1. Dobiega końca Wasz piękny, tygodniowy odpust ku czci Krzyża Świętego. Jest on kontynuacją wielkiej, wielowiekowej tradycji Kościoła. Jej początki sięgają Jerozolimy, gdzie po raz pierwszy wystawiono relikwie drzewa krzyża odnalezione przez św. Helenę, matkę cesarza Konstantyna Wielkiego.
Otóż, jak podają źródła pisane i tradycja, 13 września 335 roku miało miejsce poświęcenie Bazyliki Zmartwychwstania Pańskiego, wzniesionej staraniem św. Heleny. Następnego zaś dnia, w tejże bazylice wystawiono odnalezione relikwie krzyża, na którym Chrystus oddał swoje życie. Dosłownie: podwyższono krzyż i wyeksponowano, aby wierni mogli go widzieć, zatrzymać się przed nim i oddać mu cześć. Stąd, 14 września utrwalił się jako dzień obchodzenia święta Podwyższenia Krzyża Świętego – ukazywania drzewa krzyża, aby przypomnieć wszystkim, że jest on znakiem i narzędziem naszego zbawienia. Tego dnia wierni na całym świecie gromadzą się wokół krzyża, aby go adorować i oddawać mu należną cześć.
Dziękuję Bogu, że również i wy w tych dniach tak liczną obecnością dajecie wyraz swojej wierze i czci krzyżowi świętemu. Dziękuję, że także dzisiaj przyszliście, aby wspólnie przeżywać to święto Podwyższenia Krzyża.
Bardzo serdecznie wszystkich pozdrawiam. W sposób szczególny pragnę:
Pozdrowić czcigodnego Ojca Opata Adriana wraz z całą rodziną cysterską i podziękować mu za zaproszenie do przewodniczenia tej uroczystej Mszy Świętej.
Pozdrawiam Braci Kapłanów diecezjalnych i zakonnych, Siostry Zakonne, Osoby Konsekrowane, przedstawicieli wspólnot i ruchów religijnych, bractw oraz wszystkich, którzy swoją obecnością, modlitwą i posługą ubogacają życie tutejszego Kościoła.
Pozdrawiam Was, Drodzy Parafianie, Pielgrzymi i Czciciele Krzyża Chrystusowego!
2. Istota dzisiejszego święta, jak zapewne dobrze sobie uświadamiamy, nie tkwi jedynie w ukazywaniu krzyża. Nie chodzi tylko o to, aby patrzeć na krzyż. Bo można patrzeć na krzyż i niczego nie zobaczyć. Można przechodzić obok niego nawet codziennie i nigdy nie zapytać, co naprawdę oznacza. Można mieć krzyż na ścianie, w domu, przy drodze, w kościele, na piersi – a jednocześnie być bardzo daleko od tajemnicy, którą ten znak niesie.
Chodzi o to, aby zobaczyć Tego, który na nim zawisł. I zapytać dlaczego zawisł.
Aby zrozumieć tę prawdę, trzeba przed krzyżem Chrystusa się zatrzymać, stanąć w zadumie, w skupieniu, w medytacji i kontemplacji. Wtedy krzyż sam zaczynie do nas mówić. Nie usłyszymy go w hałasie, w zgiełku i nieustannym zabieganiu. Ale usłyszymy go jeśli się zatrzymamy przed nim w ciszy i zadumie. Wówczas zaczynie do nas mówić o Jezusie Chrystusie - Zbawicielu świata, który na nim zawisł. Powie nam o dramacie odrzucenia Jezusa, o Jego umieraniu w niepojętych cierpieniach i mękach. Powie nam także o czymś jeszcze większym – o miłości Boga obecnej w samym centrum tego dramatu.
Krzyż mówi nam, jak bardzo Bóg kocha człowieka. Kocha tak bardzo, że pozwolił, aby wykupienie człowieka z niewoli grzechu i przywrócenie mu utraconej przez grzech godności dokonało się właśnie przez mękę i śmierć Jego Syna na krzyżu. Można więc powiedzieć, że w krzyżu Jezusa dokonała się wielkie wydarzenie, dokonała się niepojęta konfrontacja dobra ze złem, miłości z nienawiścią, miłosierdzia z pogardą. Świat odrzucał Boga, odbierał Mu życie i skazywał Go na śmierć, a Syn Boży dobrowolnie oddawał za ten świat Swoje życie, aby przemieniać go ogniem nieskończonej miłości miłosiernej.
