Homilia: Odpust św. Faustyny w Kraśniku

03-10-2016
727

XXVII. N. Zw. C., par. Bożego Miłosierdzia, Kraśnik, św. Faustyna – 02.10.2016 r.

Czcigodni Bracia w kapłańskim posługiwaniu, Drogie Siostry Zakonne, Siostry i Bracia w Chrystusie!

Gromadzimy się dziś przy ołtarzu, by uczcić św. s. Faustynę, by za jej wstawiennictwem na nowo zawierzyć Bogu nas wszystkich, nasze rodziny, całą wspólnotę parafialną, jej radości, niepokoje, nadzieje i jej rozwój. Cieszymy się, że Bóg bogaty w Miłosierdzie, wciąż na nowo daje nam widzialne znaki swojej niezmiennej woli zbawienia każdego człowieka. Wciąż posyła świętych, jako heroldów swoich boskich przymiotów. Takim heroldem Bożego Miłosierdzia w naszych czasach jest św. Siostra Faustyna Kowalska. Czuję dobrze, że nie kończy się posłannictwo moje ze śmiercią, ale się zacznie – napisała s. Faustyna w swoim Dzienniczku – O dusze wątpiące, uchylę wam zasłony nieba, aby was przekonać o dobroci Boga, abyście już więcej nie raniły niedowierzaniem najsłodszego serca Jezusa. Bóg jest Miłością i Miłosierdziem (Dz., 281).

Gdy żyła w klasztorze siostry nie potrafiły zrozumieć co się dzieje w jej duszy, dopiero lektura Dzienniczka rzuciła światło na mistyczne przeżycia tej pogodnej i pobożnej siostry zakonnej, która nawet na chwilę nie przestawała myśleć o Bogu i nieustannie składała ofiarę ze swego życia za zbawienie dusz.

Kochani!

Słyszymy dzisiaj w pierwszym czytaniu wołanie proroka – Jak długo, Panie?; Dlaczego? Te pytania bardzo mocno brzmią w ustach proroka Habakuka. Podobne pytania wciąż stawia każdy człowiek i nie ma dnia, by nie nurtowały ludzkiego serca. Skąd na świecie zło? Skąd przemoc? Dlaczego prośba prawego człowieka wydaje się być niewysłuchana? Tak jak prorok kierujemy te słowa do Boga i czekamy na odpowiedź, która wydaje się nie nadchodzić.

Ale oto Pan wychodzi ze swego milczenia i zachęca proroka, by opisał przedstawioną wizję tak, aby wszyscy mogli ją poznać. Trzeba więc przede wszystkim cierpliwie oczekiwać, by słowo Boże osiągnęło swoje wypełnienie. A wypełni się ono na pewno. Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego (Ha, 2, 4a). Natomiast sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności (Ha, 2, 4b). To życie w wierności nie jest łatwym zadaniem, o czym przekonał się św. Tymoteusz, którego św. Paweł zachęca i umacnia do niestrudzonej walki na rzecz Ewangelii. Jego zadaniem jest zachować i wiernie przekazać otrzymaną naukę – dobry depozyt – dzięki pomocy Ducha Świętego. Wszystko to może się spełnić, jeśli Tymoteusz rozpali na nowo, czyli ożywi i uczyni skutecznym, dar, jaki został mu udzielony przez włożenie rąk św. Pawła.

Drodzy Siostry i Bracia, jakże trudno być dziś wiarygodnym świadkiem wiary, gdy nie ma w nas gotowości całkowitego poświęcenia samych siebie. Sprawiedliwy, jeśli żyje wiarą, musi być również gotowym dla tej wiary cierpieć. To dlatego apostołowie proszą Chrystusa dodaj nam wiary. Zechciejmy i my dzisiaj wołać razem z nimi o przymnożenie wiary, bo czas, w którym żyjemy nie jest łatwy i domaga się od nas wielkiej mocy i samozaparcia, byśmy nie zatracili depozytu, który powierzył nam Chrystus w Kościele; byśmy tą wiarą na co dzień żyli i potrafili przekazać następnym pokoleniom.

