Dziś obchodzimy wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła, a także jubileusz 50-lecia posługi Księży Pallotynów w Hodyszewie. Dziękuję Bogu, że możemy wspólnie przeżywać to święto w tej szczególnej świątyni – Sanktuarium Matki Bożej Pojednania, Królowej Podlasia w Hodyszewie. Jest to wyjątkowe miejsce modlitwy, łaski i duchowego umocnienia dla licznych pielgrzymów, którzy chętnie przybywają do swojej ukochanej Matki.
Dodam również, że Matka Boża Hodyszewska jest szczególnie bliska memu sercu. Kilkakrotnie pielgrzymowałem do tego sanktuarium, a w 1980 roku, jeszcze jako seminarzysta, wraz z innymi uczestniczyłem w przygotowaniach do Jej koronacji.
Serdecznie dziękuję księdzu kustoszowi Zdzisławowi Słomce SAC za zaproszenie do wspólnego przeżywania tej uroczystości w hodyszewskim sanktuarium, które stanowi duchowe serce Podlasia.
Bardzo serdecznie pozdrawiam wspólnotę Księży Pallotynów wraz z księdzem prowincjałem Waldemarem Pawlikiem SAC, księdzem proboszczem Zdzisławem Słomką SAC oraz wszystkimi współbraćmi, którzy z oddaniem opiekują się wizerunkiem Matki Bożej obecnym w tutejszym sanktuarium.
Pozdrawiam wszystkich kapłanów diecezjalnych i zakonnych, siostry zakonne oraz osoby konsekrowane.
Serdecznie pozdrawiam przedstawicieli władz lokalnych i samorządowych różnych szczebli.
Pozdrawiam wspólnoty oraz ruchy religijne.
Pozdrawiam Was, drodzy parafianie, pielgrzymi i czciciele Matki Bożej Hodyszewskiej.
Dzisiejsze święto prowadzi nas ku dwóm wielkim tajemnicom: tajemnicy Maryi oraz tajemnicy Kościoła. Ukazuje nam Maryję jako Matkę Kościoła – Matkę wszystkich wierzących i Matkę uczniów Chrystusa. Taką uczynił Ją Jezus z wysokości krzyża.
Dlatego Kościół od samego początku pozostaje głęboko związany z Maryją. Jest z Nią związany, ponieważ Ona, wypowiadając wobec Boga swoje pokorne „fiat” – „niech mi się stanie według słowa Twego” – stała się Matką Zbawiciela.
Nam, Polakom, ta prawda jest szczególnie bliska. Nasza wiara ma głęboko maryjny wymiar. Od wieków doświadczamy obecności Maryi w historii naszego narodu, w naszych rodzinach, sanktuariach i codziennym życiu. Jest Ona głęboko zakorzeniona w polskiej tradycji, kulturze i historii. Towarzyszy nam w codzienności oraz w wyznawaniu wiary.
Ta więź nie wzięła się znikąd. Rodziła się z wiary — z głębokiej wiary, którą pielęgnujemy od pokoleń. Umacniali ją w sposób szczególny wielcy przewodnicy naszego Kościoła: bł. kard. Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, oraz św. Jan Paweł II.
Maryję traktujemy jako przewodniczkę na drogach wiary, wspomożycielkę w trudnościach, obrończynię w niebezpieczeństwach oraz Matkę, która nigdy nie opuszcza swoich dzieci. To przekonanie nie jest jedynie piękną tradycją czy religijnym zwyczajem. Rodzi się ono z wiary i doświadczenia pokoleń, które zawierzały Maryi swoje życie i nigdy się nie zawiodły.
Wyrazem tej wiary był — i, jak sądzę, nadal jest — obraz Matki Bożej obecny niemal w każdym polskim domu. Wciąż mam przed oczami obraz Matki Bożej wiszący w centralnym miejscu mojego rodzinnego domu, a obok niego drugi — przedstawiający Świętą Rodzinę. To przed nimi każdego dnia klękaliśmy do modlitwy wieczornej, zawierzając Maryi całą rodzinę i wszystkie nasze sprawy.
Myślę, że podobnie było również w waszych domach. Klękaliście do modlitwy, prosząc Matkę Bożą o opiekę w chwilach trudności, gdy życie przynosiło doświadczenia, kryzysy i niepowodzenia, gdy niespodziewanie pojawiały się dramaty, ale także wtedy, gdy chcieliście dziękować za zwyczajne, codzienne dobro.
Możemy powiedzieć: klękaliśmy wszyscy, świadomi, że Ona jest z nami i że nas wysłuchuje. Ona zawsze pozostaje blisko swoich dzieci. Dzisiejsze czytania liturgiczne pomagają nam zrozumieć, dlaczego Maryja nigdy nie może nas opuścić.
