Wykład abp. Józefa Michalika podczas konferencji polsko-rosyjskiej

29-11-2013

Warszawa, UKSW, 29 listopada 2013 r.

702

PRZYSZŁOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSTWA W EUROPIE –
chrześcijaństwo wobec nowych wyzwań. Perspektywa katolicka

 

Chciałbym szczerze podziękować KAI za zorganizowanie tego sympozjum i za udział wszystkich, dzięki którym ma ono miejsce jako wyraz zdecydowanej woli kontynuowania naszych wysiłków w kierunku zbliżenia chrześcijan naszych narodów i naszego kontynentu. To zbliżenie nie ma innego celu jak ten, aby się podzielić wielką wartością, jaką jest dla nas wiara w Chrystusa Zbawiciela Człowieka oraz nauka Ewangelii, jaką On nam zostawił. Bowiem „pierwszym i najważniejszym zadaniem Kościoła po wszystkie czasy pozostaje nadal głoszenie Ewangelii Chrystusa (…)” – powiedzieliśmy we „Wspólnym Przesłaniu do Narodów Polski i Rosji” (17 sierpnia 2012 roku).

Po dwóch tysiącach lat chrześcijanie mają odwagę mówić, że spotkali Chrystusa i że to spotkanie odmieniło nasze życie, dało nam nowy sens, uczyniło nas szczęśliwymi. Tym odkryciem chcemy się dzielić z innymi ludźmi. Szanujemy ich poglądy, korzystamy z ich zdobyczy, nie chcemy nikomu siłą narzucać naszych przekonań, ale i nie chcemy niczego ukrywać, i dlatego ujawniamy to, co dla nas ma wielką wartość, co dla nas jest najważniejsze, mimo że niekiedy tak trudne w realizacji, ale może dlatego tak piękne staje się życie zrealizowane w pełni na wzór Chrystusa. Ludzie święci pokazują nam, że jest to możliwe także dziś. Niestety, daleko nam do nich.

Dziękuję serdecznie wszystkim uczestnikom, ale szczerze dziękuję za udział Braci chrześcijan, przedstawicieli Kościoła Prawosławnego w Polsce oraz przedstawicieli Patriarchatu Moskiewskiego, bo dzięki woli i odwadze Jego Świątobliwości Patriarchy Cyryla mogliśmy wspólnie spojrzeć w sierpniu roku 2012 na nasze zadania we współczesnym świecie, czemu daliśmy wyraz we wspólnym orędziu do naszych wspólnot i ludzi dobrej woli. To tam zawarliśmy to, co najgłębsze z naszych nadziei, i to, co najboleśniejsze wśród naszych obaw.

Spojrzenie ekumeniczne na współczesną Europę

Temat, który mi powierzono, jest bardzo bogaty i prowokujący do uogólnień, stawia przy tym poważne wymagania domagające się szerokich analiz, a może nawet ducha proroczego w określeniu przyszłości chrześcijaństwa w Europie liczącej przecież około 800 mln mieszkańców, którzy mówią około dwustu różnymi językami. Moje refleksje będą przeto miały charakter skromnego świadectwa, przyczynku, osobistego spojrzenia na to, co przeżywamy dziś i co warto zauważyć jako niepokojące wobec przyszłości, bądź też którędy należy iść i gdzie upatrywać światła nadziei w naszej posłudze. Jeśli moja refleksja będzie powtórzeniem niektórych myśli ze strony Kościoła prawosławnego ujawnionych, będę tym szczerze uradowany.

Zresztą, samo określenie Europy nie jest jednoznaczne ani w wymiarze geograficznym (pytamy: od Atlantyku do Uralu czy może 100 km dalej?), ani tym bardziej w wymiarze kultury europejskiej, opartych na pewnych, stałych wartościach i źródłach, bo z tych korzystały przecież także inne kultury i cywilizacje. Z konieczności więc uczciwiej będzie ograniczyć się do naszych osobistych doświadczeń, godząc się na prawo do korekty, uzupełnień, które zawsze ubogacają naszą wiedzę i poszerzają przekonania.

