprawia, że się modlimy, ale prowadzi nas wewnętrznie na modlitwie, uzupełniając naszą nieumiejętność modlenia się. Jest On obecny w naszej modlitwie i nadaje ludzkiej czynności modlenia się Boski wymiar. W ten sposób „Ten, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą” (Rz 8,27). Modlitwa staje się za sprawą Ducha Świętego coraz dojrzalszym wyrazem nowego człowieka, który przez nią uczestniczy w życiu Boga” (Dominum et Vivificantem, 65).

Zamiast tej indywidualnej asystencji Ducha Świętego, jak ją pojmuje Orygenes, Jan Chryzostom myśli o asystencji na służbie wspólnoty wierzących: „Tym, którzy byli ochrzczeni w dawnych czasach – twierdzi Chryzostom – Bóg dawał rozmaite dary (charismata), nazywane „duchami” (por. 1 Kor 14,32). „Jeden miał dar proroctwa i przepowiadał przyszłość; drugi dar mądrości i nauczał wielu; inny dar uzdrawiania i leczył chorych; inny dar mocy i wskrzeszał zmarłych; inny dar języków i mówił rozmaitymi językami. Wśród tych wszystkich był  i dar modlitwy, który także nazwano duchem, kto go posiadał, modlił się za cały lud. Ponieważ zaś nie znając wielu rzeczy dla nas pożytecznych, prosimy o niepotrzebne, przychodził dar modlitwy do kogoś jednego z ówczesnych i ten stojąc prosił za wszystkich o rzeczy pożyteczne dla całego Kościoła i uczył drugich” (Jan Chryzostom, Homilie na List św. Pawła do Rzymian, Kraków 1995, 229).

„Duch wstawia się za nami”, to znaczy, że za sprawą Ducha Świętego spełnia się w ludziach wielki plan zbawienia. Duch Święty nie oręduje za grzesznikami, lecz za świętymi; i oręduje nie wedle ciała, lecz „wedle [woli] Boga”. Duch oręduje za świętymi nie w słowach, lecz „w westchnieniach”, i to nie w zwyczajnych westchnieniach, lecz w takich, których nie można wyrazić słowami. Jakże bowiem można wyrazić w słowach to, co Duch mówi do Boga, skoro czasami nie daje się wypowiedzieć nawet tego, co nasz duch czuje i myśli? (por. Orygenes, Komentarz do Listu świętego Pawła do Rzymian, część 2, Warszawa 1994, 369-373). Te westchnienia Ducha przypominają jakoś westchnienie Jezusa, który: „spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: ‘Effatha’, to znaczy: Otwórz się! (Mk 7,34).

4. DUCH MIŁOŚCI

Pismo Święte trzykrotnie wspomina o modlitwie w Duchu (1 Kor 14,14-15; Ef 6,18; Juda 19-20). Najbardziej pouczający jest List św. Judy wersety 19-20: „Oni to powodują podziały, [a sami] są cieleśni [i] Ducha nie mają. Wy zaś, umiłowani, budując samych siebie, na fundamencie waszej najświętszej wiary, w Duchu Świętym się módlcie i w miłości Bożej strzeżcie samych siebie, oczekując miłosierdzia Pana naszego Jezusa Chrystusa, [które wiedzie] ku życiu wiecznemu”. A zatem, „modlitwa w Duchu” ma swój związek z miłością.

