Uczynki i łaska. 125 lat Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii (Londyn, Devonia -27.09.2019)

0
285

Dzisiejsza Msza św. jest serdecznym dziękczynieniem za 125 lat istnienia Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii. Dziękujemy za jej początki, odkąd w 1894 roku – po wcześniejszych nieformalnych próbach  – została ustanowiona duszpasterska opieka nad Polakami żyjącymi w Anglii i Walii. Kardynał Herbert Vaughne, ówczesny arcybiskup Westminster, zatroskany o potrzeby religijne Polaków zaprosił Matkę Franciszkę Siedliską, fundatorkę Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek i ich ojca duchownego, ks. Lecherta, aby założyli stałą misję polską i zaopiekowali się Polakami. Z Matką Siedliską przyjechały wtedy dwie siostry i założyły pierwszą polską szkółkę. Odtąd nabożeństwa polskie odbywały się regularnie w kaplicy przy Globe Road, później przy Cambridge Heath Road, we wschodniej dzielnicy Londynu.

Kolejnym wielkim krokiem był dekret Arcybiskupa Griffin’a z 15 września 1948 r. mianującego ks. Władysława Staniszewskiego, kapłana naszej poznańskiej diecezji, Wikariuszem Delegatem dla cywilnych Polaków w Anglii i Walii z władzą ordynariusza. Gdy wydawało się, że polska emigracja niepodległościowa zanika, jej miejsce uzupełniła emigracja solidarnościowa, zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce w grudniu 1981 roku, gdy Polakom przebywającym w Wielkiej Brytanii czasowo rząd brytyjski nadał prawo stałego osiedlenia się.

Grupa ta wprowadziła nowego ducha w kurczące się powoli wspólnoty. Z kolei przystąpienie Polski do Unii Europejskiej zapoczątkowało nowy rozdział w historii polskiego duszpasterstwa na wyspach Brytyjskich. Zapełniły się polskie kościoły, odżywają parafie, powstają nowe polskie ośrodki duszpasterskie. Dzisiaj więc dziękujemy Bogu za pracę duszpasterską kolejnych rektorów i księży diecezjalnych i zakonnych, za pracę zakonnic.

To dzięki ich pracy w 221 miejscach głoszone jest słowo Boże, odprawiana jest Msza święta i udzielane są sakramenty.

W imieniu Konferencji Episkopatu Polski pragną wyrazić naszą wdzięczność za trwające przez 125 lat wysiłki Polaków na rzecz ustanowienia własnych ośrodków duszpasterskich. Dzięki czemu odkupowano od Anglików kościoły; nierzadko budowano je od początku. Polacy wspierali finansowo powstające parafie, w miarę swoich możliwości i talentów pracowali społecznie przy budowie, remontach i prowadzeniu parafii. Dzięki ich oraz ich duszpasterzy wysiłkom Polska Misja Katolicka jest właścicielem 30 kościołów, 12 kaplic, 39 plebanii i 55 ośrodków parafialnych a Polski Fundusz Dobroczynności – będąc formalnym właścicielem tego majątku – zapewnia, że będzie on zawsze służył Polakom.

Trzeba najpierw dziękować za ich duszpasterską pracę wikariuszom delegatom:

  • księdzu infułatowi Władysławowi Staniszewskiemu (1938 – 1974),
  • księdzu prałatowi Karolowi Zielińskiemu (1974 – 1991),
  • księdzu infułatowi Stanisławowi Świerczyńskiemu (1991 – 2002),
  • księdzu prałatowi Tadeuszowi Kukli (2002 – 2010),
  • księdzu prałatowi Stefanowi Wylężkowi (2010 – ).

Naszej wdzięczności domaga się praca wszystkich księży diecezjalnych i zakonnych, zakonnic i świeckich, którzy swoje życie ofiarowali dla Polskiej Misji Katolickiej.