Myślę, że cechą europejskiego sposobu myślenia jest pewna ciągłość nawiązywania do historii, liczącej sobie dobrze ponad dwa tysiące lat, a w której wszystkie nasze narody mają swoje źródła i odniesienia. Inna sprawa, że historię naszych własnych narodów pisaliśmy przeważnie wojnami, próbując za klęski obwiniać innych, a krzepiąc ducha odniesionymi zwycięstwami. Odniesienie do historii ma bardzo ważne znaczenie w ocenach także współczesnych wydarzeń oraz programów wytyczanych na przyszłość.

Co prawda, wysiłki (i pieniądze), jakie wkłada się dziś także w zakłamywanie historii, nawet tej niedawnej, są ciągle ewidentne i powinny stanowić wyzwanie dla współczesnych chrześcijan.

Bogactwo Europy jest powszechnie uznawane i rzuca się w oczy przez zdobycze materialne i kulturowo-cywilizacyjne. Ewidentne jest też bogactwo intelektualnych zdobyczy naszego kontynentu, a także bogactwo duchowe, które z chrześcijaństwa przyjęło liczne prawdy i rozszerzało te idee na inne kontynenty, stając się wartością uniwersalną.

Europa ma też swoje historyczne niepowodzenia, załamania i klęski, i to na licznych płaszczyznach. Jej totalitaryzmy przeżyte w XX wieku na długo powinny pozostawać przestrogą dziejową.

Stan Europy dzisiaj można różnie oceniać i wartościować. Ciągle widzimy napływ emigrantów, a zatem dla wielu ludzi Europa (zwłaszcza jej kraje zachodnie) są uosobieniem ideału, ale faktem jest również emigracja Niemców, Polaków, Francuzów, Irlandczyków czy Włochów do USA czy Kanady, a więc nie wszyscy Europejczycy doceniają Europę. Obserwatorzy bezpośrednio zaangażowani w rytm życia instancji europejskich w Strasburgu są zaniepokojeni aktualną sytuacją, stwierdzając, że „stajemy wobec systematycznego kryzysu, który obejmuje wymiar finansów, polityki, demografii, życia społecznego, antropologii, (samej) demokracji, a przede wszystkim moralności (…)” (Aldo Giordano, Un’altra Europa ? possibile. Ideali cristiani e prospettive per il Vecchio Continente, S. Paolo 2013, 9. Z tego opracowania korzystam także w dalszej części mojej refleksji).

Dodać do tego trzeba niepewność i obawy wiążące się z faktem, że w epoce globalizacji i zaniku granic zanika też możliwość kontroli i coraz trudniej ustalić, kto podejmuje decyzje i kto za nie odpowiada. Kryzys ideałów, bezinteresowności, zaufania, sensu życia i wierności, jednym słowem: dotychczasowe stałe fundamenty życia indywidualnego i społecznego uznano za niewystarczające, nietrwałe i nieaktualne, stawiając je pod znakiem zapytania, a nawet odrzucając.

Zakwestionowano samo arystotelesowsko-tomaszowe pojęcie prawdy i dobra, relatywizując je według indywidualnego uznania: dobre jest to, co ja uznaję za dobre, bez odniesienia do norm uniwersalnych. To jest współczesna propozycja. Ideologia gender tu właśnie znajduje oparcie dla umotywowania swego destrukcyjnego programu i agresywnego ataku na tradycyjne, powszechnie uznane wartości.

