Bp Artur Miziński: Krzyż jest znakiem miłości, a miłość nigdy nie dzieli

08-08-2019
116

To miejsce ma szczególną wymowę, bowiem przypomina nam jak ważny w naszym chrześcijańskim życiu powinien być krzyż. Krzyż jest znakiem miłości, a miłość nigdy nie dzieli – mówił bp Artur Miziński  w homilii wygłoszonej 8 sierpnia na Świętym Krzyżu. Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski przewodniczył Mszy św. na trasie Lubelskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę. 

Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski w swojej homilii nawiązał do historii symbolu krzyża, który był w starożytności narzędziem śmierci i hańby, jednak w momencie ukrzyżowania Chrystusa „został przewartościowany na znak życia, miłości i braterstwa”. „Od tej chwili krzyż, narzędzie śmierci, symbol hańby i zgorszenia, stał się dla nas uczniów Chrystusa znakiem zwycięstwa i zbawienia, znakiem przebaczenia i miłości” – powiedział.

Nawiązując do współczesnych czasów, zauważył, że „nauka o krzyżu dla wielu wydaje się niezrozumiała i nie do przyjęcia”, a wielu współczesnych ludzi neguje w swoim życiu wartość krzyża. „Krzyż u wielu budzi niechęć a wręcz nienawiść”. Jak mówił, jest ona często „skutkiem zagłuszania własnego sumienia, które przypomina człowiekowi o jego grzechu”. Wyjaśnił, że „Krzyż przypomina nam, jak bardzo Bóg ukochał człowieka, każdą istotę ludzką, skoro dla jego zbawienia Syn Boży zawisł na drzewie krzyża. Krzyż ukazuje nam wartość naszego ziemskiego życia w oczach Bożych” – mówił bp Miziński.

„Moi drodzy, krzyż jest dla nas, uczniów Chrystusa nie tylko znakiem Bożej miłości i przebaczenia, ale powinien być także naszym programem życiowym” – powiedział Sekretarz Generalny KEP. Dodał, że „być chrześcijaninem znaczy być człowiekiem dźwigającym krzyż razem z Chrystusem”. Nawiązał też do słów św. Jana Pawła II z 6 czerwca 1997 roku, kiedy to mówił do Polaków zebranych w Zakopanem: „Nie wstydźcie się krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, by Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym i rodzinnym. (…) Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech przypomina nam o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wymiar.”

W dalszej części homilii bp Miziński zadawał pytanie o to, „czy współczesny człowiek, nastawiony na konformizm i relatywizm ceni jeszcze wartość krzyża?”. „Jakże dzisiaj często, a czasami, w majestacie prawa słyszymy wołanie «Ukrzyżuj»! Wyrzuć poza miasto, wyrzuć z sali lekcyjnej, zdejmij z piersi. Jak mało jest głosów w obronie mówiących – non licet – nie godzi się, dalej iść nie można, to zwykły kicz i obraza uczuć religijnych? Co robi dzisiaj z krzyżem, wyrosła na nim Europa? Co robi z nim naznaczona tyloma krzyżami Polska?” – mówił.

„Krzyż nigdy nie dzielił i dzisiaj nie dzieli. Jest znakiem miłości, a miłość nigdy nie dzieli. Miłość łączy, zespala. Miłość jednoczy, a nic tak pełniej nie wyraża miłości jak krzyż, bo to jej drugie imię. Mamy za co dzisiaj, ale i na co dzień adorować ten Święty Znak i mamy za co Chrystusa na krzyżu umierającego przepraszać” – powiedział bp  Miziński.

Bp Miziński przyznał, że ciężko jest krzyż przyjąć i dźwigać, a „współczesny człowiek na wszelkie sposoby ucieka od tego co trudne, co boli, co wymaga poświęcenia”. „Szukamy miłości, która nic nie kosztuje, a przecież taka miłość nie istnieje. Bo tam gdzie jest miłość jest także krzyż” – mówił, podając przykład Chrystusa. Podkreślał też, że „żadne cierpienie przyjęte z wiarą nie jest bezsensowne ani bezowocne”. Na zadawane często pytanie o przyczynę cierpienia, odpowiedział pytaniami o to, „czy współczesny człowiek wierzy jeszcze w Boga”. „A może właśnie zło rodzi się tam, gdzie Boga zabito? Może właśnie zło zrodziło się tam, gdzie człowiek odwrócił się od Boga? Może właśnie pozwalam na zło, bo nie chcę już nieść swojego krzyża, kuszony ułudą łatwego i wygodnego życia?” – mówił. Podkreślił też, że „w udręczonym Ciele Chrystusa nic nie zostało zapomniane”, żaden ból i cierpienie.

