„Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!»
Czcigodni Bracia w Kapłaństwie,
Siostry Zakonne, Osoby Konsekrowane, Członkowie Wspólnot i Grup Religijnych,
Czciciele Miłosierdzia Bożego,
Siostry i Bracia w Chrystusie Zmartwychwstałym!
1. Jezus zaprasza do szkoły miłosierdzia, by uzdrowić z niewiary
Na zakończenie Oktawy Zmartwychwstania Pana, Kościół prowadzi nas do Wieczernika i raz jeszcze zachęca do medytacji spotkania Apostołów z Jezusem Zmartwychwstałym. Pozwala to nam jeszcze raz doświadczyć wyjątkowego klimatu zmartwychwstania, w którym nieustannie przeplata się wiara i powątpiewanie, pytania i zdumienie.
W sercach Apostołów nie ma jeszcze paschalnej pewności. Jest lęk, zamknięcie, nieufność. Zmartwychwstanie, choć zapowiedziane, okazuje się dla nich rzeczywistością zbyt wielką, by ją od razu przyjąć. Bóg zrobił więcej, niż oni byli w stanie sobie wyobrazić. Dlatego nie wierzą świadectwom. Nie dlatego, że nie chcą wierzyć, ale dlatego, że ich serca nie nadążają za wielkością Bożego działania.
W tym kontekście pojawia się Tomasz. Nie jest on prostym symbolem niewiary. Jest raczej człowiekiem, który zatrzymał się na granicy wiary. Nie był w stanie przełamać swojego uporczywego trwania przy swoich przekonaniach. W odróżnieniu od innych, którzy jego zdaniem ulegali emocjom, on uważał się tylko za człowieka rozsądnego, opanowanego, zrównoważonego, patrzącego trzeźwo na rzeczywistość.
Nie przekonują go więc świadectwa tych, którzy ujrzeli Zmartwychwstałego Chrystusa, jak Maria Magdalena, uczniowie z Emaus, czy nawet Piotr. Chce uwierzyć, ale nie potrafi przekroczyć progu. Domaga się znaku, który da mu pewność: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę» (J 20, 25).
W istocie jego postawa odsłania dramat człowieka wszystkich czasów: człowiek chciałby wierzyć, ale pod warunkiem, że Bóg dostosuje się do jego sposobu poznania. Jezus jednak nie odrzuca Tomasza. Przychodzi do niego. Wchodzi w jego wątpliwości. I co ważne – nie daje mu argumentów, ale daje mu siebie. Pokazuje rany, mówiąc: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz człowiekiem wierzącym”.
Jezus, choć delikatnie wymawia mu jego zamknięcie na tajemnice Boże, zaprasza go, aby rozwiał swoje wątpliwości. Dlatego mówi: włóż palec w ranę, a rękę w przebity bok. Tzn. sprawdź, zweryfikuj, przekonaj się, upewnij się.
To niezwykle głęboka prawda: Bóg nie przekonuje nas najpierw rozumem, ale swoją miłością, która została zraniona dla człowieka. Tomasz w tym spotkaniu zostaje nie tyle przekonany, co dotknięty łaską miłosierdzia. I dlatego jego odpowiedź jest aktem wiary: „Pan mój i Bóg mój”.
Zmartwychwstanie jest więc otwarciem nowego sposobu naszej relacji z Bogiem, w której prawdziwym darem są słowa Jezusa: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli!”. One mówią nam, że Chrystus zmartwychwstał, że jest żywy i na zawsze pozostał z nami. Pozostał z nami, więcej, pozostał w nas.
2. Miłosierdzie leczy rany grzechu
W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że Zmartwychwstały Jezus przychodzi do Wieczernika mimo drzwi zamkniętych. Ten szczegół ma głębokie znaczenie symboliczne. Człowiek po grzechu zamyka się przed Bogiem, przed innymi, a często także przed samym sobą. Można powiedzieć: grzech zawsze rodzi „wewnętrzne zamknięcie człowieka”, które prowadzi do izolacji, lęku i utraty pokoju serca.
Zamknięcie człowieka na Boga przekłada się także na zamknięcie na Boga również świata. W efekcie, we współczesnym świecie, choć wiele mówi się o wolności, w rzeczywistości coraz częściej wybiera się różne formy zamknięcia: na Boga, na prawdę o grzechu i na potrzebę nawrócenia. Proponuje się wizję życia „jakby Boga nie było”. W konsekwencji – jak zauważył papież Franciszek – pojawia się moralny, religijny i społeczny chaos, który coraz głębiej przenika ludzką codzienność. Uleganie mu prowadzi do duchowej pustyni, której pierwszym owocem jest smutek i przygnębienie. Człowiek staje się zakładnikiem niepewności i wewnętrznej chwiejności, która łatwo przeradza się w zniechęcenie, melancholię, nudę, a w końcu może doprowadzić nawet do rozpaczy (por. Misericordia et misera, n. 3).
Jedynym lekarstwem na tę chorobę duchową naszych czasów jest właśnie Miłosierdzie Boże. Ono pozwala nam dotknąć samego serca orędzia chrześcijaństwa – orędzia miłości Boga, które osiąga swój szczyt w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa.
Jezus zmartwychwstały jest większy od wszelkiej ludzkiej słabości i nędzy. Przenika zamknięte drzwi ludzkiego serca, tak jak kiedyś przeniknął zamknięte drzwi Wieczernika, i mówi: „Pokój wam!”. Mówi również dziś: „Pokój tobie, bracie i siostro!”. Tymi słowami dodaje otuchy i zachęca, abyśmy odrzucili lęk, niepokój i zwątpienie, i uwierzyli, że On naprawdę jest z nami – i pozostanie z nami na zawsze. A to, że Bóg jest pośród nas: idzie obok nas, wskazuje drogę miłości, podnosi, gdy upadamy, umacnia w trudnościach i towarzyszy w każdej sytuacji naszego życia – jak napisał kiedyś papież Franciszek – jest największym przejawem miłosierdzia.