Kard. Joseph Ratzinger w przemówieniu do senatu włoskiego (13.05.2004 r.) dokonał wyraźnej analizy sytuacji ówczesnej Europy, która wcale nie zmieniła się po dziesięciu latach: „Europa właśnie dziś, w momencie swego największego sukcesu, wydaje się być pusta wewnętrznie, sparaliżowana kryzysem, który zagraża jej życiu, pozbawia jej tożsamości (…). Ubywa jej sił wewnętrznych, a i etnicznie staje się coraz słabsza. Jest jakiś dziwny brak zainteresowania przyszłością (…). Dziecko, które jest przyszłością, jest uważane, jako zagrożenie teraźniejszości (…) Zachód nienawidzi sam siebie; w sposób godny pochwały stara się być otwarty na wartości zewnętrzne, ale nie kocha siebie samego, w swojej historii widzi tylko to, co negatywne, ale nie jest w stanie uznać tego, co było wielkie i czyste. Europa, aby mogła przeżyć potrzebuje nowej – pokornej i krytycznej – akceptacji samej siebie. W tej akceptacji nie może jednak pominąć tego, co święte, co ukierunkowuje człowieka i całą jego kulturę ku nadprzyrodzoności.

Dziś w Europie, gdzie na 800 mln mieszkańców 600 mln to chrześcijanie, zauważamy coś, jakby wkodowaną schizofrenię ducha. Wyrośliśmy z kultury grecko-rzymskiej a także judeo-chrześcijańskiej, którą ubogacał przez pewien okres także islam (do dziś posługujemy się przecież cyframi rzymskimi i arabskimi), ale w europejskim traktacie konstytucyjnym nawet nie wspomnieliśmy o chrześcijańskich korzeniach. W różnych instytucjach europejskich i gremiach uczonych i światłych ludzi chętnie odwołujemy się do różnych myślicieli, filozofów, cytujemy ideologów, ale jakoś nie słychać, żeby europejskie instytucje odwołały się do Jezusa Chrystusa, do chrześcijaństwa, z którego Europa wyrosła. I tu głos wschodniego Kościoła prawosławnego będzie bardzo ważny i potrzebny, bo Zachód ma kompleks winy, że zaniedbał powinności wobec Wschodu i milczał wobec prześladowań komunistycznych przez dziesiątki lat, a nawet promował niekiedy kłamstwa na temat realnego komunizmu w Rosji i w innych krajach, którym zachwycali się nie tylko emisariusz Antonio Gramsci, ale też pisarze, jak Albert Camus czy Wisława Szymborska, do dziś uważani za luminarzy „nowej” kultury europejskiej.

To wszystko, a także wiele innych fenomenów współczesnej strategii intelektualnej, mającej już zasięg światowy, budzi niepokój i sprzeciw chrześcijan, czemu dał wyraz w przeddzień swego wyboru (18.04.2005 r.) na stolicę św. Piotra kard. J. Ratzinger, mówiąc, że „powstaje dyktatura relatywizmu, która nie uznaje niczego za definitywne i trwałe, a ustanawia jako ostateczną miarę tylko własne »ja« i swoje własne pragnienia”.

Rzeczywistość potwierdza nasze obawy nie tyle o los bogactw Europy, bo tym będzie komu się zająć, ile o jakość życia na naszym kontynencie.

Już dziś jedno dziecko na trzy rodzi się w Europie poza małżeństwem, aborcja stała się prawnie zalegalizowanym stylem życia w większości krajów europejskich, przekreślono małżeństwo monogamiczne (w praktyce są już w wielu krajach „rozwody ekspresowe” – w trzy dni, w dziewięciu krajach Europy zalegalizowano już tzw. małżeństwo dla osób jednej płci i to mimo sprzeciwu milionów ludzi, np. we Francji trwa debata na temat możliwości klonowania człowieka etc.

Nauka już dawno wzięła rozbrat z moralnością i sumieniem, co widać nie tylko w zakamuflowanej akceptacji wojen niesprawiedliwych, ale i w bioetyce, narzucanych libertyńskich systemach edukacji seksualnej, poczynając od wieku przedszkolnego etc. Wszystko to ujawnia nową arogancję ideologiczną i zdumiewającą tendencję kultury europejskiej do samoranienia, a nawet zniszczenia siebie samej. Ideologia gender staje się modą wspieraną przez coraz większą liczbę uniwersytetów europejskich, na które wprowadza się wykłady z tychże idei.