Nawiązując do drogi pielgrzymów na Jasną Górę, odniósł się też do aktualnych wydarzeń i marszów  równości, których uczestnicy, jak powiedział „oczekując akceptacji dla swoich poglądów i żądań, nie akceptują innych postaw, innych wartości, więcej odmawiają prawa do ich zachowania i wyznawania przez innych”. „Niejednokrotnie uczestnicy tych wydarzeń bez należnego szacunku odnoszą się do innych społeczności, w tym szczególnie do osób wierzących” – powiedział bp Miziński. „Wydarzenia ostatnich miesięcy pokazały jak wielka jest agresja tych środowisk w relacji do Kościoła katolickiego jako instytucji i jako wspólnoty ludzi wierzących” – dodał, przypominając parodiowanie celebracji Mszy św. podczas marszu równości w Warszawie,  znieważanie symboli religijnych, w tym Eucharystii, w czasie marszu w Gdańsku oraz profanacje wizerunku Matki Bożej. „Pod hasłami szacunku i tolerancji wydarzenia te stały się symbolem braku szacunku i tolerancji wobec osób o innych poglądach, godząc w uczucia milionów Polek i Polaków, dla których znaki religijne są ważne” – powiedział.

Podkreślając, że nie chodzi o piętnowanie kogokolwiek, przypomniał świadczące o tym słowa dzisiejszego oświadczenia Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego, który napisał, że: „Osoby przynależące do środowisk tzw. mniejszości seksualnych są naszymi braćmi i siostrami, za których Chrystus oddał swoje życie i które również chce doprowadzić do zbawienia”. Ale dodał także, że „Szacunek dla konkretnych osób nie może jednak prowadzić do akceptacji ideologii, która stawia sobie za cel przeprowadzenie rewolucji w zakresie społecznych obyczajów i międzyosobowych relacji”.

Na zakończenie homilii bp Miziński podziękował pątnikom za świadectwo wiary i zachęcił do tego, aby poprzez dzielenie z Chrystusem cierpienia wynagradzać Bogu „za nasze grzechy i grzechy naszych braci i sióstr, aby zbawienie wysłużone przez Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie mogło dosięgnąć wszystkie dzieci Boże”. „To nasze zadanie i nasza współodpowiedzialność za Kościół, którą chcemy podejmować – zgodnie z hasłem tegorocznej pielgrzymki – „W mocy Ducha Świętego”” – powiedział.

BP KEP

Publikujemy pełny tekst homilii:

PIELGRZYMKA 2019, ŚWIĘTY KRZYŻ – 8 SIERPNIA 2019

Umiłowani w Chrystusie Panu, Siostry i Bracia, pielgrzymi do polskiej Kany, do domu Matki.

Pielgrzymujecie w tym roku pod hasłem „W mocy Ducha Świętego”. Pragniecie doświadczyć tej mocy, by w życiu codziennym zachowywać Boże przykazania, które są przedmiotem codziennych waszych rozważań. W centrum rozważań dnia dzisiejszego znajduje się przykazanie piąte – „Nie zabijaj”.

Na waszym pielgrzymim szlaku przystajecie dziś na tej Górze, gdzie znajduje się sanktuarium drzewa Krzyża Świętego. To miejsce ma szczególną wymowę, bowiem przypomina nam jak ważny w naszym chrześcijańskim życiu powinien być krzyż. A często o tym zapominamy. Nasz wieszcz narodowy, Adam Mickiewicz pisał: „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem”. Dlatego trzeba nam ustawicznie przypomnieć sobie znaczenie krzyża, na którym „zawisło zbawienie świata”. Dlatego trzeba nam przez pryzmat tego krzyża patrzeć na nasze codzienne krzyże.

KRZYŻ – to starożytne narzędzie śmierci. Stosowano je w starożytnej Persji, jako karę za przewinienia polityczne i wojskowe. Śmierć na krzyżu wymierzano także w Grecji, najpierw wobec osób popełniających zbrodnie wobec państwa, a później zastrzeżono ją tylko dla niewolników i złoczyńców. Od Greków przejęli ten sposób karania Rzymianie, dla których śmierć na krzyżu była najbardziej okrutną i hańbiącą karą. Skazywano na nią niewolników i ludzi wolnych, ale nie Rzymian, za morderstwo, kradzież, zdradę i bunt. Krzyżowanie zatem w świadomości ludzi starożytnych było bolesną, hańbiącą a zarazem najpowolniejszą formą kary śmierci. Wszyscy mówili o niej ze wstrętem i odrazą, była bowiem „najokrutniejsza i najstraszliwsza” (Cyceron). Świat starożytny mówił zawsze o krzyżu, który był znakiem hańby, z lękiem i przerażeniem.

