Przewodniczący KEP: Rodzina potrzebuje Kościoła, ale również Kościół potrzebuje rodzin

Rodzina potrzebuje Kościoła, ale również Kościół potrzebuje rodzin – ich wiary, świadectwa, doświadczenia miłości, wierności, przebaczenia i odpowiedzialności – mówi przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda SAC w rozmowie z rzecznikiem KEP ks. Leszkiem Gęsiakiem SJ w związku z 10. rocznicą ogłoszenia posynodalnej adhortacji apostolskiej Amoris laetitia. Z tej okazji rozpoczyna się dzisiaj w Watykanie spotkanie przewodniczących konferencji episkopatów z papieżem Leonem XIV, które potrwa do 14 października.

Publikujemy pełny tekst rozmowy:

Ks. Leszek Gęsiak SJ: Ekscelencjo, został Ksiądz Arcybiskup zaproszony do Rzymu na spotkanie przewodniczących konferencji episkopatów z papieżem Leonem XIV, w związku z 10. rocznicą ogłoszenia posynodalnej adhortacji apostolskiej Amoris laetitia. Zapowiadając to spotkanie, Papież mówił o potrzebie „wzajemnego słuchania” i „synodalnego rozeznania kroków, jakie należy uczynić, aby głosić dzisiaj Ewangelię rodzinom”. Czy stanowisko, które Ksiądz Arcybiskup zawiezie do Rzymu, zostało wypracowane w taki właśnie sposób?

Abp Tadeusz Wojda SAC: Tak, bardzo mi na tym zależało. Ojciec Święty, zwołując przewodniczących konferencji episkopatów, nie zaprosił nas jedynie do podsumowania dziesięciu lat od publikacji adhortacji Amoris laetitia. Postawił znacznie ważniejsze pytanie: jakie kroki należy dzisiaj podjąć, aby głosić Ewangelię rodzinom. Co istotne, Leon XIV chce, aby odpowiedź na to pytanie rodziła się we wzajemnym słuchaniu i synodalnym rozeznawaniu, z uwzględnieniem tego, co rzeczywiście dzieje się w Kościołach lokalnych.

Nie chciałem zatem jechać do Rzymu wyłącznie z moją osobistą refleksją. Poprosiłem Radę Konferencji Episkopatu Polski ds. Rodziny o przygotowanie projektu stanowiska, które z jednej strony pokaże, jak Amoris laetitia została przyjęta w Polsce, a z drugiej – wskaże najważniejsze wyzwania i kierunki dalszej pracy duszpasterskiej. Równocześnie poprosiłem księży biskupów, aby pochylili się nad tym tematem w swoich diecezjach.

Projekt został następnie przedstawiony podczas Zebrania Plenarnego Konferencji Episkopatu Polski w Łomży. Księża biskupi pracowali nad nim w grupach, zgłaszając uwagi i propozycje, które zostały uwzględnione w ostatecznej redakcji.

W ten sposób próbowaliśmy odpowiedzieć także na metodę zaproponowaną przez Papieża: najpierw słuchać i wspólnie rozeznawać, a dopiero potem formułować wnioski. Dokument, który zamierzam przedstawić w Rzymie, jest więc owocem wspólnej pracy i doświadczenia Kościoła w Polsce. I chyba właśnie o taki głos chodzi w tym spotkaniu – nie tylko o ocenę tego, co wydarzyło się przez ostatnich dziesięć lat, ale przede wszystkim o odpowiedź na pytanie, co powinniśmy zrobić dalej.

Ks. Leszek Gęsiak SJ: Czy po dziesięciu latach możemy zatem powiedzieć, że Amoris laetitia zmieniła duszpasterstwo rodzin w Polsce?

Abp Tadeusz Wojda SAC: Na pewno rozpoczęła ważny proces, ale nie możemy powiedzieć, że został on zakończony. W Polsce istniało już wiele inicjatyw, o których mówi papież. Tym niemniej, inspiracja papieża sprawiła, że te już istniejące zostały wzmocnione oraz że pojawiło się wiele innych dobrych rzeczy: rozwinęły się programy przygotowania narzeczonych, powstały inicjatywy dla małżonków, rozwija się poradnictwo rodzinne, a ruchy i wspólnoty rodzinne prowadzą bardzo potrzebną pracę.

