Homilia: Niedziela Chrztu Pańskiego 08.01.2017r.

08-01-2017

Bp Artur Miziński

NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO, 08.01.2017r.

Lublin, św. Stanisława, Ogólnopolskie Spotkanie Opłatkowe Kolejarzy

Czcigodni Bracia w kapłańskim posługiwaniu, osoby życia konsekrowanego, Siostry i Bracia w Chrystusie, w dniu dzisiejszym znajdujemy się na tej liturgii w specyficznym gronie braci kolejarzy z całej Polski. Przybyli tutaj by przeżywać swoje doroczne spotkanie opłatkowe. Ludzie ciężkiej pracy, niepewnej sytuacji na dziś i jutro, utrudzeni, ale zawsze pełni poświęcenia i wielkiej miłości do Boga, Ojczyzny i człowieka. Dziękujemy Wam dzisiaj za tę obecność i modlitwę razem z waszymi duszpasterzami – u boku Ks. Eugeniusza – Krajowego Duszpasterza Kolejarzy Rzeczypospolitej. Razem z Wami modlimy się o Boże błogosławieństwo dla każdej i każdego z Was, dla Waszych rodzin i tych, którym posługujecie. Razem z Wami upominamy się o szacunek i godność dla ludzkiej pracy, o poszanowanie dla tego zasadniczego prawa i obowiązku człowieka.

Kochani! Niedzielą Chrztu Pańskiego kończymy okres Bożego Narodzenia. Wprawdzie w polskiej tradycji kolędy śpiewamy aż do 2 lutego, ale w liturgii Kościoła odchodzimy już od wspominania faktu narodzin Jezusa, czy wizyty, którą złożyli Mesjaszowi Trzej Mędrcy i wędrujemy nad rzekę Jordan, gdzie ten sam Jezus przyjmuje chrzest.

Św. Jan Chrzciciel podkreślał, że udzielany przez niego chrzest jest chrztem pokuty, jest niejako przygotowaniem na przyjście Mesjasza: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem (Łk 3,16). Był to obrzęd, który miał potwierdzić zmianę postępowania i gotowość na przyjście Mesjasza, który dokona ostatecznego oczyszczenia człowieka.

W takim oto momencie do św. Jana przychodzi Jezus i prosi o udzielenie chrztu. Jan Chrzciciel wzbrania się mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jan nie potrafił zrozumieć dlaczego Jezus, choć mocniejszy od niego i nieskalany grzechem, chce przyjąć chrzest z jego rąk. Gdy jednak słyszy z ust Mesjasza: Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe, posłusznie poddaje się woli Bożej i spełnia polecenie Jezusa.

Drogie Siostry i Bracia!

Poprzez przyjęcie chrztu Jezus wziął na swoje barki ciężar naszych grzechów. Obciążony ludzkimi grzechami wstępuje do wód Jordanu, by przyjąć chrzest i rozpocząć realizację dzieła Odkupienia człowieka, którego finałem będzie droga krzyżowa, Golgota i śmierć na drzewie krzyża oraz chwalebne zmartwychwstanie. Chrystus bierze na siebie nasze grzechy i prosi Ojca o ich przebaczenie. On – Syn Umiłowany Ojca – nie potrzebował chrztu na odpuszczenie grzechów – chrztu, którego udzielał Jan w wodach Jordanu. Uczynił to dla nas. Mało było, że przyjął ludzie ciało to jeszcze wziął na siebie nasze grzechy i zanurzył je w wodach Jordanu, by tam obmyć ludzką – naszą naturę. Ten, który będzie nas chrzcił Duchem Świętym na zbawienie teraz dla nas przyjmuje chrzest z wody na oczyszczenie z grzechów. Jak wielka to łaska, jak wielka to miłość, która nie cofa się przed niczym, by pozyskać człowieka, by dać człowiekowi pełnię życia.

Wydarzenie, które się dokonało w wodach Jordanu, ma jeszcze jeden bardzo ważny aspekt, otóż po raz pierwszy Bóg objawia się jako Trójca – na ochrzczonego Jezusa zstępuje Duch Święty, w postaci gołębicy, a z nieba rozlega się głos Boga: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Można by rzec, że dokonuje się oficjalne przedstawienie Chrystusa ludziom przez samego Boga i tym samym zapoczątkowanie publicznej działalności Jezusa Od tej pory Jezus rozpoczyna swoje nauczanie i czynienie dobra mocą Boga, o czym słyszeliśmy w dzisiejszym czytaniu z Dziejów Apostolskich: Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła, dlatego, że Bóg był z Nim (Dz 10,37-38). A więc Jezus z Nazaretu od samego początku swojej publicznej działalności jest żywą Ewangelią, czynami i słowami głosi chwałę Ojca, który Go posłał. Wypełnia więc zapowiedź proroka Izajasza z dzisiejszego pierwszego czytania: Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności. Oto Bóg posyła swojego Syna, aby wyrwał nas z ciemności, aby pomógł nam dostrzec to jedyne prawdziwe Światło – Boga samego, który pragnie doprowadzić nas do wiecznego szczęścia. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechciał objawić, poucza nas Jezus, a pierwszym krokiem do przyjęcia Bożego objawienia jest przyjęcie chrztu.