Czas, w którym przyszło nam żyć niesie ze sobą wiele niepewności, zagrożeń, lęków, buntów, waśni. To czas zagrożenia rodziny, niepostrzeganej już dzisiaj jako trwałej wspólnoty życia mężczyzny i niewiasty, którą Chrystus wyniósł do godności sakramentu, ale często jako wolny, niezobowiązujący związek dwu osób, czasami niezależnie od płci. Czas walki o prawo do życia nienarodzonych dzieci oraz walki o godne umieranie dla ludzi chorych i słabych. Czas prześladowania Kościoła i odchodzenia od podstawowych wartości chrześcijańskich. I w tym miejscu można by wymienić jeszcze wiele płaszczyzn rodzących dzisiaj niepokój w sercu człowieka.

Nie jesteśmy jednak tutaj po to, by siać niepewność i budzić lęk. Przybyliśmy raczej po to, by zaczerpnąć sił, by odnowić naszą przyjaźń z Bogiem, by powierzyć Mu wszystkie nasze troski, by wreszcie wrócić umocnieni i odważnie stawiać czoło rzeczywistości, która nas czeka, niezależnie od kształtu, jaki przybierze. Św. Paweł przypomniał nam w liście do Tymoteusza, że nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości oraz trzeźwego myślenia. Wierzymy, że Bóg bogaty w Miłosierdzie zatroszczy się o nas i przeprowadzi nas przez te trudne chwile i czasy, gdzie tyle zagrożeń tak dla poszczególnych osób jak i dla całych społeczeństw.

Aby się to dokonało, trzeba nam spojrzeć na życie w perspektywie wiary. Uważamy się za ludzi wierzących, a jak mało w nas tego spojrzenia wiary. Jak łatwo i często nasze życie widzimy tylko w perspektywie tego co ziemskie, tego co tu i teraz, czego można dotknąć, użyć. Wierzymy, że życie to sukces osiągnięty dziś, to pieniądz, to przyjemność. Złudne to wartości i szybciej przemijają niż rosa o poranku. Dlatego trzeba nam dziś wołać do Chrystusa razem z apostołami: Dodaj nam wiary! Oni, będąc tak blisko Mistrza, patrząc na Jego cuda i znaki, słuchając Jego nauki proszą o przymnożenie wiary, bo mimo tego, w sercu wciąż nosili ich własne wątpliwości i słabości w wierze.

Co odpowiada na ich prośbę Jezus? Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy… Ziarnko gorczycy jest tak małe, że trudno je dostrzec, ale kiedy wyrasta, staje się wielkim drzewem. Ale już nawet z wiarą jak ziarnko gorczycy, możemy dokonać wielkich rzeczy w imię Jezusa Chrystusa. Bo wiara jest światłem, które wciąż na nowo rozprasza mroki ciemnego świata i daje nam odwagę do życia i działania – przekonuje nas papież Benedykt XVI, w encyklice „Deus caritas est”, n. 39. Taka wiara, od strony Boga, jest łaską, ale jest jednocześnie odpowiedzią człowieka na Boże Objawienie. Jest w końcu osobową relacją człowieka z Bogiem i jako taka nie jest wartością stałą, wręcz przeciwnie, jest rzeczywistością dynamiczną, która musi podlegać ustawicznemu rozwojowi. W innym przypadku umiera.

O wiarę trzeba więc zabiegać tak jak zabiegamy o chleb codzienny. Nie wystarczy, że przyjęliśmy chrzest, pierwszą Komunię Św. czy nawet sakrament bierzmowania. Jeżeli nie będziemy się troszczyć o ustawiczny wzrost naszej wiary to ona zacznie obumierać. Wiara rodzi się ze słuchania Bożego słowa i dlatego słowa apostołów Panie przymnóż nam wiary! są aktualne także dziś. Te słowa to nasz swoisty manifest, to nasze zadanie na całe życie, bowiem jako uczniowie Chrystusa mamy troszczyć się o to, by zaufanie i wiara w Niego nieustannie wzrastały i rozwijały się w naszym życiu poprzez codzienną wierność przesłaniu ewangelicznemu; poprzez codzienną modlitwę; słuchanie Słowa Bożego; regularne życie sakramentalne i dostosowywanie naszej codzienności do wymogów Ewangelii.