3. Tę prawdę ukazują nam dzisiejsze czytania liturgiczne. Pierwsze, zaczerpnięte z Księgi Liczb, ukazuje lud Izraela w drodze do ziemi obiecanej. Ta droga prowadzi przez pustynię. Pustynia to miejsce nieprzyjazne, to miejsce niedostatku, głodu, a nawet śmierci.
W zaślepieniu z powodu takich właśnie niedostatków Izraelici, nie potrafią dostrzec potęgi Boga, która ich prowadzi. Tracą wiarę w Pana i zaczynają szemrać przeciw Panu i Mojżeszowi. Wówczas Bóg ich napomina przez doświadczenie węży o piekącym jadzie, które kąsają, tak że wielka liczba Izraelitów umiera. Gdy wreszcie sobie uświadamiają swój grzech, proszą Mojżesza, aby wstawił się za nimi u Pana. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: „Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy, gdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu” I rzeczywiście, jeśli ktoś ukąszony spojrzał na węża z brązu, zostawał przy życiu.
Ten pozornie dziwny sposób ratowania życia zostaje przywołany w dzisiejszej Ewangelii według św. Jana, w której Jezus mówi, że dopełnienie tego, co wydarzyło się na pustyni, nastąpi wówczas, gdy On sam zostanie wywyższony ponad ziemię – to znaczy, gdy zawiśnie na drzewie krzyża. Wówczas każdy, kto spojrzy na Niego z wiarą, kto uwierzy, że On jest Synem Bożym i Zbawicielem, otrzyma życie wieczne.
W ten sposób Jezus daje nam do zrozumienia, że Jego krzyż jest nie tylko znakiem wielkiej miłości Boga do człowieka, ale także znakiem wiary i nadziei. W Jego krzyżu Bóg na nowo nas wybrał i przeznaczył do życia wiecznego. Stąd, krzyż, choć jest symbolem cierpienia i ludzkiego bólu, niesie w sobie zawsze przesłanie wielkiej nadziei dla wszystkich ludzi. Dla tych, którzy wierzą, i dla tych, którzy przeżywają kryzys wiary. Dla tych, którzy upadają w swojej słabości, i dla tych, których serce stało się obojętne na obecność Boga. Dla tych, którzy – jak faryzeusze – nie chcą zobaczyć w Jezusie Syna Bożego, i dla tych, którzy nie potrafią albo wzbraniają się przed przyjęciem tej prawdy. Ukrzyżowany Jezus nikomu nie szczędzi swojej miłości i miłosierdzia.
Bł. ks. Michał Sopoćko, spowiednik św. Faustyny, rozważając tajemnicę krzyża, mówił: przez krzyż „Pan Jezus wyświadczył nam wszystkim nieskończone miłosierdzie, które nikogo nie opuszcza, nawet największego grzesznika, dopóki jeszcze żyje. Chociażby on stracił łaskę poświęcającą, choćby uczynki jego były martwe i nie zasługujące na żywot wieczny /…/ miłosierdzie Boże go nigdy nie opuści”.
Jako pierwszy o prawdziwości tych słów przekonał się choćby jeden ze złoczyńców ukrzyżowanych razem z Jezusem. Wystarczyło zaledwie jedno westchnienie: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”, i natychmiast usłyszał: „Zaprawdę powiadam ci, jeszcze dziś ze Mną będziesz w raju”.
Jak niewiele powiedział, a jak wiele otrzymał! Nie miał już czasu na naprawę swojego życia, miał jednak odważne serce, które w ostatniej chwili zwróciło się do Jezusa. I to wystarczyło, aby otworzyły się przed nim drzwi raju.