To poprzez obmycie nas w wodach chrztu świętego w imię Trójcy Przenajświętszej, Bóg Ojciec przez Chrystusa w Duchu Świętym uczynił nas swymi dziećmi, braćmi Jezusa, świątynią Ducha Świętego. W momencie chrztu zostaliśmy przez Boga usynowieni i każdy z nas usłyszał: Jesteś moim umiłowanym synem, moją umiłowaną córką, w tobie mam upodobanie. Bóg sobie w nas kochani upodobał, Bóg wybrał nas po imieniu i oczekuje od nas postępowania na miarę, Jego dzieci i Jego dziedziców.

Dziś jesteśmy przyzwyczajeni do chrztu niemowląt, ale w pierwszych wiekach chrześcijaństwa chrztu udzielano osobom dorosłym wraz z sakramentem bierzmowania i Eucharystią. Miała to być świadoma decyzja poprzedzona odpowiednim przygotowaniem. Najpierw katechumeni uczyli się podstawowych prawd wiary, w następnym etapie wyrażali swoją wolę życia zgodnie z poznanymi zasadami, wyznawali swoją wiarę i przechodzili próbę, w czasie której mieli dowieść swojego nawrócenia na drogę Chrystusowej Ewangelii. Dopiero po takim przygotowaniu katechumen przez chrzest był włączany w rodzinę dzieci Bożych i przyjmowany do wspólnoty Kościoła.

Dla wielu z nas upłynęło już dużo czasu od tego zbawczego wydarzenia jakim jest chrzest. Dlatego warto dzisiaj, w święto Chrztu Pańskiego, postawić sobie ważne pytanie: co się stało z naszym chrztem? Co się dokonało po chrzcie w moim życiu? Co się w tym życiu zmieniło? Chrystus po swoim chrzcie: przeszedł przez życie dobrze czyniąc, uzdrawiając wszystkich. Czy my też możemy tak o sobie powiedzieć? Trzeba pytać co możemy zrobić? Jak możemy żyć, aby inni dostrzegli w nas Boże dzieci? Co możemy uczynić dla Boga a co dla ludzi, których stawia na ścieżkach naszego życia? Odpowiedź jest jedna: Mamy żyć Ewangelią, swoim życiem mamy głosić Chrystusa, Dobrą Nowinę o nieskończonej miłości Boga i naszym przeznaczeniu do życia wiecznego. Świadcz

Nie szukajmy kochani tak łatwo wymówek, że w dzisiejszym świecie to niemożliwe. Często buntujemy się patrząc na to, co dzieje się wokół nas – jak łamane jest Boże prawo, nieszanowane są podstawowe wartości, brakuje poszanowania godności człowieka i jego praw w miejscach pracy. Wołamy, że tak nie może być, że świat jest coraz gorszy, że coraz trudniej nam w nim się odnaleźć. Z drugiej zaś strony jak często i łatwo się usprawiedliwiamy mówiąc, że dziś nie można być dobrym, uczciwym, prawdomównym, bezinteresownym, szlachetnym, kochającym człowiekiem. Pamiętajmy, że to od nas zależy czy ten świat będzie lepszy, czy będziemy przemieniać go w duchu Chrystusowej Ewangelii. Patrzmy więc na siebie i na to, co możemy uczynić żeby świadczyć dobro innym.

Przewodnikiem na życie zgodne z Ewangelią może nam być choćby św. Albert, którego setną rocznicę śmierci w tym roku obchodzimy. On umiał świadczyć dobro innym i przeszedł przez życie dobrze czyniąc. Będąc malarzem, chciał przedstawić wizerunek Boga na płótnie, malował więc swój obraz Ecce Homo – Oto Człowiek – przez całe życie i nigdy nie był z niego zadowolony. Obraz przedstawiający Znieważone Oblicze Chrystusa był efektem zmagania św. Alberta o autentyczną, ewangeliczną miłość bliźniego. Kiedy wreszcie zrozumiał, że nigdy nie odda istoty Bożego Oblicza na płótnie, obrał jedyną właściwą drogę – drogę miłości i odnawiania wizerunku Boga w drugim człowieku. Poświęcił swoje życie, aby zamieszkać z ludźmi najbardziej potrzebującymi, wyrzuconymi poza margines społeczeństwa, aby udzielić im takiej pomocy, jakiej w danym momencie potrzebowali. Zamieszkał z nimi, aby pokazać im, że Bóg ich kocha i o nich nie zapomniał.