Takiej wierności Bogu i dbałości o wiarę możemy uczyć się od św. Faustyny. W jej rodzinnym domu, w którym wychowywało się 10 dzieci, brakowało bogactw materialnych, często nie starczało nawet na podstawowe potrzeby. Dziewczynki mogły pójść do kościoła tylko wtedy, gdy wypadała na nie kolej włożenia „odświętnej” sukienki, w pozostałe niedziele musiały zostać w domu. Nigdy natomiast nie brakowało czasu na modlitwę i czytanie religijnych książek. Po ostatniej wizycie w domu rodzinnym, w lutym 1935 r., św. Faustyna napisała w Dzienniczku: Kiedy widziałam, jak ojciec się modlił, zawstydziłam się bardzo, że ja po tylu latach w Zakonie nie umiałabym się tak szczerze i gorąco modlić, toteż nieustannie składam Bogu dzięki za takich rodziców (Dz 398). Piękne świadectwo siostry zakonnej i jakże nieoceniony wkład rodziców w kształtowanie wiary ich dzieci, przekazywanie najważniejszych wartości, pielęgnowanie tego ziarenka gorczycy otrzymanego przez człowieka na chrzcie świętym.

Na taki grunt padły słowa Chrystusa, które Helena usłyszała w czasie zabawy tanecznej: Dokąd cierpiał będę i dokąd Mnie zwodzić będziesz? (Dz 9). 18-letnia dziewczyna zrozumiała wtedy bez żadnych już wątpliwości, że jedynym sensem jej życia jest Bóg i tylko On może być źródłem jej szczęścia. Kiedy pojechała do Warszawy z zamiarem wstąpienia do zakonu, okazało się, że jej ubóstwo, brak wykształcenia i praca służącej dyskwalifikują ją jako kandydatkę na siostrę zakonną. Dopiero na ul. Żytniej, przełożona Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia – Michaela Moraczewska – zdecydowała się przyjąć tę pokorną dziewczynę w progi zgromadzenia. Śluby wieczyste s. Faustyna złożyła 1 maja 1933 r. w Warszawie. Modliła się wtedy: Jezu, z miłości ku Tobie umieram dzisiaj zupełnie dla siebie, a zaczynam żyć dla większej chwały Imienia Twojego. I dziś, znając już cały życiorys s. Faustyny, możemy z pewnością powiedzieć, że dotrzymała tej obietnicy.

Chrystus wybrał s. Faustynę aby stała się apostołką i sekretarką Bożego Miłosierdzia, wzorem, jak być miłosiernym dla bliźnich, i narzędziem do ponownego ujawnienia Bożego planu miłosierdzia dla świata. Mówił do niej: W starym Zakonie wysyłałem proroków do ludu swego z gromami. Dziś wysyłam ciebie do całej ludzkości z Moim Miłosierdziem. Nie chcę karać zbolałej ludzkości, ale pragnę ją uleczyć, przytulając do swego miłosiernego Serca (Dz 588).

Zgodnie z tym posłannictwem s. Faustyna głosiła miłosierdzie Boga przede wszystkim swoim życiem ofiarując się za dusze grzeszników. Ponadto zostawiła nam swój Dzienniczek, w którym, jak wiemy, dokładnie opisała objawienia Pana Jezusa, Jego słowa i Jego wskazówki odnośnie do kultu Bożego miłosierdzia.

To sam Pan Jezus nauczył Apostołkę Miłosierdzia Bożego jak odmawiać dobrze nam znaną Koronkę do Bożego Miłosierdzia i związał z jej odmawianiem szczególne łaski. Mówił: chociażby grzesznik był najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego Miłosierdzia Mojego (Dz. 687). Duszę, która odmawiać będzie tę koronkę, Miłosierdzie moje ogarnie w życiu, a szczególnie w godzinie śmierci.

Pan Jezus polecił też siostrze Faustynie odprawiać nabożeństwo Godziny Miłosierdzia: O trzeciej godzinie błagaj Mojego Miłosierdzia, szczególnie dla grzeszników i choć przez krótki moment zagłębiaj się w Mojej Męce; szczególnie w Moim opuszczeniu w chwili konania. Jest to godzina wielkiego miłosierdzia dla świata całego. (…) W tej godzinie nie odmówię duszy niczego, która Mnie prosi przez mękę Moją (Dz. 1320).