  1. FARYZEUSZ, CZYLI USPRAWIEDLIWIENIE „Z  UCZYNKÓW”

W to dziękczynienie nieprzypadkowo wpisuje się dzisiaj w sposób znaczący ostrzeżenie Zbawiciela, skierowane do tych, którzy „ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść”. Jezus ilustruje swoją naukę przykładem modlitwy dwóch różnych ludzi. Modlitwa jednego z nich jest dziękczynieniem człowieka sprawiedliwego. Modlitwa drugiego – błaganiem grzesznika. Modlitwę faryzeusza cechuje nadzieja na usprawiedliwienie z dobrych uczynków. Modlitwę celnika charakteryzuje nadzieja na usprawiedliwienie z wiary, dzięki Bożemu miłosierdziu.  Modlitwa faryzeusza nie jest wyimaginowana czy karykaturalna, ale autentyczna, do dzisiaj praktykowana przez pobożnych Żydów. Jest ona echem autentycznej żydowskiej modlitwy zapisanej w Talmudzie: „Boże, dzięki Ci, że umieściłeś mnie pośród tych, co mieszkają w domu Mądrości, a nie we wszystkich innych pomieszczeniach.

Ja wstaję wcześnie rano, aby studiować Torę, oni – by zajmować się sprawami bez znaczenia”. Na samym początku tej modlitwy stoi piękne słowo eucharistô soi – dziękuję Ci! Jest to wyznanie, że sam Bóg jest sprawcą dobra, jakie stało się udziałem faryzeusza. To Bóg sprawił, że nie jest on grzesznikiem i że żyje zgodnie z Prawem.  Inni, o których mówi faryzeusz, to najpierw zdziercy (gr. hárpages) – ludzie drapieżni, którzy jak wilki chciwie rzucają się na wszystko, co tylko mogą ukraść lub przemocą wydrzeć drugiemu człowiekowi.

Dalej są to oszuści (ádikoi), łamiący przykazania Boże. Wreszcie cudzołożnicy (moichoí), łamiący najświętsze przymierze między dwojgiem ludzi. Faryzeusz z przypowieści jest autentycznym sprawiedliwym Starego Testamentu, który służy Bogu całym swym życiem, zgodnie z przepisami Prawa, z podziwu godną gorliwością. Na modlitwie wylicza on swoje dobre uczynki, ale nie widzi swoich grzechów, budując dość jednostronny obraz siebie samego. Wylicza grzechy, których nie popełnił, ale uchyla się przed nazwaniem po imieniu zła, którego się dopuścił (pogarda i osądzanie drugiego etc.). Im trudniej mu dostrzec ciemną stronę własnej osoby, tym łatwiej spowiada się z grzechów cudzych. Nie dostrzega swojej pychy, która każe mu pogardzać innymi. „Nie jestem jak inni ludzie.” On zdaje się mówić: jestem jedynym sprawiedliwym, podczas gdy wszyscy inni są grzesznikami.

W jego słowach nie pojawia się żadna prośba. Przychodzi na modlitwę, ale zamiast prosić Boga, chwali samego siebie a na dodatek obraża celnika, który się rzeczywiście modlił (por. św. Augustyn, Sermo 115).

Faryzeusz modlił się „do siebie samego.” Zwracając się do Boga, adorował samego siebie i własną doskonałość. Rzeczywiście, pycha niszczy miłość do drugiego człowieka. Każda forma pychy koncentruje bowiem człowieka na sobie samym, na własnej wielkości, której pragnie lub którą – jak mu się zdaje – posiada.

Chwalenie samego siebie nie musi być kłamstwem a mimo to jest grzechem, ponieważ nie wyraża miłości. Nie wypływa z chęci dawania, ubogacania i uszczęśliwiania innych. Jakąś formą próżności może być też zbytnie podkreślanie w wypowiedziach swojego „ja” (gdy ktoś np. często używa sformułowań: „moim zdaniem”, „ja uważam”). Subtelny sposób przechwalania się polega też np. na używaniu obcych słów w celu zaznaczenia własnej inteligencji i wykształcenia, w celu dania bliźniemu do zrozumienia, że nam nie dorównuje.

Do kościołów Misji Katolickiej Anglii i Walii przychodzą wierni, aby się modlić. Wchodzą ludzie dwojakiego rodzaju. Jedni – podobni do faryzeuszy, drudzy – podobni do celników. Jakże często wchodzimy do świątyni z podobnym nastawieniem. „W niedzielę chodzę do kościoła, codziennie mówię pacierz, spowiadam się raz w roku. Nikogo nie okradłem, nikogo nie zamordowałem, z nikim się nie kłócę”. Wchodzimy do świątyni zapatrzeni w siebie, a nie w Boga i dlatego jacy weszliśmy do kościoła, tacy też z niego wychodzimy.