Powoli jednak budzi się także krytycyzm elit intelektualnych i rzeszy ludzi, którzy zdołali zachować zdrowy rozsądek i dystans do lansowanych mód. Tu jest szczególne miejsce dla ludzi dobrej woli, a także pole działania i świadectwa chrześcijan.

Trzeba przy tym pamiętać, że chrześcijaństwo nie mówi tylko o prawach i obowiązkach człowieka, nie walczy tylko o sprawiedliwość między ludźmi i społecznościami, ale wprowadza postulat obowiązków człowieka, mówiąc o roli miłości, przebaczenia i ofiarnej, bezinteresownej służbie. Chrześcijańskie spojrzenie na każdego człowieka każe w nim widzieć godność dziecka Bożego, za którego życie swoje oddał na krzyżu Jezus Chrystus i w ten sposób otworzył przed każdym z nas nadzieję życia po ziemskiej śmierci.

Szczególnie wrażliwym tematem, i to jak widać na wielu kontynentach, który budzić musi napięcia i potrzebę ustaleń w celu uszanowania, jest prawo do wolności religijnej i związane z nim prawo do obecności religii w życiu publicznym. Świeckość państwa powszechnie dziś lansowana nie równa się neutralność. Tymczasem trzeba dążyć do tego, aby nowoczesne państwo było prawdziwie neutralne, a nie „świeckie”, bo to najczęściej oznacza agresywnie laickie. Przykładów napięć na tym polu nie brak również w Europie. Są ważne, a niekiedy bardzo niebezpieczne, ale pomagają szerokiemu gronu ludzi stwierdzić namacalnie, że mówienie o dyskryminacji religijnej chrześcijaństwa w Europie nie jest przesadą.

Pierwszy klasyczny przykład to casus prof. Rocca Buttiglione, którego ze względu na osobiste przekonania, mimo że deklarował lojalność wobec praw obowiązujących w Unii Europejskiej, odsunięto od podjęcia funkcji komisarza. Równie wymowny jest casus Lautsi, dotyczący prawa do obecności krzyża w szkole we Włoszech. Trzeba było drugiej instancji i znacznie powiększonego składu sędziów, a także licznych interwencji państw, w tym Rosji, aby zapadł wyrok oddalający skargę o usunięcie krzyża z sal szkolnych. Ciekawym szczegółem w tej sprawie jest okoliczność, że prawa do obecności krzyża jako symbolu do wolności religijnej bronił wtedy w Strasburgu jako adwokat światowej słynny konstytucjonalista, ortodoksyjny Żyd Josef Weiler z USA.

Nowe wyzwania – wobec nowych zagrożeń

Obserwując dzisiejszy świat, podziwiając jego zdobycze, a także myśląc o nie odkrytym jeszcze potencjale człowieka, mam wrażenie, że chyba najpilniejszą sprawą jest dziś bronić człowieka przed nim samym. I Europę przed nią samą, ilekroć zauważamy, że idzie w ciemność i zda się nie uważać na przepaść, która prowadzi donikąd. Taką przepaścią dla świata jest jednokierunkowe zredukowanie człowieka do jednego wymiaru. Starą, ale nieustannie odnawianą pokusą jest egoistyczna fascynacja dobrami materialnymi, która może być dobra, jeśli nie pomija sfery duchowej i nadprzyrodzonej, a niestety dzisiaj widzimy, że ją pomija.

