Homilia: Do Środowisk Ludzi Pracy

Kraśnik, 15 marca 2015 r.

0
590

Umiłowani w Chrystusie Panu, Siostry i Bracia,

Zgromadziliśmy się w tej świątyni by wspólnie ze Środowiskami Ludzi Pracy uczestniczyć w modlitewnej wspólnocie. Ta wspólnota poprzez swojego patrona – Ks. Jerzego Popiełuszkę – zobowiązuje do wierności Bogu i do solidarności z Ojczyzną.

Wspólnota ta jest nadal potrzebna nam i naszej Ojczyźnie, bowiem wolność narodu, o którą walczyła od początku swej historycznej drogi „Solidarność”, nadal jest do właściwego zagospodarowania, a nieraz jest zagrożona. Ciągle widzimy jak deptane są wartości, w obronie których stawaliśmy, deptane są nasze ideały, a prawdziwa wolność jest ograniczana poprzez złe prawa, w których brak sprawiedliwości i odwołania do Bożej mądrości.

Czas Wielkiego Postu, który przeżywamy to czas nawrócenia i pokuty. To czas, w którym człowiek szczególnie zastanawia się nad drogą, którą podąża. To czas, w którym lepiej widzimy jak Bóg szuka człowieka, ponieważ po raz kolejny pragnie obdarzyć go swoją miłością i przebaczeniem. Dziś już czwarta niedziela Wielkiego Postu i nasze myśli coraz bardziej kierują się w stronę wydarzeń paschalnych – Męki i Śmierci Chrystusa.

W liturgii Kościoła dzisiejsza niedziela, od słów rozpoczynających dzisiejsza liturgię: Raduj się Jerozolimo, określana jest mianem „niedzieli Laetare”, czyli jest niedzielą radości. Wnosi ona radość w pełen zadumy i pobożnych praktyk czas Wielkiego Postu. Z żywą wiarą i szczerym oddaniem czekamy na czas nadchodzących świąt paschalnych, pamiętając przy tym, że radość i nadzieja to podstawowe wymiary chrześcijańskiego życia. Dziś przez fiolet Wielkiego Postu prześwieca blask Wielkanocy. Do serca udręczonego człowieka przebija się miłość Boga.

Każde zdanie dzisiejszych czytań biblijnych to wspaniałe orędzie Boga dla człowieka. Bóg jest bogaty w miłosierdzie (Ef 2,4) i okazuje je wszystkim bez wyjątku (Pwt 5,10). Jego miłosierdzie i przebaczenie nie mają granic, poza jedną – złą wolą człowieka. Bóg nigdy nie pozostawia człowieka samemu sobie. Jeśli pod tym względem człowiek doświadcza porażek, to nie jest to wina Boga, ale człowieka. To człowiek zrywa więź łączącą go z Bogiem, łudząc się, że poradzi sobie sam, że będzie mu lepiej bez Boga. A Bóg zawsze ponawia zerwane przez człowieka przymierze. Jest gotów do przyjęcia człowieka nawet po dalekim odejściu. Jedynym pragnieniem Boga jest to, by człowiek zwrócił ku Niemu swoje serce. Odpowiedzią na taką miłość Boga jest wiara człowieka w tę niepojętą miłość, wiara w Syna Bożego i miłość do Niego.

Z tej wielkiej miłości do człowieka Bóg zesłał na świat swego Syna, by zapewnić nam zbawienie. Bóg pojawił się na ziemi przyobleczony w ludzkie ciało. Zakosztował całej goryczy ludzkiego życia i poniósł okrutną śmierć, aby dać nam dowód swojej nieskończonej miłości. Za swoją miłość do nas, oprócz krzyża nie otrzymał od nas nic. My za to otrzymaliśmy wszystko: nieskończoną miłość Boga, dzieło zbawienia dokonane na krzyżu i życie wieczne. Wywyższenie Jezusa na krzyżu i Jego zmartwychwstanie – to podarowanie nam życia wiecznego. Usłyszeliśmy o tym w dzisiejszej Ewangelii, podczas rozmowy Jezusa z Nikodemem – Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął. Także św. Paweł poucza nas, że łaską jesteśmy zbawieni przez wiarę.

Słowem-kluczem dzisiejszych czytań od strony człowieka, jako odpowiedź na Bożą miłość, jest czasownik „wierzyć”. Cóż to znaczy? Otóż „wierzyć” to nie tylko poznać prawdy Boże, lecz przede wszystkim zaangażować się osobiście w relację z Bogiem, otworzyć się na Niego, pozwolić Mu wejść w swoje życie wraz z całą Bożą mocą. Bo wierzyć to doświadczyć wszechmocnej miłości Bożej. Wiara człowieka to ruch ku Bogu, by wyjść z samego siebie i wejść w Boga, wejść w życie Boże. Wiara jest cudem Bożej mocy w człowieku i znakiem światła dla innych. Człowiek, który ufa Chrystusowi, już tu na ziemi doświadcza nowego życia, życia w Bogu. To nowe życie w pełni zrealizuje się w królestwie niebieskim, do którego podążamy. Śmierć to tylko przekroczenie granicy, za którą znajdziemy nieskończone przestrzenie światła i radości, za którą jest już tylko Bóg.