Dlaczego zatem dla nas, chrześcijan to starożytne narzędzi śmierci jest tak ważne? Należy podkreślić, że NIE MARTWY PRZEDMIOT jest dla nas ważny, ale stał się on ważny dopiero w momencie, kiedy do jego ramion PRZYBITO JEZUSA Z NAZARETU. To w momencie, kiedy na drzewie krzyża zawisł w ów piątek przed Szabatem Boży Syn – nasz Zbawiciel – krzyż został przewartościowany na znak życia, miłości i braterstwa. W prefacji mszalnej w święto Podwyższenia Krzyża Świętego modlimy się: „Ty postanowiłeś dokonać zbawienia rodzaju ludzkiego na drzewie Krzyża. Na drzewie rajskim śmierć wzięła początek, na drzewie Krzyża powstało nowe życie, a szatan, który na drzewie zwyciężył, na drzewie również został pokonany przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Od tej chwili krzyż, narzędzie śmierci, symbol hańby i zgorszenia, stał się dla nas uczniów Chrystusa znakiem zwycięstwa i zbawienia, znakiem przebaczenia i miłości.

Umiłowani Pielgrzymi, także w dzisiejszych czasach nauka o krzyżu dla wielu wydaje się niezrozumiała i nie do przyjęcia. Wielu współczesnych ludzi neguje w swoim życiu wartość krzyża. Krzyż u wielu budzi niechęć a wręcz nienawiść. Skąd się bierze ta wrogość? Ta nienawiść często jest skutkiem zagłuszania własnego sumienia, które przypomina człowiekowi o jego grzechu. Ta agresja wobec krzyża, to w efekcie negacja wartości, które płyną z nauki Krzyża.

KRZYŻ DLA NAS CHRZEŚCIJAN JEST DROGI NASZEMU SERCU, bowiem umierający na nim Jezus przygarnął do siebie całą ludzkość. Krzyż przypomina nam o tym, że Jezus przyjął na swoje barki dobrowolnie i z miłości każdego z nas. Krzyż przypomina nam, jak bardzo Bóg ukochał człowieka, każdą istotę ludzką, skoro dla jego zbawienia Syn Boży zawisł na drzewie krzyża. Krzyż ukazuje nam wartość naszego ziemskiego życia w oczach Bożych. Człowiek zbrukany grzechami, dzięki ofierze krzyża Jezusa Chrystusa, odzyskuje na nowo godność ludzką i godność dziecka Bożego. Wymowna i głęboka zatem jest nauka i mądrość Jezusowego krzyża.

MOI DRODZY, krzyż jest dla nas, uczniów Chrystusa nie tylko znakiem Bożej miłości i przebaczenia, ale POWINIEN BYĆ TAKŻE NASZYM PROGRAMEM ŻYCIOWYM, zgodnie ze słowami Chrystusa: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mk 8, 34). CÓŻ TO ZNACZY DLA NAS DZISIAJ, LUDZI POCZĄTKU XXI WIEKU? Otóż być chrześcijaninem znaczy być człowiekiem dźwigającym krzyż razem z Chrystusem, być kimś w rodzaju Cyrenejczyka z wyboru, a nie z przymusu. Jak czytamy w 1 liście do Koryntian: „Nauka (…) krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, MOCĄ BOŻĄ ZAŚ DLA NAS, którzy dostępujemy zbawienia” (1Kor 1,18).

O sensie krzyża w naszym życiu przypomina nam ŚW. PAWEŁ kiedy w Liście do Galatów pisze: „Z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 19 – 20). Stąd płynie nasza ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA WIARĘ i głoszenie Chrystusa w świecie. I znowu ŚW. PAWEŁ przypomina nam, że zadaniem nas, uczniów Jezusa jest głoszenie „Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1, 24-25).

Święty JAN PAWEŁ II, 6 CZERWCA 1997r. W ZAKOPANEM POWIEDZIAŁ DO NAS: „Nie wstydźcie się krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, by Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym i rodzinnym. (…) Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech przypomina nam o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wymiar.”

CZY TAK RZECZYWIŚCIE POJMUJEMY KRZYŻ? Czy współczesny człowiek, nastawiony na konformizm i relatywizm ceni jeszcze wartość krzyża? Rzeczywistość jest przerażająca. Krzyż jest nadal znakiem sprzeciwu i niewygodnym symbolem, a może wyrzutem sumienia?