Wciąż pozostają jednak do wykonania ważne zadania. Dotyczą one towarzyszenia zwłaszcza w pierwszych latach po ślubie, większej obecności rodzin w życiu parafii, ich współodpowiedzialności za duszpasterstwo oraz towarzyszenia osobom przeżywającym kryzysy i znajdującym się w sytuacjach nieuregulowanych.

Sądzę, że dziesięciolecie adhortacji powinno być nie tylko okazją do podsumowania, ale przede wszystkim do postawienia pytania wskazanego przez Leona XIV: jakie kolejne kroki powinniśmy podjąć, aby dzisiaj skuteczniej głosić Ewangelię rodzinom?

Ks. Leszek Gęsiak SJ: Pierwsza dyskusja wokół Amoris laetitia została zdominowana przez kwestię osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach. Czy nie przesłoniło to szerszego przesłania dokumentu?

Abp Tadeusz Wojda SAC: W pewnej mierze tak. Dyskusja dotycząca ósmego rozdziału była potrzebna, ale Amoris laetitia jest znacznie szerszą propozycją. Franciszek mówi o miłości małżeńskiej, przygotowaniu do małżeństwa, pierwszych latach wspólnego życia, wychowaniu dzieci, kryzysach, duchowości rodziny, roli parafii i odpowiedzialności samych małżonków za misję Kościoła.

Co więcej, punktem wyjścia adhortacji nie jest problem, który trzeba rozwiązać, ale dar, który trzeba odkryć. Małżeństwo sakramentalne jest miejscem działania Boga. Codzienna miłość małżonków – ze wszystkim, co w niej piękne i wymagające – staje się drogą ich uświęcenia.

Dlatego odnowa duszpasterstwa rodzin nie może rozpocząć się jedynie od tworzenia nowych programów. Najpierw trzeba na nowo odkryć, czym jest małżeństwo w Kościele, jakie niesie ze sobą wartości, jak mówić o nim do młodych ludzi.

Ks. Leszek Gęsiak SJ: W dokumencie mocno wybrzmiewa przekonanie, że rodziny nie mogą być jedynie odbiorcami duszpasterstwa. Co to właściwie oznacza w praktyce?

Abp Tadeusz Wojda SAC: To jedna z najważniejszych intuicji, które powinniśmy dzisiaj rozwijać. Przez wiele lat przyzwyczailiśmy się mówić o duszpasterstwie „dla rodzin”. Tymczasem trzeba coraz bardziej myśleć o duszpasterstwie tworzonym „z rodzinami” i „przez rodziny”. Chodzi o to, aby rodzina nie była traktowana jedynie jako odbiorca, ale jako podmiot czynny w wypracowywaniu i realizacji form duszpasterstwa, m.in. przez towarzyszenie innym rodzinom, dawanie świadectwa, profesjonalne wsparcie w trudnościach.

Sakramentalni małżonkowie mają własne powołanie i misję. Posiadają też doświadczenie, którego nie zastąpi najlepszy wykład: wiedzą, czym jest codzienna wierność, przechodzenie przez konflikty, przebaczenie, rodzicielstwo, kryzys czy ponowne odnajdywanie bliskości po wielu latach.

Dlatego potrzebujemy małżeństw odpowiednio przygotowanych do towarzyszenia innym – narzeczonym, młodym małżonkom, a po właściwej formacji również parom przeżywającym trudności. Chodzi zatem o coś więcej niż pomoc księdzu w prowadzeniu kolejnych inicjatyw. Małżonkowie powinni uczestniczyć także w rozeznawaniu potrzeb rodzin i współtworzeniu duszpasterstwa.

Nie chodzi o zastępowanie księży świeckimi. Chodzi o współpracę różnych powołań i darów we wspólnej misji Kościoła.

Ks. Leszek Gęsiak SJ: Jednym z konkretnych obszarów wskazanych przez biskupów jest przygotowanie do małżeństwa. W dokumencie dość wyraźnie pojawia się problem zbyt krótkich form przygotowania.