Nie wszyscy jednak pragną chodzić w świetle. Przypomina nam o tym dzisiejsza liturgia słowa. Skąd w człowieku takie umiłowanie zła i ciemności? Odpowiedzi udziela nam dzisiejsza Ewangelia, w której słyszymy, że ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki.

Cóż znaczy, że ludzie bardziej umiłowali ciemność? A mianowicie to, że człowiek zatracił swój pierwotny sens i przestał się zastanawiać nad swoim ostatecznym przeznaczeniem. Człowiek gubi gdzieś w swoim życiu swój pierwotny obraz, wszak „na podobieństwo Boga” został stworzony; gubi swoją czystość i zdolność miłowania.

Moi Drodzy,

Grzech potrafi zatruć swoim jadem niejedno człowiecze serce. Grzech każdego z nas kąsa i napełnia swoim jadem pychy, słabości, próżności i egoizmu. Kąsa nas zwłaszcza wtedy, gdy wybieramy pozorne dobro, w którym brak prawa Bożego. Tę skłonność do grzechu dziedziczymy poprzez naturę ludzką, ukąszoną przez węża rajskiego, skalaną przez szatana. Stąd to nasze umiłowanie ciemności. Wyraźnie podkreśla nam to dzisiejsze Słowo Boże. Ale to samo Słowo stawia przed jednocześnie nami znak naszej nadziei i wybawienia – Krzyż Chrystusowy.

Umiłowani,

Fragment dzisiejszej Ewangelii Janowej potwierdza miłość Boga do każdego z nas. Bóg pomimo naszej skażonej grzechem natury nie potępia nas, On nadal nas kocha! Św. Paweł nam o tym dzisiaj przypomina, że Bóg będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Posłał na świat swojego jedynego Syna, aby nas przywrócić do życia. Ale warunkiem naszego wybawienia jest wiara w zbawcze posłannictwo Jezusa Chrystusa, które w swojej pełni objawiło się w odkupieńczej śmierci na krzyżu. Bez takiej wiary nie ma zbawienia. Podobnie jak w czasie wędrówki Izraelitów przez pustynię odzyskiwano zdrowie i życie przez spojrzenie na węża umieszczonego na palu, tak i nam potrzebne jest spojrzenie wiary i ufności na krzyż Chrystusa – Odkupiciela, wbity jak pal na szczycie Golgoty. To tam Jezus umierał za nasze grzechy, abyśmy mieli życie. Bóg uczynił w Chrystusie wszystko, by zbawić ludzi.

Dziś to do nas należy wybór, od nas zależy czy skorzystamy z odkupienia wysłużonego nam przez Jezusa na krzyżu. Każdy bowiem człowiek obdarzony jest atrybutem wolności, dlatego dopóki żyjemy mamy możliwość wyciągnąć swoje ręce zarówno po niebo, jak i po piekło. Po zbawienie, jak i po potępienie.

Tę zależność Ewangelista obrazuje nam poprzez symbolikę światłości i ciemności. Jedni żyją w świetle, inni lgną do ciemności, bo ciemność może ukryć ich złe uczynki. Potrzebują tej ciemności, by ukryć prawdę o sobie przed innymi. A dzieje się tak wtedy, kiedy człowiek nie żyje tak, jak Bóg przykazał, żyje w sprzeczności z Bożymi przykazaniami. Jezus, jako ekspert od ludzkich sumień i serc wie, że każdy, kto dopuszcza się nieprawości, nienawidzi światłą i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków (J 3,20). Dlatego dzisiejsza Ewangelia uczy nas, że nasze zbawienie zależy od wiary w Chrystusa Zbawiciela, a wiara ta musi być poparta czynami. To świadectwo wiary wymaga od każdego człowieka wielkiej odwagi. A przecież w środowisku ludzi pracy nie brakowało i nie brakuje takich ludzi.

Większość z nas pamięta przecież czasy komunistyczne, kiedy publiczne wyznanie wiary w Chrystusa groziło nękaniem, więzieniem a nawet śmiercią. Każdy z nas ma przed oczami ofiary czasu reżimu, wielu dobrych i prawych Polaków: ojców, matki, dzieci, świeckich, osoby życia konsekrowanego, duchownych. Każda z zamordowanych ofiar jest bliska naszemu sercu, bowiem stanowili oni te kamienie, o których mówił Słowacki: kamienie przez Boga rzucane na szaniec.  Szaniec naszej Ojczyzny, naszej narodowej wolności, naszej tożsamości. Niejako sztandarową postacią, symbolem naszej walki o Boga i wolność w Ojczyźnie jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko. On poszedł drogą krzyża, do końca, do męczeńskiej śmierci. Jak mówił o nim św. Jan Paweł II – Patron naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia, jak Chrystus.