Unifikacyjny program Europy jest czymś pozytywnym, ale Unia Europejska jest dziś rzeczywistością tylko ekonomiczną i kryzysy związane z finansami najbardziej ją niepokoją, co już okazuje się poważnym zagrożeniem jedności. I już to doświadczenie powinno być lekcją o braku uczciwości we wzajemnych relacjach, o potrzebie oparcia wzajemnych kontaktów na mocniejszych podstawach niż indywidualny interes konkretnego państwa, grupy czy jednostki. Tymczasem widzimy, że całe prawodawstwo Unii Europejskiej skłania się ku nihilizmowi moralnemu i nie może nie budzić obaw.

Budowanie nowego pluralizmu europejskiego nie może pominąć najlepszych europejskich tradycji, np. szacunku do prawa obowiązującego powszechnie, umiłowanie wolności, troski o słabszych i niepełnosprawnych, braterstwa, godności człowieka i innych, które znalazły uznanie powszechne, a które stoją u fundamentów egzystencji i rozwoju naszych narodów i naszego ludzkiego myślenia.

Poważne zgrzyty społeczne wywołuje koncepcja świeckości państwa, które ma trudność z uznania wolności religijnej w życiu publicznym, a nawet w praktyce prywatnej, np. w wewnętrznej wolności wspólnot. Ostatnim przykładem tych napięć był problem z uznaniem praw do obrzezania w Niemczech i rytualnego uboju w Polsce. Przesłanką świeckości państwa powinno być uznanie jego niekompetencji w sprawach religijnych, ale niestety wkracza ono także w sferę religijną zbyt łatwo (por. ks. prof. Libero Gerosa, w: Chrześcijańskie oczekiwania wobec kształtu Europy, Gliwice 2013, s. 59).

Z doświadczenia wieków wiemy, że religia i wolność są ze sobą ściśle związane i naruszenie wolności religijnej budzić musi w Europie będącej spadkobierczynią bolesnych doświadczeń XX wieku poważne obawy.

Jako chrześcijanie mamy pewne oczekiwania wobec Europy, uważamy je za słuszne, więcej – konieczne. Co zrobić, żeby te oczekiwania chrześcijańskie zostały potraktowane poważnie i mogły być zrealizowane?

Czy można wierzyć, że Europa będzie zdolna do odnalezienia swojej zagubionej duszy? Czy potrafi wrócić do wartości duchowych? Czy można jeszcze wierzyć, że Parlament Europejski przestanie być wykorzystywany do walki ideologicznej?

Wydaje mi się, że chociaż dosyć trudna, ale jest szansa na zmianę nastawienia, na przejście z mocnej aktualnie konfrontacji do głębszej refleksji na temat powagi sytuacji. Metodą jest rzeczowy dialog i chęć jego podjęcia przez obie strony.

Chodzi o dialog z rzeczywistością społeczną, w której żyjemy, a która jest kierowana (nie chcę mówić – opanowana) przez polityków wyznających ideologię państwa świeckiego, a nawet laickiego, które stara się nie dopuścić do głosu innych koncepcji życia społecznego, opartego na etyce obiektywnej.

Jednakże dobrze rozumiany dialog to próba zrozumienia tej drugiej strony, to postawienie się na jej miejscu, aby rozeznać jej sposób spojrzenia na nas, zobaczyć, co ich w nas razi, czego nie rozumieją, a co byliby gotowi przyjąć, bo to pozwoli nam pozostać we wspólnym poszukiwaniu nowych recept na życie.

