Panie, pójdę za Tobą dokądkolwiek się udasz (Inauguracja Roku Akademickiego WSD w Ołtarzewie, 30.09.2026)

Czcigodny Księże Generale, czcigodni Księża Prowincjałowie Polskich Prowincji Pallotyńskich;
Magnificencjo, Księże Rektorze wraz z całą Wspólnotą Ołtarzewską;
Drodzy Bracia w Kapłaństwie i Życiu Konsekrowanym;
Szanowni Przedstawiciele Wyższych Uczelni, Profesorowie, Pracownicy naukowi;
Czcigodne Siostry Zakonne wraz z Siostrą Prowincjalną Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego;
Drodzy Przyjaciele, Współpracownicy oraz Pracownicy tutejszego Wyższego Seminarium Duchownego,
Szanowni Goście,
Drodzy Alumni!

1.         Tegoroczna inauguracja roku akademickiego w naszym Seminarium ma szczególny charakter. Zbiega się bowiem z ważną rocznicą jego powstania. Dokładnie sto lat temu, w 1926 roku, podjęto decyzję o potrzebie nabycia w okolicach Warszawy odpowiedniej przestrzeni, która mogłaby stać się siedzibą pallotyńskiego seminarium duchownego na ziemiach polskich. Ta decyzja była odpowiedzią na konkretną potrzebę czasu i na rozeznanie, że jeśli charyzmat św. Wincentego Pallottiego ma się rozwijać na ziemiach polskich, potrzebne jest miejsce, w którym będą formować się jego duchowi synowie, zdolni ten charyzmat nie tylko przyjąć, ale również przekazać następnym pokoleniom. Do tego czasu klerycy byli rozproszeni. Filozofię studiowali w Sucharach, a teologię w Limburgu - w Niemczech, na Gregorianie w Rzymie, a także w lubelskim „Bobolanum” oraz na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego.

Wówczas to okazało się, że właśnie tutaj, w Ołtarzewie, jest na sprzedaż gmach po Szkole Rolniczej, ale niestety jego koszty przerastały możliwości finansowe młodej wspólnoty pallotyńskiej. Opatrzność Boża jednak pomogła. Wczesną wiosną 1927 roku, dzięki pomocy anonimowego pana S. udało się nabyć ten budynek. A już 8 kwietnia 1927 roku przybyli tutaj na stałe pierwsi pallotyni, dając początek właściwej historii Pallotyńskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Polsce.

Dziesięć lat później, w 1936 roku, rozpoczęto budowę obecnego gmachu seminaryjnego. Został on ukończony w 1939 roku – na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej. Wojna, jak wiemy, nie oszczędziła również tego miejsca.

Przypominam bardzo pobieżnie tę historię, bo już za kilka miesięcy, jeszcze w ciągu tego roku akademickiego, rozpoczniemy świętowanie setnej rocznicy powstania tego Seminarium. Jest to więc szczególny czas wdzięczności. Wdzięczności Bogu za to miejsce i za wszystkich, którzy przez dziesięciolecia je tworzyli, a więc za wychowawców, profesorów, przełożonych i pracowników, a przede wszystkim za tych, którzy tutaj się formowali i przygotowali do kontynuacji misji Chrystusa. Niektórzy zostali wyniesieni na ołtarze jako błogosławieni męczennicy II wojny światowej.

2.         Powstające wówczas Seminarium Duchowne było znakiem nadziei na głębsze zakorzenienie Pallotynów na ziemiach polskich. Było znakiem nadziei na rozwój charyzmatu św. Wincentego Pallottiego, którego celem było ożywianie wiary i rozpalanie miłości ochrzczonych. Przestrzeń do realizacji tej misji była wówczas ogromna. Polska była krajem odradzającym się po 123 latach rozbiorów, doświadczonym rusyfikacją i germanizacją, niszczeniem polskiej kultury i tradycji, katolickiej religijności, czy też eliminowaniem języka polskiego.

Potrzeba było kapłanów, którzy potrafiliby głosić Ewangelię w świecie odzyskanej wolności, ale także w świecie, który niósł ze sobą rany poprzednich pokoleń. Seminarium było więc znakiem nadziei na formowanie przyszłych duszpasterzy i misjonarzy – ludzi przygotowanych do pracy zarówno w kraju, jak i poza jego granicami.