W pierwszym czytaniu z Księgi Rodzaju (Rdz 3,9–15.20) widzimy Ewę – matkę wszystkich żyjących. Niestety, przez nieposłuszeństwo Bogu sprowadziła ona na ludzkość grzech pierworodny, a wraz z nim cierpienie, lęk, egoizm i śmierć. Grzech pierworodny sprawił, że człowiek utracił pierwotną harmonię z Bogiem i samym sobą.
Po upadku Bóg nie pozostawił jednak człowieka samego. Zapowiedział, że nadejdzie czas zwycięstwa dobra nad złem, i rozpoczął przygotowanie ludzkości na przyjście nowej Ewy – Maryi.
Bóg wybrał Maryję – prostą, pokorną Dziewicę z Nazaretu, Niepokalanie Poczętą – i posłał do Niej anioła Gabriela, aby obwieścił Jej, że Bóg pragnie, by stała się Matką Syna Bożego. Maryja, choć wszystkiego w pełni nie rozumiała, odpowiedziała Bogu całym swoim życiem: „Niech mi się stanie według słowa Twego”.
I właśnie dzięki Jej zgodzie w Betlejem narodził się Jezus Chrystus – Mesjasz, Odkupiciel człowieka.
Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas na Golgotę, gdzie widzimy Jezusa ukrzyżowanego. To właśnie tam, poprzez niewyobrażalne cierpienie, dokonuje On dzieła odkupienia człowieka z niewoli grzechu pierworodnego. Czyni to z miłości tak wielkiej, że ludzkiemu sercu trudno ją w pełni pojąć.
Aby pomóc nam zrozumieć tę niepojętą miłość, św. Paweł stawia pytanie: czy bylibyśmy zdolni oddać życie za drugiego człowieka? I sam odpowiada, wskazując na Chrystusa:
„Chrystus bowiem umarł za nas jako za grzeszników, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,6–8).
I właśnie w tej godzinie cierpienia i miłości Jezus wypowiada słowa, które stają się drogowskazem i drogą dla wierzących wszystkich czasów. Są one niezwykle ważne dla całego Kościoła i dla każdego wierzącego: „Niewiasto, oto syn Twój… Synu, oto Matka twoja”.
W osobie umiłowanego ucznia Jezus powierza Maryi wszystkich swoich uczniów. W ten sposób objawia i ustanawia duchową więź łączącą Go z uczniem – obaj stają się dziećmi tej samej Matki. Dzięki temu darowi Jezus czyni nas swoimi braćmi i siostrami – dziećmi Bożymi.
Włączeni w tę więź uczestniczymy w życiu samego Jezusa – Syna Bożego, a w konsekwencji Maryja staje się naszą duchową Matką. Od tej chwili Maryja jest Matką wszystkich wierzących, czyli Matką Kościoła. Staje się Nową Ewą – duchową Matką uczniów Chrystusa.
Pierwsza Ewa, o której mówi dzisiejsze pierwsze czytanie, stała się matką wszystkich żyjących (Rdz 3,20) według ciała, natomiast Maryja stała się Matką wszystkich odrodzonych przez łaskę Chrystusa i działanie Ducha Świętego. Dlatego Kościół od początku widział i nadal widzi w Maryi swoją Matkę, Opiekunkę i Orędowniczkę.
Ta duchowa więź z Maryją, przypieczętowana na krzyżu męką i śmiercią Jezusa, Jej Syna, jest dla nas wielkim darem, ale także zobowiązaniem. Tę prawdę doskonale rozumiał błogosławiony Stefan Wyszyński, wielki syn tej ziemi. W jednej ze swoich homilii mówił:
„Potrzebujemy Jej i nie wstydzimy się tego. Potrzebujemy Jej, jak płuca potrzebują powietrza, serce – krwi i miłości, stopy – oparcia, oczy – światła, usta – pokarmu. Jak dziecko jeszcze nienarodzone potrzebuje matki, nie może istnieć i żyć bez niej i poza nią. Potrzebujemy Matki Bożej. Przecież nawet Bóg Jej potrzebował! Zaczęliśmy od Niej. I Bóg od Niej zaczął. Nie możemy się bez Niej obejść. Bóg także nie chciał się bez Niej obejść. Szukamy u Niej ratunku i pomocy. Ona najpierw samemu Bogu była pomocą. /…/ W swych tęsknotach i potrzebach naśladujemy tylko nieudolnie Chrystusa, Syna Maryi”.
Jakże wciąż aktualne są te słowa Prymasa. Potrzebujemy ich zwłaszcza teraz, gdy żyjemy w czasach zamętu duchowego. Gdy podejmowane są próby budowania świata bez Boga, bez Ewangelii, bez chrześcijańskich wartości i bez miłości. Gdy nieustannie prowadzi się działania zmierzające do osłabienia wiary, wyrzucenia Boga z życia społecznego, podważania autorytetu Kościoła oraz oczerniania pasterzy.
