Abp Stanisław Gądecki
Kapłan sługą wolności człowieka. Święcenia kapłańskie u benedyktynów (Lubiń – 21.03.2018)

Dzień święceń kapłańskich jest radosną chwilą w życiu otrzymującego święcenia, w życiu jego rodziców, rodziny, krewnych, przyjaciół, znajomych i dobrodziejów, przede wszystkim jednak w życiu lubińskiej benedyktyńskiej rodziny zakonnej. W dniu dzisiejszym radość przeżywa Kościół Poznański a także Założyciel Zakonu, święty Benedykt.

W takiej pełnej zachwytu chwili z powodu ogromu wylanej Bożej łaski pragnę podjąć razem z wami refleksję tylko nad jednym, usłyszanym w dzisiejszej Ewangelii Janowej zdaniem: „Jeżeli będziesz trwać w nauce (εν τω λογω) mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (γνωσεσθε την αληθειαν και η αληθεια ελευθερωσει υμας) (J 8,31-32).

  1. TRWAĆ W NAUCE JEZUSA

Zdanie to zwraca nam najpierw uwagę na to, że warunkiem wolności jest „trwanie w nauce Chrystusa”. Ten charakterystyczny dla Ewangelii Janowej zwrot oznacza ścisłe, całkowite i nierozerwalne zjednoczenie dwóch różnych osób. Nie tylko ich więź obok siebie, ale trwanie jednej osoby w drugiej.

Tak np. – według św. Jana ewangelisty – na początku wszystkiego istnieje, uprzedzająca wszelkie inne zjednoczenia, obustronna więź Boga Ojca z jego Synem i na odwrót, zjednoczenie Syna z Ojcem: „Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie” (Jan 14,9-11).

Sam Jezus – z kolei – pragnie „trwać w chrześcijaninie” i zaprasza chrześcijanina do tego, aby ten „trwał” w Nim. „Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was” (J 15,4). Tego rodzaju „trwanie” urzeczywistnia się przynajmniej na trzech poziomach; poprzez „trwanie” w nauce Jezusa, trwanie w spożywaniu Jego Ciała i krwi, a wreszcie poprzez trwanie w miłości, jaką Bóg Ojciec żywi dla swego Syna, a Syn do Ojca.

Autentyczny chrześcijanin „trwa” w nauce [w słowie] Jezusa (εν τω λογω τω εμω): „Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziesz trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami” (J 8,31). Tego rodzaju trwanie pogłębia się dzięki spożywaniu Ciała i Krwi Pańskiej: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,56). Takie trwanie objawia się na zewnątrz w miłości do Jezusa takiej, jaką Jezus żywił do swojego Ojca, zachowując Jego przykazania: „Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości” (J 15,9-10).

Jak wygląda w praktyce owo „trwanie w nauce Jezusa” ewangelista tłumaczy w bardzo prosty i niezwykle obrazowy sposób w przypowieści o krzewie winnym (J 15,1-12). Przypowieść ta najpierw przyrównuje Boga Ojca do właściciela winnicy, który ją uprawia. Syna Bożego przyrównuje do krzewu winnego: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym”. Natomiast chrześcijanina – do latorośli: „wy – latoroślami”. Jakież to  niesłychane utożsamienie się Boga Ojca z Chrystusa a Chrystusa z nami, czyli z Jego Kościołem – powie papież Benedykt XVI. Ta przynależność nie jest jakimś związkiem symbolicznym, ale jest żywotną więzią. Latorośl jest przedłużeniem winorośli; z niej otrzymuje ona życiodajne soki, wilgoć ziemi i wszystko, co jej potrzeba, aby w promieniach słońca wyprodukować winne grona miłości.

„Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwał będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, jeśli nie trwa we winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie”. Tylko ten kapłan przyniesie owoc, który jest całkowicie zjednoczony z Chrystusem. Kto nie jest z Nim zjednoczony, ten nie tylko, że nie jest w stanie owocować nadprzyrodzoną miłością, ale uschnie i stanie się pastwą „płomieni”. Trwajcie we Mnie znaczy trwajcie w mojej miłości.