Ale mimo tak mocnego przesłania o miłosierdziu Zmartwychwstałego Chrystusa, w każdej epoce pojawiają się Ci, którzy odrzucają wiarę. Dlatego Jezus nie przestaje przypominać o swoim pragnieniu obdarowywania miłosierdziem. Uczynił to w sposób szczególny w dniu 22 lutego 1931 roku, gdy ukazał się św. Faustynie i polecił jej namalować obraz według wizji, którą otrzymała: Jezusa w białej szacie, z jedną ręką wzniesioną do błogosławieństwa, a drugą wskazującą na Serce, z którego wychodzą dwa promienie – czerwony i blady. U dołu obrazu słowa: „Jezu, ufam Tobie”.
Pan Jezus powiedział także: „Pragnę, aby było ustanowione święto Miłosierdzia. Chcę, aby ten obraz był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy. Pragnę, aby kapłani głosili wielkie miłosierdzie moje względem dusz grzesznych. Niech się nie lęka do Mnie zbliżyć grzesznik. Palą Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylać na dusze ludzkie”.
Gdy po wielu trudach Eugeniuszowi Kazimirowskiemu udało się w 1935 roku ukończyć obraz, został on wystawiony w Ostrej Bramie podczas rekolekcji prowadzonych przez ks. Michała Sopoćkę. W czasie kazania o Bożym miłosierdziu św. Faustyna zanotowała, że „obraz ten przybrał żywą postać, a promienie te wychodzące z Serca Jezusa przenikały do serc ludzi zgromadzonych, jednak nie w równiej mierze, jedni otrzymywali więcej, a drudzy mniej”.
Na pytanie s. Faustyny, dlaczego tak się dzieje, Jezus wyjaśnił jej, że wszystko zależy od tego, na ile człowiek pragnie Bożego miłosierdzia i na ile się na nie otwiera. Jezus nikomu nie odmawia swojego miłosierdzia – przeciwnie, pragnie je hojnie wylewać na każdego człowieka. To człowiek, przez swoją wolność, może mniej lub bardziej je przyjąć.
W tym duchu, w październiku 1937 roku, Jezus ponownie zachęcał św. Faustynę do modlitwy za grzeszników, mówiąc: „Błagaj Mojego miłosierdzia szczególnie dla grzeszników i choć przez krótki moment zagłębiaj się w Mojej męce, szczególnie w Moim opuszczeniu w chwili konania. Jest to godzina wielkiego miłosierdzia dla świata całego” (Dz. 1320).
3. Miłosierdzie czyni nas misjonarzami miłosierdzia
Wspomniane wydarzenia oraz słowa Jezusa skierowane do s. Faustyny mocno wpisują się w dzisiejszą Niedzielę Miłosierdzia. Równie mocno wpisują się także w rozesłanie uczniów, o którym mówi dzisiejsza Ewangelia: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,21–23).
Jakże wymowne są te słowa! Jezus ustanawia w nich sakrament odpuszczania grzechów. Czyni to po swoim zmartwychwstaniu, w Wieczerniku, w którym uczniowie pozostawali jeszcze zamknięci ze strachu. Miłosierdzie otwiera drzwi Wieczernika, aby mogło ono promieniować na cały świat. Jak słusznie mówił bł. ks. Michał Sopoćko – „można [je] nazwać prawdziwym pozdrowieniem wielkanocnym, które z kraju wieczności przynosi odkupienie i otwiera wszystkim zdroje do obmycia wszystkich grzechów ludzkich”.
Dlatego Zmartwychwstały Jezus posyła swoich uczniów, a więc nas, abyśmy miłosierdziem uzdrawiali serca dotknięte grzechem, zwłaszcza grzechem ciężkim; serca tych, którzy zamykają się na obecność Boga, którzy wciąż wątpią w zmartwychwstanie Jezusa, którzy z łatwością usprawiedliwiają swoją słabą wiarę, bądź też nie wierzą w przemieniającą obecność Jezusa Miłosiernego pośród nas.
Posyła nas i oczekuje, że zaniesiemy je do:
– naszych rodzin, by tam było więcej cierpliwości niż oceniania, więcej słuchania niż mówienia;
– do miejsc pracy, aby tam zachować uczciwość, życzliwość, rezygnować z plotek i niesprawiedliwych osądów;
– że uczynimy je obecne w naszych relacjach i że stanie się pierwszym krokiem do pojednania, nawet jeśli „to nie moja wina”;
– że będziemy je świadczyć w przestrzeni społecznej poprzez troskę o ubogich, samotnych, zagubionych, poprzez większe wzajemne poszanowanie, wygaszanie sporów i emocji, unikanie nienawiści i bezpodstawnych oskarżeń;
– wreszcie, że wniesiemy je w świat cyfrowy, medialny, wypowiadając słowa, które budują, a nie ranią.
Głośmy Boże Miłosierdzie swoją postawą, swoimi czynami i swoim chrześcijańskim zaangażowaniem. Stańmy się drogą miłosierdzia, po której upadający w grzechy i wątpiący będą mogli dojść do Jezusa Miłosiernego.
Stańmy się także strumieniem modlitwy i wypraszajmy miłosierdzie dla siebie samych, dla swoich bliskich, a zwłaszcza dla tych, którzy tego miłosierdzia najbardziej potrzebują.
Stańmy się drogą miłosierdzia. Nie tylko mówmy o nim – ale nim żyjmy i wołajmy: Jezu, ufam Tobie!
Amen.