Czy dialog chrześcijaństwa, dialog Kościoła katolickiego jest możliwy ze współczesnym światem? II Sobór Watykański odpowiada na to pytanie zdecydowanie: jest możliwy, bo jest to dialog ze współczesnym człowiekiem, z którym chodzimy po tej samej ziemi. Jednocześnie porządek naszej argumentacji musi być nieco zmieniony. Powinniśmy wychodzić od życia, aby doprowadzić do przyjęcia naszych wartości, a może nawet wiary, a nie zaczynać od wiary, aby doprowadzić do uznania naszych wartości. Nie powinniśmy mówić, że coś jest właściwe i dobre, bo tak mówi Ewangelia i nasz Kościół; trzeba niekiedy powiedzieć, że Kościół i Ewangelia tak mówią, bo jest to prawdziwe, właściwe i słuszne, a ja próbuję wyjaśnić dlaczego. Argumentację trzeba także potwierdzić własnym świadectwem, przeżyciem, które sprawdziło się w życiu (np. w TVP pokazano sparaliżowanego znanego sportowca, który domagał się eutanazji, bo dłużej tak nie chciał żyć. W rzeczywistości on wołał o pomoc i dziś daje świadectwo mądrości z życia, bo znalazł w nim sens).

Wiele dziś możemy zarzucić współczesnej Europie, ale nie możemy powiedzieć, że pogrążona jest w pustce idei, w pustce myślowej. Te idee niekiedy się wykluczają i przydatnym zadaniem byłaby pomoc w ich uporządkowaniu, w wykazaniu niebezpiecznych konsekwencji, jakie wypłyną z błędnych albo niejasnych teorii, tak dziś nieodpowiedzialnie głoszonych. Benedykt XVI mówił o potrzebie „poszerzenia racjonalności” we współczesnym świecie.

Jakie zatem kroki należałoby podjąć w pełnym szacunku dialogu ze współczesnym natłokiem chorób duchowych i intelektualnych w naszej rzeczywistości? Najważniejsze jest zachowanie naszej tożsamości wiary: być chrześcijaninem, człowiekiem Kościoła w pełni i zachować jedność z Kościołem, współodczuwać z nim.

Święci i poeci miewają ducha proroczego i swoistą intuicję, która bywa przejawem geniuszu. Warto ich niekiedy posłuchać.

Antoine de Saint-Exupéry mówił: „Jeśli chcesz zbudować okręt, nie zwołuj ludzi, aby zwozili drewno i planowali zadania, ale naucz ich tęsknoty za morzem wielkim, nieskończonym”. A zatem trzeba wznosić się wyżej, podrywać do piękna, wytyczać szersze i głębsze perspektywy. Nie bać się głębokich wymagań, by poderwać człowieka do poświęceń, do pokonania własnych słabości, do tęsknoty za transcendencją, która nada nowy sens życiu.

Odejście od prawdziwej i zbawczej wiary współczesnego człowieka jest niebezpieczne nie tylko dlatego, że ateizm tworzy pustkę, ale jeszcze bardziej dlatego, że promuje zabobon. Gilbert Keith Chesterton z angielskim humorem mówił, że dla współczesnego człowieka niebezpieczeństwem nie jest to, iż w nic nie wierzy, ale to, że wierzy we wszystko.

W przyjęciu wiary szczególną wagę odgrywa spotkanie z Bogiem prawdziwym, a nie tym, którego obraz przekazują nam ci, którzy Go nie znają. Nam prawdę o Bogu, kochającym Ojcu przekazał Jezus – Słowo Wcielone, które stało się człowiekiem z Maryi Dziewicy.

Szczególną rolę w budowaniu zdrowej hierarchii wartości, stylu życia i umiejętności poruszania się w świecie odgrywa rodzina. Także w misteryjny świat wiary najlepiej wprowadza autorytet ojca i matki. Stąd priorytet naszego zainteresowania rodziną, która dziś w cywilizacji zachodniej przeżywa wielkie trudności. Nie ustaje też systematyczny atak na tradycyjną, wierną sobie rodzinę, złożoną z mężczyzny i kobiety. Trzeba odważnie ujawniać zakamuflowane ideologie, które ukrywają zasadniczy cel swoich destrukcyjnych pociągnięć przeciwko zakorzenionej w naturze tradycyjnej rodzinie. Zwróciliśmy na to uwagę we wspólnym przesłaniu Kościoła Katolickiego w Polsce i Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego z zeszłego roku. Cytuję: „Trwałą podstawę każdego społeczeństwa stanowi rodzina jako stały związek mężczyzny i kobiety. Jako instytucja ustanowiona przez Boga, rodzina wymaga szacunku i obrony. Jest ona bowiem kolebką życia, zdrowym środowiskiem wychowawczym i znakiem nadziei dla społeczeństwa”.