Kryzys chrześcijaństwa w świecie rozpoczyna się od braku autentycznej miłości wzajemnej. Wspólnoty chrześcijańskie (kapłani diecezjalni, zgromadzenia zakonne, parafie, rodziny) nie promieniują nieraz  ewangeliczną miłością; zewnętrzny obserwator nie rozpoznaje w nas uczniów Chrystusa. Dostrzega w nas to, czym żyje świat, lecz nie dostrzega w nas tego, czym żył Chrystus. Zbyt wiele mówi się dziś o akcjach, działaniach, doskonaleniu metod apostolstwa, a zapomina się o tym, że najpierw latorośl trzeba wszczepić w krzew winny, w Chrystusa, z którego popłynie strumień nie naszej, lecz Chrystusowej miłości braterskiej. Jeśli jako chrześcijanie chcemy na nowo pociągnąć świat ku Bogu, jest tylko jeden sposób – trzeba ściślej zjednoczyć się z krzewem winnym, co otworzy nam drzwi do miłości Chrystusa.

Natomiast tam, gdzie wprawdzie istnieje owocowanie, ale jest ono liche, tam potrzebna jest ingerencja Właściciela winnicy. „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia” (J 15,1). On bierze nóż i oczyszcza te gałązki, które owocują, aby dawały więcej owoców. Odcina suche i pasożytnicze pędy, nasze nieuporządkowane pragnienia i przywiązania, aby latorośl mogła skupić całą swoją energię na owocowaniu. Wielką łaską jest dostrzeżenie ręki Ojca niebieskiego w czynności obcinania winorośli, kiedy to Słowo Boże – niby miecz obosieczny uderza miejsca naszej bezowocności, wzmacniając zdrowe siły. Ten proces oczyszczania nie potrzebuje wcale polegać na zesłaniu na nas dotkliwych kar. Wystarczy, że Pan Bóg pozwoli nam działać według naszego własnego widzimisię, aby następnie dowieść nam, do czego jesteśmy zdolni sami z siebie.

Ta przypowieść  o Bogu uprawiającym swoją winnicę, o Chrystusie winnym krzewie oraz o chrześcijaninie odrośli Chrystusowej zwraca nam uwagę na to, że nasze działania mają tylko wtedy sens, kiedy istnieje powszechny sens wszystkiego. Jeśli tonie wielki okręt, niewiele nam pomoże schronienie się w komfortowej kajucie. Trzeba odnaleźć sens całości, który można odnaleźć tylko w Bogu (kard. Gerhard L. Müller, Raport o stanie nadziei, 52).

  1. BĘDZIECIE UCZNIAMI MOIMI

Drugim zadaniem prezbitera jest uświadomienie sobie i powierzonym mu osobom, że trwanie w Chrystusie, wierność Jemu rodzi uczniów Chrystusa. „Jeżeli będziesz trwać w nauce (εν τω λογω) mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami” (J 8,31).

Co to znaczy być uczniem Chrystusa? Gdy Ewangelia Janowa mówi o uczniach Jezusowych, wskazuje na to, że zachowywali się oni podobnie jak uczniowie rabinaccy tamtych czasów. Oni towarzyszyli Jezusowi, słuchali Jego nauki (didache) i zadawali Mu pytania, dziwili się temu, co mówił Jezus, dyskutowali między sobą na temat tego, co od Niego usłyszeli, szemrali z powodu niezrozumienia czynów Jezusowych, popadali w strach w obliczu nadzwyczajnych wydarzeń, dawali o Nim świadectwo.

A jednak było coś, co wyraźnie odróżniało uczniów Jezusowych od ówczesnych uczniów rabinackich. Tym czymś była kwestia ich wiary. Każdy rabin domagał się od swoich uczniów wiary w Boga. Jezus tymczasem oczekiwał od swoich uczniów czegoś więcej, On oczekiwał wiary w Niego. Kluczowymi tekstami Ewangelii Janowej są te, które mówią o stosunku uczniów Jezusa do wiary w Niego. Po raz pierwszy o wierze uczniów jest mowa po dokonaniu cudu w Kanie Galilejskiej (J 2,14). Następnie wiara uczniów w Jezusa umacnia się na skutek Jego przepowiadania (J 17,8-9). Wreszcie dojrzewa na skutek Jego zmartwychwstania (J 20,8-9). „Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus” (J 2,22; por.12,16).

Zadaniem kapłana naszych czasów będzie takie składanie świadectwa, aby ludzie zobaczyli owocowanie łaski w jego życiu i uwierzyli w Chrystusa (J 20,29-31). Składanie świadectwa miłości do człowieka na miarę Chrystusa, czyli świadectwa nie cofającego się przed ofiarą. „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości” (J 15,9-10).