Jakże dzisiaj często, a czasami, w majestacie prawa słyszymy wołanie «Ukrzyżuj»! Wyrzuć poza miasto, wyrzuć z sali lekcyjnej, zdejmij z piersi. Jak mało jest głosów w obronie mówiących – non licet – nie godzi się, dalej iść nie można, to zwykły kicz i obraza uczuć religijnych? Co robi dzisiaj z krzyżem, wyrosła na nim Europa? Co robi z nim naznaczona tyloma krzyżami Polska?

KOCHANI KRZYŻ NIGDY NIE DZIELIŁ I DZISIAJ NIE DZIELI. Jest znakiem miłości, a miłość nigdy nie dzieli. Miłość łączy, zespala. Miłość jednoczy, a nic tak pełniej nie wyraża miłości jak krzyż, bo to jej drugie imię. MAMY ZA CO DZISIAJ, ale i na co dzień adorować ten ŚWIĘTY ZNAK i mamy za co Chrystusa na krzyżu umierającego przepraszać.

A W INDYWIDUALNYM WYMIARZE naszego życia? JAK TRUDNO NAM CZASEM ZGODZIĆ SIĘ NA KRZYŻ? Jak ciężko jest go przyjąć i dźwigać. Współczesny człowiek na wszelkie sposoby ucieka od tego co trudne, co boli, co wymaga poświęcenia. Tak trudno jest o ducha wyrzeczenia. Kusi nas luksus i wygody. Szukamy miłości, która nic nie kosztuje, a przecież taka miłość nie istnieje. Bo tam gdzie jest miłość jest także krzyż. Tam gdzie jest wiara jest krzyż, i to nie tylko własny, ale także drugiego człowieka. I ten krzyż „nie mój” także trzeba wziąć na swe ramiona. TEGO UCZY NAS CHRYSTUS przyjmujący na siebie krzyż naszych grzechów. ON GO WZIĄŁ I PONIÓSŁ ZA NAS.

Kochani, żadne cierpienie przyjęte z wiarą nie jest bezsensowne ani bezowocne. A jednak wobec cierpienia rodzi się pytanie: dlaczego? I TO PYTANIE NIEJEDNOKROTNIE JAK SKARGA ZANOSZONE JEST DO BOGA – „Boże dlaczego…?”.

Tych pytań jest nieskończona ilość i każde wydawać by się mogło bez odpowiedzi, a może warto byłoby na ich kanwie postawić inne pytania: Czy współczesny człowiek wierzy jeszcze w Boga? A może właśnie zło rodzi się tam, gdzie Boga zabito? Może właśnie zło zrodziło się tam, gdzie człowiek odwrócił się od Boga? Może właśnie pozwalam na zło, bo nie chcę już nieść swojego krzyża, kuszony ułudą łatwego i wygodnego życia?

CZY WSPÓŁCZESNY CZŁOWIEK w krzyżu codziennej mozolnej pracy odkrywa nadal siłę dającą nadzieję na lepsze jutro? Czy potrafi z pokorą i godnością nieść swój krzyż? Czy też tylko domaga się odpowiedzi od Boga i chce by to właśnie Bóg zdał raport, udzielił wyjaśnień, usprawiedliwiał się przede człowiekiem?

Odpowiedź na te i podobne pytania znajdujemy w krzyżu Chrystusa, który jest sakramentem ludzkiego cierpienia, które Bóg przyjmuje i bierze na własne ramiona. To przerażające uderzenie ludzkiego bólu, który rozdziera serce Boże. W UDRĘCZONYM CIELE CHRYSTUSA NIC NIE ZOSTAŁO ZAPOMNIANE. Jest tam krzyk sparaliżowanego dwudziestolatka, głód dzieci, rozpacz matek, poniżenie, udręki chorych, samotność starca, wstyd porzuconej kobiety, jęczenie umierającego, dramat wykorzystanej dziewczyny. Są tam jęki więźnia, godziny bezsenności, smutek włóczęgi, lament dotkniętych przez niesprawiedliwość, płacz tego, kto „już więcej nie wytrzyma”, cierpienia fizyczne, udręki moralne. Nic nie zostało pominięte i utracone. Biorąc na swoje ramiona krzyż Jezus przyjął Twój „nieużyteczny” ból. Znalazł go. Wziął go za swój. Teraz idzie, chwiejąc się pod ciężarem krzyża.

Oto człowiek! Oto Ten, który, „niesie, dźwiga i zabiera nasze krzyże”. Oto ten, który na krzyżu zapłacił najwyższą cenę. Oto Bóg, który umiera na krzyżu, z miłości do człowieka. To jest cena naszego zbawienia. Nie prowadzi ona jednak do rozpaczy, lecz rodzi w nas nadzieję. Nadzieję, która otwiera się na poranek zmartwychwstania.