Abp Tadeusz Wojda SAC: Tak, i trzeba powiedzieć jasno: czas ma tutaj znaczenie. Nie da się dobrze przygotować człowieka do jednej z najważniejszych decyzji jego życia podczas kilku godzin czy jednego krótkiego spotkania. Jeżeli przygotowanie zostaje nadmiernie skrócone, istnieje niebezpieczeństwo, że sprowadzimy je do spełnienia formalnego wymogu przed ślubem.

Nie chodzi jednak tylko o liczbę godzin. Równie ważne jest to, czym ten czas wypełnimy i w jaki sposób będziemy towarzyszyć narzeczonym. Potrzebują oni wiedzy, ale również przestrzeni na rozmowę o własnej relacji, wierze, seksualności, rodzicielstwie, odpowiedzialności, sposobach przeżywania różnic i rozwiązywania konfliktów. Potrzebują świadectwa małżeństw, modlitwy i osobistego spotkania. Przygotowanie do małżeństwa ma być przestrzenią dojrzewania do autentycznej miłości, do odpowiedzialności za drugą osobę, dlatego wymaga czasu, towarzyszenia i współpracy z innymi.

Stąd też w przygotowanym stanowisku wskazujemy na potrzebę wypracowania ogólnopolskich standardów przygotowania do sakramentu małżeństwa. Powinny one chronić przed jego banalizacją poprzez stosowanie form skrajnie skróconych, a jednocześnie stopniowo prowadzić nas w stronę modelu katechumenalnego, proponowanego przez Kościół.

Katechumenat nie oznacza po prostu „dłuższego kursu”. Oznacza drogę dojrzewania do sakramentu, a każda droga potrzebuje czasu. Dlatego potrzebujemy jednego i drugiego: odpowiednio długiego przygotowania oraz odpowiedniej jakości tego czasu. Jeśli poważnie traktujemy małżeństwo, musimy również poważnie traktować drogę prowadzącą do jego zawarcia.

Ks. Leszek Gęsiak SJ: Paradoksalnie dużo energii poświęcamy przygotowaniu do ślubu, a jednym z najsłabiej zagospodarowanych etapów pozostają pierwsze lata małżeństwa.

Abp Tadeusz Wojda SAC: To rzeczywiście jeden z obszarów wymagających największej uwagi. Pierwsze lata są czasem bardzo intensywnym. Małżonkowie uczą się wspólnej codzienności, przeżywania bliskości, dialogu, podejmowania decyzji, dzielenia obowiązków i odpowiedzialności, przeżywania różnic, konfliktów i kryzysów, a także rozładowywania napięć i przebaczenia. Pojawiają się kwestie zawodowe i finansowe, relacje z rodzinami pochodzenia, często rodzą się dzieci. Wtedy wyobrażenie o małżeństwie skonfrontowane zostaje z rzeczywistością.

Tymczasem po ślubie nasz intensywny kontakt z parą często się kończy. Jeżeli młodzi małżonkowie sami nie trafią do wspólnoty czy ruchu, przez kolejne lata mogą nie spotkać propozycji skierowanej właśnie do nich.

Dlatego potrzebujemy trwałych form towarzyszenia młodym małżeństwom. Nie musi to oznaczać jednego programu dla całej Polski. Ważne jest przekonanie, że troska Kościoła o małżeństwo nie kończy się wraz z udzieleniem sakramentu. W pewnym sensie właśnie wtedy zaczyna się jej nowy etap.

Ks. Leszek Gęsiak SJ: Dużo mówimy o programach i różnych formach duszpasterstwa. Czy nie zaniedbaliśmy czegoś bardziej podstawowego – duchowości małżeńskiej?

Abp Tadeusz Wojda SAC: To bardzo ważne pytanie. Duchowość małżeńska nie polega na przeniesieniu duchowości kapłańskiej czy zakonnej do domu. Małżonkowie spotykają Boga właśnie w swoim powołaniu: w tworzonej więzi, czułości, seksualności, przebaczeniu, rodzicielstwie, wspólnej odpowiedzialności, ale również w cierpieniu czy starzeniu się.

Trzeba pomóc im zobaczyć, że ich wzajemna miłość jest miejscem spotkania z Bogiem. Przebaczyć współmałżonkowi, pozostać przy nim w trudnym czasie, cierpliwie słuchać, troszczyć się o niego w chorobie, po latach na nowo go wybierać – to nie jest tylko „zwyczajne życie”, do którego trzeba później dodać duchowość. Właśnie tam realizuje się ich powołanie.