  1. POZNACIE PRAWDĘ

Trzecim zadaniem kapłana jest przygotowanie siebie i powierzonym jego pieczy osób do poznania Prawdy. Tą Prawdą – dla Ewangelisty Jana – są najpierw słowa wypowiadane przez Jezusa: „Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa (τα ρηματα) bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał” (J 17,7-8). Następnie idzie o poznanie nauki Jezusa: „Żydzi zdumiewali się mówiąc: W jaki sposób zna On Pisma, skoro się nie uczył? Odpowiedział im Jezus mówiąc: Moja nauka (η διδαχη) nie jest moją, lecz Tego, który Mnie posłał. Jeśli kto chce pełnić Jego wolę, pozna, czy nauka ta jest od Boga, czy też Ja mówię od siebie samego. (J 7,14-19). Prawdą są także przykazania Jezusowe: „Kto ma przykazania moje (τας εντολας μου) i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie” (J 14,21). Wreszcie – co najważniejsze – Prawdą jest sam Jezus, który mówi o sobie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście. Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,6-9).

Dla Ewangelii Janowej Prawda nie przynależy do porządku idei, jest ona raczej doświadczeniem tego, iż słowa Jezusa, Jego nauka, Jego przykazania, sam Jezus nie jest wytworem ludzkiej imaginacji, ale pochodzą od Boga. Tak więc, ostatecznie, pierwoźródłem Prawdy jest Ojciec niebieski. On jest prawdziwy. On jest Prawdą (J 3,33; 7,28). Od niego ostatecznie pochodzą słowa Jezusowe, Jego nauki, przykazania i sam Jezus: „Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje. Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał” (J 17,6-8).

„Prawdą, która nas wyzwala, jest Chrystus, bo tylko On może w pełni zaspokoić pragnienie życia i miłości, które człowiek odczuwa w swoim sercu. Ten kto Go spotkał i zachwyca się Jego przesłaniem, odczuwa niepohamowane pragnienie, by dzielić się z innymi tą Prawdą, by dalej ją przekazywać: ‘Co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami — pisze św. Jan — na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce […] oznajmiamy także wam, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i z Jego Synem Jezusem Chrystusem” (1 J 1,1-3); (Benedykt XVI, Szukanie prawdy, by się nią dzielić. Orędzie na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu. Watykan, 24.01.2008).

Gorliwy kapłan będzie o to zabiegał, by Prawdy szukać, znajdować ją i wyrażać ją słowem i czynem miłości, by  miłość rozumieć, cenić i żyć nią w świetle Prawdy. Bez Prawdy bowiem miłość staje się sentymentalizmem, staje się pustym słowem, które można dowolnie pojmować. Miłość w kulturze bez prawdy pada łupem emocji oraz przejściowych opinii jednostek, staje się słowem nadużywanym i wypaczonym i nabiera przeciwnego znaczenia. Prawdy i ukazywanej przez nią miłości –  o której mówi Jezus – nie można wyprodukować; można je tylko przyjąć, ponieważ ich ostatecznym źródłem nie jest i nie może być człowiek, lecz tylko Bóg, Ten, który sam jest Prawdą i Miłością (por. Benedykt XVI, O Prawdzie. red. Mateusz Ochman).

  1. PRAWDA WAS WYZWOLI

Czwartym zadaniem kapłana jest przygotowanie siebie i powierzonych sobie osób do wyzwolenia przez Prawdę. Wszystkie ludzkie problemy sprowadzają się do ostatecznie do kwestii wolności człowieka (por. Veritatis splendor, 31).

Niestety, w niektórych nurtach myśli współczesnej do tego stopnia podkreśla się znaczenie wolności, „że czyni się z niej absolut, który ma być źródłem wartości. W tym kierunku idą doktryny, które zatracają zmysł transcendencji lub które otwarcie deklarują się jako ateistyczne. Sumieniu indywidualnemu przyznaje się prerogatywy najwyższej instancji osądu moralnego, która kategorycznie i nieomylnie decyduje o tym, co jest dobre, a co złe. Do tezy o obowiązku kierowania się własnym sumieniem niesłusznie dodano tezę, wedle której osąd moralny jest prawdziwy na mocy samego faktu, że pochodzi z sumienia. Wskutek tego zanikł jednak nieodzowny wymóg prawdy, ustępując miejsca kryterium szczerości, autentyczności, ‘zgody z samym sobą’, co doprowadziło do skrajnie subiektywistycznej interpretacji osądu moralnego” (Veritatis splendor, 32).