4. Krzyż jest wiec wielkim znakiem nadziei i dlatego staje się naszym wiernym towarzyszem – szczególnie w trudnych chwilach. Staje się dla nas przestrzenią, w której możemy odnaleźć prawdziwy sens życia. Przed nim możemy stanąć w prawdzie, bez przekonywania Boga, że jesteśmy lepsi, niż jesteśmy naprawdę. Przed krzyżem nie trzeba niczego udawać. Możemy powiedzieć Jezusowi: Panie, taki właśnie jestem. Przychodzę do Ciebie z moimi słabościami i lękami, z moimi zwycięstwami i upadkami. Przychodzę z moją przeszłością, której czasem się wstydzę i z moimi ranami, które wciąż krwawią, bo może nie potrafię przebaczyć. Przychodzę do Ciebie z całym bagażem moich życiowych doświadczeń dobry i złych, prosząc, abyś mnie uzdrowił, przemienił i umocnił.
Krzyż ma moc przemienić nasze serce i pomóc na nowo budować relacje z Bogiem i drugim człowiekiem. Z niego mogę czerpać moc, która oczyszcza z grzechu i pozwala stanąć w prawdzie wobec Boga. Bo jeżeli naprawdę patrzę na Ukrzyżowanego, nie mogę pozostać człowiekiem pełnym nienawiści. Jeżeli naprawdę klękam pod krzyżem, nie mogę bez końca pielęgnować urazy. Jeżeli naprawdę proszę Chrystusa o miłosierdzie, nie mogę nie okazywać miłosierdzia wobec innych. Jeżeli Jezus przebaczył tym, którzy Go krzyżowali, i przebacza nieustannie mnie, to i ja powinienem zapytać: komu jeszcze powinienem przebaczyć? Jeżeli On oddał za mnie swoje życie, to powinienem zapytać: dla kogo ja żyć? Tylko wtedy krzyż przestaje być znakiem anonimowym, a staje się drogą życia.
Dlatego mając na uwadze to nieustanne nasze zmaganie się ze sobą samym, ze swoją wiarą i niewiarą, św. Augustyn zachęcał: „Patrz na krzyż. Kontempluj jego ramiona! Kochaj Ukrzyżowanego! Całuj ze czcią święte rany! Noś zawsze przy sobie krzyżyk! Kiedy czujesz się słaby – on ci da moc. Kiedy upadniesz – on cię podźwignie! Kiedy tracisz ducha w przeciwnościach losu i załamiesz się pod ciężarem trudności i niepowodzeń – on doda ci odwagi i cierpliwości! Kiedy płaczesz – on będzie ci pocieszeniem – on doda ci pewności. Kiedy go zawołasz – on ci odpowie! Chcesz wiedzieć, ile warta jest twoja dusza? Spójrz na krzyż! Chcesz poznać całą złość i powagę grzechu? Medytuj cierpienie i śmierć krzyżową Pana! Chcesz wiedzieć, jak bardzo Bóg nas kocha? Kontempluj krzyż Chrystusa. Niech krzyż Pana strzeże nas w życiu ziemskim, umacnia w godzinie śmierci, będzie ukoronowaniem naszej wieczności”.
5. Krzyż zatem wzywa nas do przyjmowania postawy autentycznej wiary. A ona wybrzmiewa, gdy dajemy z odwagą stajemy przy krzyżu, gdy go przyjmujemy i gdy pozostajemy wierni Jezusowi ukrzyżowanemu. Potrzeba tego odważnego świadectwa ludzi wierzących, bo coraz częściej widzimy jak wielu walczy z krzyżem, jak się go odrzuca, a nawet obraża.
Dzisiaj nader często widzimy, że dla krzyża już nie ma miejsca w przestrzeni publicznej. Nie ma dla niego miejsca urzędach, szpitalach, instytucjach publicznych i oświatowych. Po prostu się go stamtąd usuwa. Ale jeszcze smutniejsze jest, że się go usuwa nawet z naszych polskich domów pod pretekstem, że już nic nie mówi, że może ranić uczucia religijne innych albo po prostu, że jest niemodny, że trzeba być nowoczesnym, że nie pasuje do wystroju.
Trzeba jasno powiedzieć: krzyż to nie dekoracja ani jakaś tam ozdoba, która bardziej lub mniej pasuje do wystroju pomieszczenia. Krzyż to znak miłości Boga do człowieka! Krzyż przypomina nam cenę naszego zbawienia. Krzyż mówi człowiekowi: „Nie jesteś sam. Bóg tak bardzo cię umiłował, że dał za ciebie swojego Syna”. Dlatego usuwanie krzyża nie jest tylko usuwaniem kawałka drewna czy drewnopodobnego przedmiotu ze ściany. Jest usuwaniem znaku, który przypomina o Bogu, o naszym zbawieniu, o odpowiedzialności, o miłości i o godności człowieka.