Nowym, poważnym zagrożeniem dotychczasowego porządku społecznego i samej cywilizacji jest zakwestionowanie samego prawa natury jako normy stałej i powszechnie obowiązującej. Nie brak we współczesnym świecie myślicieli, którzy – jak Francis Fukuyama – uważają nawet, że nie da się dziś już powrócić do uznania praw natury jako punktu odniesienia ludzkiego postępowania (por. F. Fukuyama; Koniec człowieka, Kraków, 2004 s. 150 nn.).

Trzeba powiedzieć, że kryzys cywilizacji chrześcijańskiej nie oznacza kryzysu wiary. Chrześcijaństwo przeżywało w historii różne, trudne momenty, ale wychodziło z nich zwycięsko, oczyszczając się z naleciałości i powiązań z władzą świecką bądź z kulturą, ale jednocześnie radykalizowało wymagania wobec swoich wyznawców, wobec samego siebie. Tak było w początkach chrześcijaństwa, a do Edyktu Mediolańskiego doszło dzięki temu, że świadectwo życia chrześcijan było tak pociągające, że powoli pogańska większość okazała się mniejszością, a chrześcijańskie kobiety okazywały się być matkami senatorów i królów.

I dziś papieże, poczynając od Piusa XI, podkreślają rolę świadectwa życia chrześcijańskiego, duchownych i świeckich, rolę stowarzyszeń, ruchów i grup formacyjnych laikatu, bo stała formacja, czyli pogłębianie wiary we wspólnocie braterskiej, najlepiej przygotowuje do zachowania tej wiary i uczy odwagi w jej przekazywaniu. Tu nie tylko chodzi o strategię czy metodologię Kościoła, ale o to, aby do chrześcijan współczesnych dotarła prawda o obecności Chrystusa między nimi, ilekroć zgromadzą się we dwóch lub trzech w Jego Imię (por. Mt 18, 20).

Kościół dysponuje dziś dużym doświadczeniem owocnej pracy stowarzyszeń, np. Akcji Katolickiej, która zainspirowała także stowarzyszenia katolickich studentów, intelektualistów, robotników, młodzieży i innych. Wszystkie one są otwarte na współpracę ekumeniczną bez nacisku na prozelityzm (np. w Mali – kraju muzułmańskim – JOK czyli Specjalistyczna Akcja Katolicka Młodych Robotników miała w swoich szeregach ponad 80% muzułmanów, a tylko około 20% chrześcijan).

Wielką rolę odgrywają dziś w Kościele ruchy duchowości, mające nieco inną strukturę niż stowarzyszenia, ale niekiedy stają się płaszczyzną o masowym oddziaływaniu, i formacji jak np. „Odnowa w Duchu Świętym”. Pełnią swą twórczą rolę w środowiskach dzięki wierności charyzmatowi założyciela: np. „Fokolarini”, „Comunione e Liberazione”, „Wiara i Światło”, „Światło-Życie” (oaza) i inne. Mocny charakter ewangelizacyjny ma Droga neokatechumenalna, która w moim przekonaniu, szczególnie dziś przydatna, ale ciągle za mało doceniana przez kapłanów i wiernych. Są też pozytywne przykłady współpracy ekumenicznej katolicko-prawosławnej, realizowanej na polu rodziny np. przez Stowarzyszenie „Spotkania Małżeńskie”, obecne i w Rosji i w Polsce.