Drogie Siostry i Bracia! Każdy z nas jest powołany właśnie do miłości, ale żebyśmy mogli świadczyć ją innym, musimy najpierw otworzyć się na miłość, którą nieustannie otrzymujemy od Boga. Zacznijmy nasze życie Ewangelią tu i teraz od osobistej przemiany i regularnej modlitwy. Bez modlitwy, bez uczestnictwa w Eucharystii, bez czytania Słowa Bożego, nie możemy stawać się lepsi. Nie możemy żyć wolą Boga, bo Go nie słyszymy; nie możemy przyjąć Jego miłości, bo jej nie dostrzegamy. Tymczasem tylko Bóg zna nas samych, nasze troski, nasze dylematy i cierpienia, których doświadczamy. On zna nasze serca i wie, co jest dla nas dobre; to On daje nam nasze „tu i teraz” i prosi byśmy go nie zmarnowali. On daje nam „dziś” i prosi o jego dobre wykorzystanie. Prosi, byśmy byli Jego w naszym życiu osobistym, rodzinnym i społecznym. Do tego zachęca nas Kościół, który jest w Polsce, w nowym roku duszpasterskim któremu przyświeca hasło: IDŹCIE I GŁOŚCIE. Idźcie i głoście Dobrą Nowinę, bądźcie świadkami Chrystusa we współczesnym świecie.

Kochani! przyjęliśmy chrzest przed laty, ale czy na pewno dobrze rozumiemy zobowiązania jakie z niego wynikają? Czy mamy świadomość, że na mocy chrztu zostaliśmy wezwani, aby głosić Ewangelię zarówno słowem, jak i przykładem życia; aby być apostołami Chrystusa we współczesnym świecie?

Do bycia chrześcijaninem nie wystarczy tylko osobista przemiana, trzeba zastosować też Ewangelię w życiu rodzinnym. To na barkach rodziny, podstawowej komórki społecznej, która jest domowym Kościołem, spoczywa odpowiedzialność za przekazanie młodemu człowiekowi wiary chrześcijańskiej, prawdziwych wartości i prawidłowych postaw.

Pamiętajmy, że rodzina jest przyszłością społeczeństwa. Siła narodu, także naszego narodu, będzie zależeć od duchowej kondycji polskiej rodziny. Spójrzmy na nasze rodziny, w których dziś żyjemy. Od każdego z nas wiele zależy. Rodzina wciąż jest na szczycie wartości, które wyznaje człowiek. Mądrzy ludzie dobrze wiedzą, że dobra rodzina zapewnia poczucie pokoju i szczęścia i stanowi najlepszą szkołę przygotowania młodych do założenia ich własnych rodzin i do życia w społeczeństwie.

W takich rodzinach wychowują się ludzie, którzy są w stanie podjąć odpowiedzialność za życie społeczne, do przemiany którego powołany jest każdy i każda z nas.

Chrystus przyszedł na świat, by nam pomóc w tej walce o nas samych, o rodziny i o ludzkość. Nie zostawia nas sierotami, ale wzywa nas, abyśmy to Jemu powierzyli swoje troski i problemy. Tylko w Bogu człowiek może odnaleźć ukojenie i ratunek. Dlatego tym, którzy otworzyli się na Boga Jezus proponuje życie wraz z nim wzywając do zachowania przykazania miłości Boga i bliźniego. To jedyna droga, którą warto kroczyć – droga miłości. Miłości do tych najmniejszych, najsłabszych, którzy sami bronić się jeszcze nie mogą, bo nie pozwolono im się nawet urodzić. Miłości do najbliższych w rodzinie – do żony, męża, rodziców, dzieci. Miłości do starszych, którzy nas wychowali w poszanowaniu polskiej tradycji, którzy swoim trudem ciężkiej pracy budowali naszą Ojczyznę, żebyśmy mogli żyć w wolnym i niepodległym kraju. Wreszcie miłości do każdego napotkanego człowieka, który żyje obok nas, którego spotykamy w pracy, na ulicy czy w podróży.

Kochani, trzeba nam dziś pytać się na ile faktycznie uczymy się od Chrystusa żyć miłością na co dzień, w naszych rodzinach, relacjach sąsiedzkich, w miejscach pracy, w przyjaźniach, znajomościach. Na ile nasze życie jest świadectwem życia Ewangelią, do którego jesteśmy powołani? Jak wypełniamy nasze zobowiązania wypływające z chrztu świętego?

Wiemy, że do każdej i każdego z nas Bóg ustawicznie mówi: Tyś jest moje dziecko umiłowane, a czy my potrafimy powiedzieć: to jest mój Bóg umiłowany? Czy potrafimy pokazać to naszym postępowaniem, naszym codziennym życiem? Przez chrzest zostaliśmy posłani, aby na wzór Jezusa świadczyć o Bogu i przejść przez życie dobrze czyniąc. Niech Bóg błogosławi nam na to dzieło wypełniania Jego woli. Niech uzdolni nas do dawania świadectwa na miarę Jego dzieci i wiernych uczniów Chrystusa. Amen.