Z tym wiąże się również wizja parafii jako „rodziny rodzin”. Rodzina potrzebuje wspólnoty, relacji i ludzi, z którymi może przeżywać wiarę i do których może zwrócić się w trudnym momencie.

Ks. Leszek Gęsiak SJ: Pozostaje jeszcze najbardziej dyskutowane zagadnienie Amoris laetitia: osoby znajdujące się w nieuregulowanych sytuacjach małżeńskich. Czy mocne podkreślanie towarzyszenia nie grozi rozmyciem prawdy o nierozerwalności małżeństwa?

Abp Tadeusz Wojda SAC: Takie niebezpieczeństwo pojawiłoby się, gdyby towarzyszenie przeciwstawić prawdzie. Kościół nie może zrezygnować z prawdy o sakramentalnym i nierozerwalnym małżeństwie, ale jednocześnie nie może zrezygnować z człowieka, którego historia życia bardzo się skomplikowała.

Trzeba więc uniknąć dwóch uproszczeń. Pierwszym byłoby przekonanie, że wystarczy przypomnieć człowiekowi normę i na tym kończy się odpowiedzialność duszpasterza. Drugim – że skoro sytuacja jest skomplikowana, to norma przestaje mieć znaczenie.

Pomiędzy nimi znajduje się przestrzeń duszpasterskiego rozeznawania. Czasami będzie ono prowadziło do zbadania ważności wcześniejszego małżeństwa, w innych przypadkach będzie wymagało dłuższej drogi duchowej i uczciwego spojrzenia na własną historię, odpowiedzialność, zobowiązania wobec innych osób i aktualny sposób życia.

To nie może być proces powierzchowny ani prowadzący z góry do założonego rezultatu. Potrzebujemy dobrze przygotowanych duszpasterzy, a także dalszego doprecyzowania zasad takiego towarzyszenia w Kościele w Polsce.

Ks. Leszek Gęsiak SJ: Gdyby Ksiądz Arcybiskup miał wskazać najważniejsze kierunki dalszej odnowy duszpasterstwa rodzin, na co zwróciłby szczególną uwagę?

Abp Tadeusz Wojda SAC: Na pewno na dobre przygotowanie do małżeństwa, ale równie mocno na to, co dzieje się później – szczególnie w pierwszych latach wspólnego życia. Potrzebujemy również formowania małżeństw, które będą gotowe służyć swoim doświadczeniem innym rodzinom, oraz kapłanów przygotowanych do współpracy z nimi i do duszpasterskiego towarzyszenia w bardziej złożonych sytuacjach.

Chciałbym jednak, aby za tymi konkretnymi zadaniami nie zniknęła rzecz najważniejsza. Chrześcijańskie spojrzenie na rodzinę nie może rozpoczynać się od katalogu problemów i zagrożeń. Rozpoczyna się od wiary, że Bóg jest obecny i działa w historii dwojga ludzi, którzy przyjęli sakrament małżeństwa.

Kościół powinien pomagać małżonkom odkrywać tę obecność Boga, a następnie pokazywać im, że ich doświadczenie jest potrzebne innym. Rodzina potrzebuje Kościoła, ale również Kościół potrzebuje rodzin – ich wiary, świadectwa, doświadczenia miłości, wierności, przebaczenia i odpowiedzialności.

Jeżeli po dziesięciu latach adhortacji Amoris laetitia naprawdę odkryjemy tę wzajemność, przestaniemy patrzeć na duszpasterstwo rodzin jak na jeden z sektorów działalności Kościoła. Zobaczymy w małżeństwie i rodzinie jedno z podstawowych miejsc, w których Kościół żyje, przekazuje wiarę i realizuje swoją misję.

Ks. Leszek Gęsiak SJ: Bardzo dziękuję Księdzu Arcybiskupowi za rozmowę i życzę, by spotkanie przewodniczących episkopatów w Rzymie było także inspirujące dla tego, co będziemy robić w Kościele w Polsce w kontekście małżeństwa i rodziny.

BP KEP

 

« ‹ 1 › »