Współczesny laicyzm jest bardzo aktywny i często bardzo agresywny wobec chrześcijaństwa, stąd szczególnym wezwaniem staje się zachowanie wewnętrznej jedności Kościoła oraz uczciwe otwarcie ekumeniczne, czyli jedność z bratnimi Kościołami w promowaniu zbawczej prawdy o Chrystusie Odkupicielu, o misji Kościoła w przekazie wiary i o tym, że wiara domaga się życia według Przykazań Bożych i według Ewangelii. Tu rola wspólnego świadectwa w obronie życia przeciw aborcji i eutanazji, o wizji chrześcijańskiego małżeństwa i rodziny, o etyce społecznej, o sprawiedliwości i miłosierdziu, o pokorze przed Bogiem i o nadziei zbawienia, czyli o sensie życia na ziemi jako przygotowaniu do życia po śmierci, ma szczególnie ważne znaczenie.

Wspólnoty, ruchy i grupy chrześcijańskie są dziś szczególnie potrzebne jako miejsce formacji i wsparcia środowiskowego, ale ich celem jest także przygotowanie do dawania świadectwa osobistego w środowiskach pracy i w luźnych kontaktach z ludźmi. Chrześcijaństwo to szacunek do człowieka-osoby i powinność traktowania każdego człowieka prawdą o jego godności i szansą na nadzieję zbawienia. Ukazanie piękna i radości życia według wiary owocującej przez miłość Boga i bliźniego bywa najskuteczniejszą drogą do postawienia sobie pytania o źródło tej postawy, czyli o Jezusa Chrystusa – Nauczyciela życia nowego.

Świadectwo dawane swoim przekonaniom bywa trudne, a niekiedy nawet wymaga heroizmu, ale wtedy jest szczególnie piękne i godne szacunku. Zauważył to i docenił Zbigniew Herbert w znanym wierszu „Pan Cogito”. Zachęca:

„Idź wyprostowany wśród tych, co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalanych w proch
Ocalałeś nie po to, aby żyć
Masz mało czasu, trzeba dać świadectwo
Bądź odważny, gdy rozum zawodzi
Bądź odważny w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
(…)
Strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
Oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz.
Powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych
(…)
Bądź wierny. Idź!”.

Świadectwo chrześcijańskiego myślenia i życia staje się twórczą inspiracją do konfrontacji z naszym dotychczasowym myśleniem i postępowaniem i jest w stanie otworzyć nas na twórczy dialog w poszukiwaniu prawdy o życiu.

Zdajemy sobie jednak sprawę, że nasze ludzkie zatroskania, oczekiwania i wysiłki powinny być zdecydowane, mocne i pokorne, ale także świadome, że ich skuteczność nie zależy od nas, ale od mocy działania Ducha Świętego, który jedynie jest w stanie otworzyć serce człowieka, społeczności, narodu. Bez szczerej i wytrwałej modlitwy i bez naszej współpracy działanie Ducha Świętego będzie jednak niemożliwe, a przynajmniej utrudnione.

>>posłuchaj nagrania

* * *

Warto skonsultować m.in.:

Aldo Giordano con Alberto Campoleoni, Un’altra Europa ? possibile, San Paolo, 2013.

Chrześcijańskie oczekiwania wobec kształtu Europy. Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej (zapis wystąpień z konferencji, Kraków 14–15.09.2012).

Ks. Stanisław Jóźwiak, Świadectwo wspólnot katolickich wobec kulturowego nihilizmu w: Chrześcijaństwo wczoraj i dziś, Ełk, 2013, s. 277–291.

Ks. Norbert Podhorecki, Współczesne zagrożenia wiary, w: Premislia Christiana, 2013, s. 227–256.

Francis Fukuyama, Koniec człowieka, Kraków 2004.

Ks. Paweł Bortkiewicz TChr., Ideologia gender – istota i konsekwencje dla duszpasterstwa, w: Program duszpasterski Kościoła w Polsce na rok 2013/2014, Poznań 2013, s. 276–293.