Bez krzyża nasze życie staje się pustynią, gdzie nieustannie czyhają na nas jadowite węże pod postaciami ideologii, rewolucji seksualnej, aborcji, eutanazji, ateizacji i sekularyzacji, nieustannego wmawiania, że człowiek nie potrzebuje Boga, bo sam jest na tyle mądry, że może ustalać sobie własne zasady, że religia to zabobon, z którego trzeba się wyzwolić. Ileż tych jadowitych węży, aby nas kąsać i uśmiercać. Nie uchronimy się przed nimi i nie obronimy naszego życia jeśli nie skierujemy swojego spojrzenia na krzyż. Tylko On, Jezus za nas ukrzyżowany, może dać nam pokój. On może uciszyć wzburzone morze naszego życia, tak jak uciszył Morze Galilejskie, i nie pozwolić, abyśmy zginęli.
Do szukania ratunku w krzyżu motywuje nas również nasza polska tradycja, w której krzyż cieszył się zawsze wielkim szacunkiem. Był symbolem wolności oraz tożsamości narodowej i chrześcijańskiej. W najtrudniejszych momentach historii, krzyż pozostawał zawsze znakiem nadziei i źródłem natchnienia na zwycięstwo. Dlatego ten krzyż tak często był stawiany na rozdrożach, przy drogach, na wioskach i w miastach, oraz w wielu innych miejscach, by przypominał, że w krzyżu Chrystusa jest nasz ratunek. Do krzyża odwoływała się „Solidarności” jako do nienaruszalnego symbolu prawdy. Nawiązuje do niego preambuła naszej polskiej Konstytucji, która wprost wspomina o kulturze zakorzenionej w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu. Obecność krzyża wyraża wolność religijną (art. 53 Konstytucji) i nie oznacza tworzenia państwa wyznaniowego, gdyż nie wpływa na autonomię Kościoła i państwa, a jedynie symbolizuje system wartości, na którym opiera się europejskie pojęcie praw człowieka.
Mając na uwadze tę piękną i długą tradycję polskiej historii i kultury zakorzenionej w chrześcijańskich wartościach, w słynnym przemówieniu z 6 czerwca 1997, pod Wielką Krokwią w Zakopane, św. Jan Paweł II wzywał nas: „Umiłowani Bracia i Siostry, nie wstydźcie się tego krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym”.
Papież wezwał nas do tego, by nie wstydzić się symbolu wiary i odważnie przyznawać się do niego w życiu prywatnym i publicznym wbrew temu, co krzyczą wszyscy nieprzyjaciele krzyża. Przypomniał, że krzyż jest symbolem miłości Boga do człowieka, znakiem zbawienia, ale też fundamentem tożsamości narodowej i kulturowej. Wskazywał, że obrona krzyża to obrona ludzkiej godności i wolności, a nie tylko manifestacja religijna.
Zatrzymajmy w swoim sercu te piękne i głębokie słowa papieża. Niech one nam dodają sił do wiernego stania przy krzyżu.
6. Umiłowani Siostry i Bracia! Dobiega końca nasz odpust ku czci Krzyża Świętego. Za chwilę rozejdziemy się do naszych domów, do naszych rodzin, do naszych codziennych obowiązków. Ale zanim odejdziemy wypowiedzmy jeszcze raz za św. Janem Pawłem II tę piękną modlitwę: „Bądź pozdrowiony krzyżu, znaku miłości, która zwycięża śmierć. Bądź pozdrowiony, gdziekolwiek się znajdujesz: na polach, przy drogach, na miejscach, gdzie ludzie cierpią i konają... na miejscach, gdzie uczą się i pracują, kształcą się, tworzą... Na każdym miejscu, na piersi każdego człowieka... I w każdym ludzkim sercu... Bądź pozdrowiony krzyżu Chrystusa”.
A odmawiają ją, patrzmy na krzyż i pamiętajmy, że Bóg nie obiecał nam życia bez krzyża, ale obiecał, że w naszym krzyżu nigdy nie będziemy sami.
Amen.