Ze słów Jezusa wynika, że miłosierdzie Boże nie ma granic. Jak pisał św. Jan Paweł II Miłosierdzie samo w sobie, jako doskonałość nieskończonego Boga, jest również nieskończone. Nieskończona więc i niewyczerpana jest też gotowość Ojca w przyjmowaniu synów marnotrawnych wracających do Jego domu. Nieskończona jest gotowość i moc przebaczania, mająca swe stałe pokrycie w niewysłowionej wartości ofiary Syna. Żaden grzech ludzi nie przewyższa tej mocy ani jej nie ogranicza. Ograniczyć ją może tylko od strony człowieka brak dobrej woli, brak gotowości nawrócenia, czyli pokuty, trwanie w oporze i sprzeciwie wobec łaski i prawdy, a zwłaszcza wobec świadectwa krzyża i zmartwychwstania Chrystusowego”(Dives in misericordia, nr 13). Należy więc pamiętać, że dostąpienie miłosierdzia zależy także od człowieka, od jego otwarcia na ten dar oraz świadomego zerwania z grzechem. Ponieważ niektórzy ludzie dzisiaj podchodzą do miłosierdzia w taki sposób, jakby ono oznaczało zgodę na grzech, na zło w życiu ludzkim, trzeba mocno podkreślać, że Bóg przebacza grzesznikowi, ale nie godzi się na grzech. Miłosierdzie jest dla grzesznika, a nie dla grzechu!

Drodzy Siostry i Bracia!

Zapewne w tym kończącym się już Roku Miłosierdzia słyszeliśmy już wiele na temat nieskończonego miłosierdzia Boga i konieczności praktykowania miłosierdzia przez nas samych. Trzeba nam jednak dziś zapytać: czy na pewno rozumiemy miłosierdzie we właściwy sposób? W naszych czasach funkcjonuje wiele fałszywych ujęć miłosierdzia. Jest ono często utożsamiane z pobłażliwością, przekreśleniem sprawiedliwości a nawet z litością wypływającą z zewnętrznego poruszenia losem drugiego człowieka. Nie jest tak. Prawdziwie miłosierdzie wobec bliźnich może świadczyć tylko ten, kto doznał miłosierdzia od Boga, kto doświadczył tego niezmierzonego daru miłości danej za darmo. Tak więc ludzkie miłosierdzie jest bardzo ściśle związane z miłosierdziem Boga, które dla tego pierwszego jest źródłem, wzorem i motywem. Takie miłosierdzie zakłada spełnienie wymagań sprawiedliwości, która jest podstawową miarą miłości i owocuje w konkretnym czynie. Świadczenie miłosierdzia bliźnim domaga się w pierwszej kolejności poszanowania godności człowieka potrzebującego, a potem dostrzeżenia jego potrzeb cielesnych i duchowych. Pragnę się cała przemienić w miłosierdzie Twoje i być żywym odbiciem Ciebie, o Panie; niech ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego, przejdzie przez serce i duszę moją do bliźnich (Dz. 163) – modliła się Siostra Faustyna, która pragnęła ze wszystkimi podzielić się doświadczeniem Boga w swoim życiu.

Dziś zachęcam każdego z Was kochani, abyście podjęli trud głoszenia i świadczenia miłosierdzia w swoim życiu; w domu, w pracy, w szkole, wśród przyjaciół. Zadanie to zostało nam powierzone już w momencie chrztu świętego, kiedy zostaliśmy włączeni do Chrystusowego Kościoła i od tamtej chwili, aż po dzień dzisiejszy i całą naszą przyszłość, jest naszym obowiązkiem wobec Boga i bliźnich. Głoszenie swoim życiem tajemnicy miłosierdzia Bożego, którą Bóg najpełniej objawił w Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, nie tylko czyni lepszym nasze ziemskie życie, ale przed wszystkim ma prowadzić do przygotowania ludzkości na powtórne przyjście Chrystusa na ziemię, do zbawienia.

To Chrystus, objawiając ludziom miłosierdzie Ojca, jednocześnie postawił swoim uczniom wymaganie, aby w całym swoim życiu kierowali się miłością i miłosierdziem w myśl ewangelicznego wskazania: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5,7).

Wykorzystajmy więc nasze ziemskie życie na to, aby usłyszeć orędzie Bożego miłosierdzia, które zostawiła nam św. s. Faustyna. Chrystus posłał nam Apostołkę Miłosierdzia, która wzywa nas do tego, byśmy uwierzyli w Jego nieskończoną miłosierną miłość, przyjęli ten dar, według niego przemienili wasze życie i stali się apostołami Bożego miłosierdzia w świecie, poprzez naszą modlitwę i święte życie w bratniej miłości. Amen.