Przez niemal sto lat jego funkcjonowania przeszły przez nie tysiące młodych ludzi. Wśród nich znaleźli się także późniejsi biskupi, misjonarze, profesorowie, duszpasterze, wychowawcy i ludzie, którzy na różne sposoby służyli i służą Kościołowi i Ojczyźnie.

3.         Czasy się jednak zmieniają. Nie ma już tak wielu powołań jak dawniej. Seminarium nie tętni życiem tak, jak tętniło przed laty. Zmieniły się realia Kościoła i społeczeństwa. Zmienił się również sposób, w jaki młodzi ludzie patrzą na życie, przyszłość, wspólnotę i własne powołanie. Ale jedno się nie zmieniło. Chrystus nadal powołuje. I dlatego Seminarium nadal ma sens. Nadal pozostaje – jak określił je św. Jan Paweł II w Pastores dabo vobis – „szkołą Jezusa Chrystusa”. A zatem miejscem, w którym człowiek uczy się nie tylko o Chrystusie, ale przede wszystkim Chrystusa – Jego sposobu myślenia, Jego spojrzenia na człowieka, Jego sposobu przeżywania relacji, Jego posłuszeństwa Ojcu, Jego miłości, Jego służby i Jego ofiary. I właśnie dlatego trzeba dzisiaj ponownie postawić pytanie o istotę Seminarium. Jakiej formacji potrzebuje przyszły kapłan? Jakiego kapłana potrzebuje Kościół i dzisiejsze polskie społeczeństwo? A może jeszcze głębiej: jakiego człowieka trzeba dzisiaj uformować, aby mógł rzeczywiście stać się kapłanem na wzór Chrystusa?

Pewne odpowiedzi podpowiada nam dzisiejsza liturgia, w której obchodzimy wspomnienie św. Hieronima, prezbitera i doktora Kościoła. Święty Hieronim, żyjący na przełomie IV i V wieku, był znakomitym teologiem i człowiekiem niezwykłej pasji do Pisma Świętego. Zawdzięczamy mu przede wszystkim przekład Biblii z języków oryginalnych – hebrajskiego i greckiego – na łacinę, znany jako Wulgata, a także liczne wspaniałe komentarze do Pisma Świętego, poprzez które starał się rozbudzać zainteresowanie Słowem Bożym. Przez swoje dzieło przyczynił się do ukształtowania kultury i myślenia chrześcijańskiej Europy na kolejne stulecia.

Święty Hieronim przekazuje nam przede wszystkim niezwykle mocną prawdę, że nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa. Dla niego Biblia nie była jedynie tekstem historycznym, lecz żywym Słowem Boga. Dlatego przekonuje nas, że regularna lektura i rozważanie Pisma Świętego są niezbędne do budowania osobistej relacji z Jezusem Chrystusem.

A zatem dzisiejszy Święty wskazuje nam pierwszą charakterystykę przyszłych kapłanów: umiłowanie Słowa Bożego. Kapłan musi nauczyć się słuchać Słowa Bożego, poznawać je i zgłębiać, a także przyjmować do serca. Ma być człowiekiem, który najpierw sam daje się ewangelizować Słowu, zanim zacznie ewangelizować innych. Musi pozwolić, aby Słowo Boże dotykało jego własnych słabości, pytań, lęków, ambicji, przyzwyczajeń. Musi wracać do niego wtedy, kiedy sam nie wie, co zrobić, kiedy doświadcza kryzysu, kiedy nie rozumie Boga, kiedy pojawia się zniechęcenie, czy wreszcie kiedy trzeba na nowo odpowiedzieć sobie na pytanie: „Po co właściwie idę tą drogą?”. Słowem, musi pozwolić, aby Słowo Boże najpierw przemawiało do niego samego, zanim zacznie głosić je innym.

W tym też duchu zachęca nas dzisiejsza Kolekta, abyśmy obficie karmili się Słowem Bożym i znajdowali w nim „źródło naszego chrześcijańskiego życia”.