Gdy widzimy, jak proces laicyzacji dotyka szczególnie młode pokolenie, w którego sercach i umysłach zasiewa się wątpliwości, relatywizuje się prawdę i zasady moralne, a także podważa się wartość życia ludzkiego.
Czy temu służy wyrzucanie religii ze szkoły oraz wprowadzanie tzw. edukacji zdrowotnej, mającej — jak się obawia — osłabiać model chrześcijańskiej rodziny opartej na sakramentalnym związku mężczyzny i kobiety? W miejsce ukazywanego jako przestarzały, nieżyciowy i zacofany związku sakramentalnego promowane są natomiast inne formy związków, w tym związki niesakramentalne i jednopłciowe.
W ostatnim czasie wprowadzane są także transkrypcje zagranicznych aktów zawarcia związków między osobami tej samej płci, mimo że art. 18 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej jasno stwierdza, iż „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajduje się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”.
Trzeba przypomnieć, że „jako chrześcijanie patrzymy na małżeństwo nie tylko jako na instytucję prawną, ale również jako na rzeczywistość zakorzenioną w prawie naturalnym i w objawionym zamyśle Boga wobec człowieka. /…/ Nauczanie Kościoła katolickiego od początku w sposób niezmienny wskazuje, że małżeństwo jest trwałym związkiem kobiety i mężczyzny, opartym na wzajemnym darze miłości, otwartym na przekazywanie życia oraz budowanie wspólnoty rodzinnej” (Rada Konferencji Episkopatu ds. Rodziny, 22.05.2026).
Wobec niszczenia społeczeństwa opartego na wartościach chrześcijańskich i antropologicznych już wiele lat temu z wielką wyrazistością przestrzegał wspomniany Prymas Tysiąclecia. W jednym ze swoich kazań mówił:
„Popatrzmy, jak mobilizują środki i siły, jak wiele pieniędzy idzie tylko po to, aby odebrać Wam wiarę w Boga, aby odłączyć Was od Chrystusa, aby Wam serca wystudzić i pozbawić Was religijnej pobożności. W takich chwilach, gdy widzę bezpośrednie zagrożenie waszej wiary, zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności za wasze dusze, za dzieci i młodzież, za Was samych /…/ naśladuję Bożą linię postępowania i nadzieję moją pokładam w Matce Boga Żywego”.
Wielu ludzi przeżywa dziś lęk o przyszłość wiary w naszej Ojczyźnie. Wielu pyta z niepokojem: co dzieje się w naszym kraju, dokąd zmierzamy? Co stanie się z Polską, jeśli oderwiemy się od chrześcijańskich korzeni? „Polsko, kiedy się obudzisz?” – to pytanie rodzi się w sercach wielu naszych rodaków.
Potrzebujemy dziś Maryi, i to bardzo. Potrzebujemy Jej obecności, Jej opieki i Jej wstawiennictwa. Stańmy jeszcze mocniej przy Maryi, a Ona poprowadzi nas do swojego Syna, Jezusa Chrystusa, by tam – jak kiedyś w Kanie Galilejskiej – powtórzyć nam słowa: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
A Jezus nie żąda od nas rzeczy niemożliwych. Pragnie, abyśmy powrócili do modlitwy rodzinnej, do różańca, do życia sakramentalnego oraz do wychowania młodego pokolenia w wierze. Chce, abyśmy zachowywali przykazania Boże, aby wiara nie była jedynie dodatkiem do życia ani ozdobą świąteczną, lecz żywą i codzienną drogą osobistej oraz wspólnotowej świętości.
On pragnie, abyśmy razem z Maryją powrócili na Golgotę i tam na nowo odkryli, czym jest miłość – że tylko ona ma moc wyzwolić człowieka z niewoli grzechu i uczynić go naprawdę wolnym.
Drodzy Bracia i Siostry!
Hodyszewo od lat jest miejscem, gdzie ludzie wierzący i mniej wierzący przychodzą ze swoim bólem, troskami i nadziejami. Ilu ludzi odzyskało tutaj pokój serca, siłę do życia, pojednanie z Bogiem i z drugim człowiekiem. Ilu odnalazło drogę do wiary.
Niech więc dzisiejsze święto będzie dla nas okazją do odnowienia naszego zawierzenia Maryi. Zawierzmy Jej macierzyńskiej opiece nasze rodziny, dzieci i młodzież, kapłanów, osoby konsekrowane, ludzi chorych i samotnych. Zawierzmy Jej naszą ukochaną Ojczyznę i nasz Kościół. Prośmy, aby prowadziła nas do Chrystusa, umacniała naszą wiarę i nadzieję oraz strzegła nas przed utratą wiary.
Maryjo z Hodyszewa, otaczaj macierzyńską opieką swoje dzieci.
Amen.