Papież Benedykt XVI ujmie to w następujący sposób: „Istnieje jeszcze inny powie charakterystyczny aspekt działalności Ducha, który ukazuje nam św. Paweł: Jego związek z miłością. Apostoł pisze: „A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5). W Encyklice Deus caritas est papież Benedykt XVI przytoczył bardzo wymowne zdanie św. Augustyna: […] „Duch bowiem jest ową wewnętrzną mocą, która harmonizuje (…) serca [wierzących] z Sercem Chrystusa i skłania ich do miłowania braci, tak jak On ich miłował” (tamże). Duch wprowadza nas w rytm życia Bożego, które jest życiem miłości, sprawiając, że osobiście uczestniczymy w relacjach istniejących między Ojcem i Synem. Nie bez znaczenia jest fakt, że wymieniając różne owoce Ducha, Paweł na pierwszym miejscu stawia miłość: „Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój” itd. (Ga 5,22). A ponieważ z samej definicji miłość jednoczy, oznacza to przede wszystkim, że Duch jest sprawcą komunii w obrębie wspólnoty chrześcijańskiej, jak mówimy na początku Mszy św., posługując się słowami Pawłowymi: „dar jedności w Duchu Świętym” [to znaczy tej, która jest Jego dziełem] niech będzie z wami wszystkimi (por. 2Kor 13,13). Jednakże z drugiej strony jest też prawdą, że Duch pobudza nas do zacieśniania więzi miłości ze wszystkimi ludźmi. Tak więc, kiedy kochamy, pozwalamy Duchowi działać, pozwalamy Mu wyrazić się w całej pełni. To pozwala zrozumieć, dlaczego Paweł w tym samym fragmencie Listu do Rzymian zestawia dwa wezwania: „Bądźcie płomiennego ducha”, oraz: „Nikomu złem za zło nie odpłacajcie (Rz 12,11.17)” (por. Benedykt XVI, Audiencja Generalna – 15.11.2006)..

5. POWRÓT DO MODLITWY

„Naszej trudnej epoce szczególnie potrzebna jest modlitwa. Jeśli na przestrzeni dziejów — w przeszłości i teraz — wielu ludzi, mężczyzn i kobiet, dawało świadectwo ważności modlitwy, poświęcając się na chwałę Boga i oddając życiu modlitwy przede wszystkim w klasztorach, z wielkim pożytkiem dla Kościoła, to w ostatnich latach zwiększyła się również liczba osób, które w obrębie rosnących ciągle ruchów i grup, na miejscu naczelnym stawiają modlitwę i w niej szukają odnowy życia duchowego. Jest to objaw znamienny i pocieszający, gdyż doświadczenie takie wpływa skutecznie na ożywienie modlitwy wśród wiernych, co dopomaga im lepiej dostrzegać w Duchu Świętym — Tego, który budzi w sercu głębokie pragnienie świętości.

W wielu ludziach i wielu wspólnotach dojrzewa świadomość, że przy całym zawrotnym postępie cywilizacji naukowo-technicznej, niezależnie od rzeczywistych zdobyczy i osiągnięć, człowiek jest zagrożony i ludzkość jest zagrożona. Wobec tego zagrożenia — więcej, w doświadczeniu groźnego upadku duchowego człowieka — osoby i wspólnoty, jakby wiedzione wewnętrznym zmysłem wiary, szukają mocy, która zdolna jest człowieka podźwignąć, wyzwolić go od siebie samego i z jego błędów i pomyłek, które czynią szkodliwymi nawet owe osiągnięcia. I tak, odkrywają oni modlitwę, a w, niej objawia się Duch, który „przychodzi z pomocą naszej słabości”. W ten sposób czasy, w których żyjemy, zbliżają wielu ludzi do Ducha Świętego przez powrót do modlitwy. Mam nadzieję, że w nauczaniu tej Encykliki znajdą wszyscy pokarm dla swego życia wewnętrznego i, pod działaniem Ducha Świętego, umocnią się w gorliwej modlitwie” (Dominum et Vivificantem, 65).

ZAKOŃCZENIE

Na koniec, po wspólnej modlitwie chrześcijan oczekujemy klimatu prowadzącego do odzyskania łaski jedności (por. Dekret o ekumenizmie, 8). Oczekujemy dlatego, bo we wspólnej modlitwie wspólnoty stajemy razem przed Panem i – zdając sobie sprawę ze sprzeczności, jakie przyniosły podziały – wyrażamy wolę poddania się Jego woli, dzięki pomocy Ducha Świętego. ,,Mamy w Bogu tą pewność, że jeżeli prosimy o coś zgodnie z Jego wolą, wysłuchuje nas… i wiemy, że posiadamy to, o cośmy Go prosili” (1 J 5,14-15). A zatem:

„Duchu świętości,
Boskie tchnienie, które porusza wszechświat,
przyjdź i odnów oblicze ziemi.
Wzbudź w sercach chrześcijan
pragnienie pełnej jedności,
aby byli dla świata
skutecznym znakiem i narzędziem
wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem
i jedności całego rodzaju ludzkiego”
(z modlitwy św. Jana Pawła II).

PODZIEL SIĘ