4.         Uzupełnieniem tej perspektywy jest dzisiejsza Ewangelia. Jezus jest w drodze do Jerozolimy – miejsca, w którym poniesie śmierć, jak wcześniej wielu proroków. Po drodze zatrzymuje się w pewnym miasteczku samarytańskim. Ale mieszkańcy nie przyjmują Go, ponieważ zmierza do Jerozolimy. W ich przekonaniu właściwym miejscem oddawania czci Bogu była góra Garizim, a nie Jerozolima. Jakub i Jan, oburzeni odrzuceniem Jezusa, pytają Go czy mają sprawić, aby ogień z nieba pochłonął mieszkańców owego miasteczka. Jezus jednak ich gani za takie myślenie. Uczniowie, choć są blisko Jezusa, słuchają Go i widzą Jego cuda, muszą się wciąż uczyć Jego sposobu myślenia.

I może właśnie tutaj otrzymujemy jedną z najważniejszych prawd. Być blisko Jezusa nie oznacza jeszcze automatycznie myśleć jak Jezus. Można być bardzo blisko Kościoła, bardzo blisko spraw religijnych, bardzo blisko ołtarza, a jednocześnie zachować w sobie wiele sposobów myślenia, które nie są sposobami myślenia Chrystusa. Dlatego formacja jest drogą przemiany, dojrzewania, oczyszczania własnego myślenia i działania. Święty Łukasz, opisując drogę Jezusa do Jerozolimy, pokazuje nam, że droga fizyczna staje się jednocześnie obrazem drogi duchowej.

Na potwierdzenie tego, św. Łukasz wprowadza dialog miedzy Jezusem a trzema nieznanymi osobami, które chcą pójść za Jezusem. Jest to dialog szczątkowy i nie jest nam dane znać ostatecznej odpowiedzi, jaką Jezus daje każdej z tych osób. Ten niekompletny dialog stanowi przede wszystkim swego rodzaju zaproszenie skierowane do każdego, kto chce pójść za Jezusem, aby poważnie zastanowił się nad Jego słowami.

5.         Pierwszemu człowiekowi, jak się wydaje pełnemu entuzjazmu, Jezus odpowiada: „Lisy mają nory i ptaki niebieskie – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć”. Jakby chciał mu uświadomić, że droga pójścia za Nim jest poświęceniem, niekiedy nawet wielkim. Każdy, kto chce iść za Nim, musi być gotowy do rezygnacji z wielu rzeczy, z wygody, z po ludzku rozumianego sukcesu, z możliwości realizowania własnych wizji i planów. Musi być gotowy i dyspozycyjny na przyjęcie wszystkiego, co niesie ze sobą pójście za Jezusem.

To bardzo ważne wskazanie dla kandydatów do kapłaństwa również w naszych czasach. To zupełnie inna droga niż ta, którą zaszczepia w nas dzisiejszy świat, pełna postaw relatywizmu, indywidualizmu, przesadnego personalizmu, i pragnienia realizacji własnych ideałów. Każdy, kto nie podejmie ewangelicznego oczyszczenia swojego życia z takich postaw, by być całkowicie dla Chrystusa, nie będzie nigdy w stanie być dobrym Jego uczniem. Będzie bardziej najemnikiem, a takich Chrystus nie potrzebuje.

Mamy więc drugie wskazanie co do istoty bycia uczniem – kapłanem: oddanie się całkowite do dyspozycji Chrystusa.

6.         Kolejnemu z pytających, który chce najpierw pogrzebać swojego ojca, Jezus odpowiada: „Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże”. Są to słowa trudne. Nie chodzi tu jednak o lekceważenie rodziny ani o odrzucenie podstawowych ludzkich obowiązków. Jezus dotyka tutaj czegoś głębszego: problemu przywiązania, które może stać się przeszkodą w odpowiedzi na powołanie. Chodzi o zbytnie przywiązanie do rzeczy przyziemnych, do relacji ludzkich, do przyjaźni, do własnego bezpieczeństwa, do własnego sposobu życia. Tymczasem powołanie wymaga wolności, wolności do całkowitego oddania siebie Chrystusowi.

Także dzisiaj wśród kandydatów do kapłaństwa mogą pojawiać się osoby, które szczerze chcą iść za Jezusem, ale jednocześnie trudno jest im uwolnić się od przywiązania do dotychczasowego sposobu życia. Dlatego formacja musi im pomóc odkryć, co naprawdę ich wiąże i pomóc im uwalniać się od tego, aby być dyspozycyjnym dla Chrystusa i Jego misji.