To w trudnych czasach zniewolenia rodziła się w naszej Ojczyźnie więź pomiędzy wspólnotą polskich ludzi pracy a Chrystusem. Ta więź poprzez solidarność łączy wszystkie wspólnoty ludzkie i w tej więzi wyzwala się troska a nawet walka o człowieka. Jak ujął to Jan Paweł II, nie jest to walka przeciwko drugiemu człowiekowi, ale jest to walka o człowieka, o jego prawa, o jego prawdziwy postęp: walka o dojrzalszy kształt życia ludzkiego (czerwiec 1987, Gdańsk).

Dojrzalszy kształt ludzkiego życia realizuje się także poprzez aspekt pracy. Jan Paweł II w encyklice Laborem exercens podkreślał znaczenie pracy w życiu człowieka. Według niego jest ona wszelką świadomą działalnością związaną z istnieniem człowieka na ziemi, z utrzymaniem życia. Tylko człowiek został powołany do pracy. To powołanie i zdolność wyróżnia go od innych żywych istot. Praca jest związana z człowiekiem i decyduje o człowieczeństwie. Praca nosi więc znamię człowieka i to decyduje o jej naturze. To dzięki pracy człowiek pozyskuje środki utrzymania, rozwija postęp technologiczny, naukowy, podnosi poziom kulturalny i moralny. Praca tworzy warunki dla utrzymania i rozwoju człowieczeństwa. Pracując człowiek powinien mieć na względzie dobro swoich bliskich, a szczególnie swoją rodzinę i naród, z którego pochodzi, a także całą ludzkość. Te względy należą do moralnej powinności pracy człowieka (LE, s. 3, 10. 37).

Ludzka praca nie tylko spełnia aspekty społeczne i ekonomiczne ludzkiego życia, ona przybliża nas także do Boga, pozwala nam uczestniczyć w dziele swojego Stwórcy. Człowiek pracując naśladuje Boga w pracy i odpoczynku, bo jest do Niego podobny. Świadomość, że praca ludzka jest uczestnictwem w dziele Boga, powinna przenikać także do zwykłych, codziennych zajęć.

Tę prawdę uwydatnił w szczególny sposób Pan Jezus, który powierzone sobie dzieło nie tylko głosił, ale wypełniał czynem. Ewangelia Jezusa jest Ewangelią pracy. Jezus należał do świata pracy, miał dla niej szacunek, stale się do niej odwoływał. Trud i pot, jaki złączony jest z pracą, dają człowiekowi, który jest wezwany do naśladowania Chrystusa, możliwość uczestniczenia z miłością w dziele, które On sam przyszedł wypełnić.

Znosząc trud pracy z Jezusem, człowiek współpracuje z Nim w odkupieniu ludzkości. Jest prawdziwym Jego uczniem. W pracy chrześcijanin powinien dostrzegać cząstkę Chrystusowego Krzyża, ale również i światło Zmartwychwstania. Z Chrystusem praca staje się przebłyskiem nowego życia, nowego dobra, które przez trud pracy staje się udziałem człowieka i świata. Dlatego łączmy pracę z modlitwą. Bowiem praca nie tylko przyczynia się do postępu ziemskiego, ale także do wzrostu Królestwa Bożego.

W obronie tak rozumianej pracy i godności osób pracujących stanęła polska „Solidarność”. Solidarność jako związek, ale także solidarność jako styl życia, sposób życia. Pouczał nas o tym św. Jan Paweł II podczas pielgrzymki do ojczyzny w 12.VI.1987: Bo co to znaczy solidarność? – pytał – Solidarność to znaczy sposób bytowania w wielości ludzkiej, na przykład narodu, w jedności, w uszanowaniu wszystkich różnic, wszystkich odmienności, jakie pomiędzy ludźmi zachodzą, a więc jedność w wielości, a więc pluralizm, to wszystko mieści się w pojęciu solidarności. Sposób bytowania ludzkiej wielości, mniejszej lub większej, całej ludzkości poszczególnego narodu bytowania w jedności godnej człowieka. Tak rozumiana „Solidarność” otworzyła bramy wolności w krajach zniewolonych systemem totalitarnym, zburzyła Mur Berliński i przyczyniła się do zjednoczenia Europy rozdzielonej od czasów II wojny światowej na dwa bloki. Nie wolno nam nigdy tego zatrzeć w pamięci. To wydarzenie należy do naszego dziedzictwa narodowego (Jan Paweł II, Sopot 5 VI 1999).

Służba narodowi musi być zawsze ukierunkowana na dobro wspólne, które zabezpiecza dobro każdego obywatela. (…) Jest oczywiste, że troska o dobro wspólne winna być realizowana przez wszystkich obywateli i winna przejawiać się we wszystkich sektorach życia społecznego. (Sejm RP 11.VI.1999).

Ta peregrynacja relikwii bł. ks. Jerzego Popiełuszki, kapelana Solidarności, męczennika za wiarę i za niepodległość solidarnej Polski, jest podejmowaniem tego dziedzictwa sprzed ponad 30 lat i kontynuowaniem walki nie przeciwko drugiemu człowiekowi, ale walki o człowieka, o jego prawa, o jego prawdziwy postęp: walki o dojrzalszy kształt życia ludzkiego. Niech w tym wielkim dziele nam wszystkim błogosławi Bóg, który pragnie jedynie naszego dobra i szczęścia. Amen.

BRAK KOMENTARZY