Drodzy Siostry i Bracia, POD TYM ZNAKIEM KRZYŻA IDZIECIE do tronu Matki. Idziecie w trudnym dla naszego narodu czasie, kiedy to przewija się przezeń fala innych marszów, których uczestnicy pod hasłami równości, tolerancji, miłości reprezentują postawy będące ich zaprzeczeniem, oczekując akceptacji dla swoich poglądów i żądań nie akceptują innych postaw, innych wartości, więcej odmawiają prawa do ich zachowania i wyznawania przez innych. Niejednokrotnie uczestnicy tych wydarzeń bez należnego szacunku odnoszą się do innych społeczności, w tym szczególnie do osób wierzących.

Wydarzenia ostatnich miesięcy pokazały jak wielka jest agresja tych środowisk w relacji do Kościoła katolickiego jako instytucji i jako wspólnoty ludzi wierzących. Parodiowanie celebracji Mszy św. podczas marszu równości w Warszawie, znieważanie symboli religijnych, w tym Eucharystii, w czasie marszu w Gdańsku, profanacja wizerunku Matki Bożej w jej Jasnogórskiej Ikonie w Płocku i innych miejscach, to brak szacunku dla najwyższych wartości ludzi wierzących i naruszanie prawa o wolności religijnej. Pod hasłami szacunku i tolerancji wydarzenia te stały się symbolem braku szacunku i tolerancji wobec osób o innych poglądach, godząc w uczucia milionów Polek i Polaków, dla których znaki religijne są ważne.

Odwołując się do tych smutnych wydarzeń i osób za nimi stojących nie mamy bynajmniej na celu ich napiętnowania. Potwierdził to dzisiaj w swoim oświadczeniu Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski Arcybiskup Stanisław Gądecki pisząc, że: „Osoby przynależące do środowisk tzw. mniejszości seksualnych są naszymi braćmi i siostrami, za których Chrystus oddał swoje życie i które również chce doprowadzić do zbawienia”. Ale dodał także, że „Szacunek dla konkretnych osób nie może jednak prowadzić do akceptacji ideologii, która stawia sobie za cel przeprowadzenie rewolucji w zakresie społecznych obyczajów i międzyosobowych relacji”.

Odnosząc się do fali krytyki, „która dotknęła metropolitę krakowskiego, arcybiskupa i profesora”, a także do reakcji niektórych „pracodawców wobec osób wyrażających swoją dezaprobatę wobec ideologii LGBT+”, zaapelował do wszystkich ludzi dobrej woli „o stosowanie zasady niedyskryminacji w publicznej dyskusji nie tylko wobec zwolenników wspomnianej ideologii, ale o dopuszczenie na równych prawach do debaty także jej przeciwników”.

Kochani Pątnicy, oto dzisiejsze cierpienia Chrystusa i Jego Matki w Kościele, którym my jesteśmy. Trzeba nam stojąc z Maryją u stóp krzyża Chrystusowego razem z Nim dzielić to cierpienie, wynagradzając za nasze grzechy i grzechy naszych braci i sióstr, aby zbawienie wysłużone przez Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie mogło dosięgnąć wszystkie dzieci Boże. To nasze zadanie i nasza współodpowiedzialność za Kościół, którą chcemy podejmować – zgodnie z hasłem tegorocznej pielgrzymki – „W mocy Ducha Świętego”.

Drogie Siostry i Bracia, na tym pątniczym szlaku codziennie dajecie świadectwo waszej WIARY w Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego i głosicie światu Dobrą Nowinę. Swoją wiarę, z którą chcecie iść przez życie, umacniacie przez codzienną modlitwę i trwanie przy Chrystusie poprzez uczestnictwo w życiu sakramentalnym. Na pielgrzymim szlaku każdego dnia sprawowany jest sakrament pokuty i Eucharystia, która buduje naszą wiarę i buduje Kościół.

DZIĘKUJĘ WAM z całego serca za Wasze świadectwo trwania pod krzyżem Chrystusa. Ofiara krzyża Chrystusa uobecnia się w sposób sakramentalny w ofierze Eucharystii, którą sprawujemy. To tu On oddaje za nas swoje życie, abyśmy my życie mieli w pełni, abyśmy z tej ofiary czerpali siłę do podejmowania naszych codziennych krzyży. Przystąpmy do ołtarza z ufnością i uwierzmy w wywyższonego na krzyżu Syna Człowieczego, bo każdy, kto w Niego wierzy, będzie miał życie wieczne. Amen.

Zdjęcie ilustracyjne: www.facebook.com/pielgrzymkalubelska/