  1. CELNIK, CZYLI USPRAWIEDLIWIENIE „Z ŁASKI”

„A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”  Jego modlitwa tchnie autentyzmem. Celnik czuje ciężar przygniatających go grzechów. Być może mógłby znaleźć jakieś usprawiedliwienia dla popełnionych przez siebie grzechów, które zmniejszałyby jego odpowiedzialność. On jednak nie wspomina o nich, lecz wyraża własną niegodność wobec nieskończonej świętości Boga: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” (Łk 18,13).

Nie porównuje się z innymi. Nie uważa się za jednego z wielu grzeszników, ale – podobnie jak św. Paweł – zdaje się mówić: „Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy”  (1Tm 1,15). Nic nie przynosi. Niczym się nie chwali. On tylko wyznaje swoją winę i prosi o miłosierdzie. Wie, że w świątyni Bóg daje człowiekowi znacznie więcej niż człowiek może dać Bogu. Celnik stanowi przykład sumienia ‘skruszonego’, które jest w pełni świadome swojej natury i własnych niedostatków – jakiekolwiek mogłyby być ich subiektywne usprawiedliwienia – widzi potwierdzenie tego, że potrzebuje odkupienia. „Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten”. W ten sposób Pan Jezus otwarł inną drogę do przyjaźni z Bogiem; drogę dostępną dla celników i nierządnic, którzy nie mogą się pochwalić żadnym dobrym czynem. Jest to droga przebaczenia grzechów za darmo, z łaski temu, kto je wyznaje. Św. Paweł wypowie to samo w nieco inny sposób: „Gdy zaś ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga, do ludzi, nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas […] abyśmy, usprawiedliwieni Jego łaską stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego” (por. Tt 3,4-7).

Jezus nie chce przez to powiedzieć, że Pan Bóg bardziej kocha łotrów aniżeli ludzi uczciwych. Nie można „zgodzić się z rozumowaniem kogoś – powie Veritatis splendor – kto z własnej słabości czyni kryterium prawdy o dobru, tak że może czuć się usprawiedliwiony przez samego siebie bez uciekania się do Boga i Jego miłosierdzia. Tego rodzaju postawa prowadzi do rozkładu moralności całego społeczeństwa, ponieważ podaje w wątpliwość obiektywność prawa moralnego w ogóle i neguje absolutny charakter moralnych zakazów, dotyczących określonych czynów ludzkich, a ostatecznie wprowadza zamęt w dziedzinę wszelkich sądów o wartościach” (Veritatis splendor, 104).

Zdarza się jednak – uczył Orygenes – że grzesznik, który zdał sobie sprawę ze swojej winy, upokarzając się za swoje grzechy robi postępy na drodze nawrócenia, wyżej stoi w oczach Bożych niż ten, kto będąc mniejszym grzesznikiem nadyma się pychą, ze względu na jakieś posiadane przez siebie wartości.

Bóg woli pokorę pokutującego grzesznika niż pychę sprawiedliwego zarozumialca. „Każdy bowiem,  kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.”  Ewangelista Mateusz ujmie to jeszcze dosadniej: „Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego” (Mt 21,31).

ZAKOŃCZENIE

Na koniec przytoczmy słowa modlitwy św. Augustyna: „O Panie, […] naucz mnie otwierać Ci drogę przez wyznanie grzechów, abyś mógł przyjść do mnie… Wtedy przyjdziesz do mnie i nawiedzisz mnie. Będziesz wiedział istotnie, gdzie postawić stopy, aby przyjść do mnie. Przedtem zaś, dopóki nie wyznałem mojego grzechu, zagradzałem Ci drogę, a Ty, Boże mój, nie miałeś którędy przyjść do mnie. Ja więc będę wyznawał grzechy mojego życia i otwierał Ci drogę, a Ty, o Chryste, przyjdziesz do mnie i na drodze stawiając swe kroki, będziesz mnie kształtował według Twoich śladów” (św. Augustyn).

BRAK KOMENTARZY