To jest trzecia ważna wskazówka dla przyszłych kapłanów: być wolnym i całkowicie do dyspozycji misji Chrystusa.

7.         Wreszcie odpowiedź, jaką Jezus daje ostatniemu z pytających: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”.

To obraz bardzo prosty, ale niezwykle mocny. Jeżeli ktoś prowadzi pług i nieustannie ogląda się za siebie, nie może wyznaczyć prostej bruzdy. W ten sposób Jezus podkreśla po raz kolejny, że kto chce być uczniem Jezusa, nie może żyć przeszłością, nie może angażować się tylko częściowo. Kaplan nie może być na pół z Jezusem, a na pół ze światem. Jezus domaga się radykalizmu od swoich uczniów: radykalizmu osobistego, radykalizmu wierności, radykalizmu modlitwy, radykalizmu prawdy, radykalizmu służby, radykalizmu miłości, bo tylko wówczas jego misja stanie się owocna.

I to jest czwarte ważne wskazanie, jakie daje dzisiejsza liturgia wszystkim, którzy wybrali drogę pójścia za Chrystusem: jeżeli wybierasz Chrystusa, wybierz Go naprawdę.

Myślę, że ta zwięzła, a zarazem niezwykle wymagająca lekcja Jezusa mocno zapadła w świadomość Jego uczniów. Wyjaśniała im, czym naprawdę jest ich powołanie i pójście za Jezusem. Otrzymali ją zresztą w momencie, kiedy sami mieli wyruszyć na misję, na którą posyłał ich Jezus. Oni również mieli wątpliwości i pytania, które wyrażali, jak choćby wówczas kiedy zapytali Jezusa co otrzymają w zamian za to, że zostawili wszystko i poszli za Nim. W odpowiedzi usłyszeli, że otrzymają stokroć więcej i na dodatek posiądą życie wieczne.

Pójście za Chrystusem nigdy nie oznacza, że ta droga będzie łatwa, spokojna, bez trudności, bez pytań, bez wątpliwości. Chrystus tego nie obiecuje. Nie obiecuje kapłanowi życia bez kryzysów. Nie obiecuje, że zawsze będzie rozumiany. Nie obiecuje, że jego praca zawsze przyniesie natychmiastowe owoce. Nie obiecuje, że nigdy nie przyjdzie zmęczenie, samotność czy pytanie: „Czy to wszystko ma sens?”. Wręcz przeciwnie, mówi jasno i wyraźnie, że droga powołania kapłańskiego jest związana z krzyżem tak, jak Jego życie zostało naznaczone krzyżem. Obiecuje jednak, że nigdy nas nie zostawi samych z krzyżem. Obiecuje, że nigdy nas nie opuści w naszej drodze. On poniesie z nami każdy nasz krzyż, ale musimy Mu zaufać.

8.         Drodzy Alumni!

Rozpoczynacie kolejny rok formacji w miejscu, które ma za sobą niemal sto lat historii. Pamiętajcie o tych, którzy byli tutaj przed wami. Ale przede wszystkim pamiętajcie, że wasze powołanie jest historią, która każdy z was pisze osobiście razem z Chrystusem. Dlatego nie musicie być kopią kapłanów z przeszłości, ale musicie być wierni temu samemu Chrystusowi w nowych okolicznościach. Przyjmijcie więc sobie do serca słowa dzisiejszego patrona, św. Hieronima, że dla nas, ludzi powołanych do kapłaństwa, nie ma innej drogi jak droga nieustannego zagłębiania się w Słowo Boże, jego medytacji i rozważania, aby na nim budować osobistą relację z Jezusem Chrystusem.

Dlatego uczcie się Chrystusa i poznawajcie Jego Słowa. Uczcie się Go słuchać, a przede wszystkim pozwólcie, aby Chrystus formował w was Swoje serce. Bo ostatecznym celem waszej formacji będzie dojrzeć, aby z całego serca powiedzieć: „Panie, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz” i powiedzieć to na zawsze!

Niech więc rozpoczynający się rok akademicki będzie czasem dojrzewania do odpowiedzialności i odkrywania na nowo, że powołanie nie jest naszym projektem na życie, ale odpowiedzią na Boże zaproszenie.

Wszystkim życzę błogosławionego, owocnego i pełnego inspiracji roku akademickiego. Amen.

« ‹ 1 › »