Z drugiej zaś strony, „choć współczesna kultura przyznaje tak wielkie znaczenie wolności, zarazem radykalnie tę wolność kwestionuje. Dyscypliny naukowe określane wspólnym mianem „nauk o człowieku” słusznie zwróciły uwagę na uwarunkowania natury psychologicznej i społecznej, które wpływają na sposób, w jaki człowiek korzysta z wolności. Wiedza o tych uwarunkowaniach oraz uwaga im poświęcona to ważne osiągnięcia nauki, które znalazły zastosowanie w różnych dziedzinach życia, na przykład w pedagogice lub w wymiarze sprawiedliwości. Niektórzy jednak posuwają się dalej i wychodząc poza uprawnione wnioski, jakie można wyciągnąć z tego rodzaju obserwacji, podają w wątpliwość lub wręcz negują samą realność ludzkiej wolności” (Veritatis splendor, 32).

Co znaczy w tym kontekście, że „Prawda” (czyli słowa Jezusowe, Jego nauka, Jego przykazania, On sam i Ojciec niebieski) obdarza uczniów Chrystusa wolnością? Znaczy to, że wyzwala ona człowieka z niewoli grzechu. „Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu (δουλος εστιν της αμαρτιας)” – powiedział Jezus (J 8,34). „Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni” (J 8,36). W podobnym sensie mówi o tym św. Paweł w Liście do Rzymian: „Teraz zaś, po wyzwoleniu z grzechu i oddaniu się na służbę Bogu, jako owoc zbieracie uświęcenie. A końcem tego – życie wieczne. Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 6,22-23).

Chrystus – uzdrawiając chorych na różne niemoce – pośrednio wskazywał na zasadnicze sprawę, jaką jest wyzwolenie od grzechu. Jest to szczególnie widoczne w scenie uzdrowienia paralityka, do którego Chrystus naprzód powiedział: „odpuszczają ci się twoje grzechy”, a dopiero potem: „wstań, weź swoje łoże i idź do domu!” (Mk 2,5.11). Czyniąc ten cud, Jezus dopowiedział: „żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów” (Mk 2,10). Rzeczywistość „wyzwolenia” wskazuje z jednej strony na zło, od którego jesteśmy uwalniani przez Prawdę, a z drugiej – wskazuje na dobro, do którego zostaliśmy wyzwoleni przez tę samą Prawdę.

Wyzwolenie, jakiego dokonał Chrystus – za cenę swej męki i śmierci na krzyżu oraz zmartwychwstania – ratuje człowieka od egzystencjalnego lęku przed nonsensem życia, od tej wewnętrznej udręki sumienia, które są udziałem człowieka wydanego w niewolę grzechu. Dlatego „Jezus jest gwiazdą polarną wolności ludzkiej: bez Niego traci ona orientację, ponieważ bez poznania prawdy wolność się wynaturza, izoluje i redukuje do poziomu jałowego kaprysu. Wraz z Nim, wolność się odnajduje.

To wyzwolenie, jakie dokonał Chrystus  – będące „łaską”, czyli darem – nie może dokonać się bez udziału człowieka. „Ten, który stworzył cię bez ciebie, nie zbawi cię bez ciebie” (św. Augustyn). Człowiek musi je przyjąć wiarą, nadzieją i miłością. Musi „zabiegać o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem” (Flp 2,12); (por. Jan Paweł II, Chrystus wyzwala człowieka do wolności w prawdzie. Katecheza – Jezus Chrystus – 3.8.1988).

Chodzi więc o wolność naszego serca. Bez uwolnienia człowieka od grzechu, od każdej odmiany egoizmu, nie może się dokonać żadne rzeczywiste wyzwolenie społeczno-polityczne. Jak długo człowiek poddany jest grzechowi i kłamstwu, jak długo dominują w nim namiętności, a wraz z nimi różne formy ucisku, żadne czysto zewnętrzne przemiany struktur społecznych nie przyniosą społeczeństwom prawdziwej wolności.

Wolność ofiarowana przez Chrystusa – zachowując swój charakter duchowy i „wewnętrzny” – posiada równocześnie charakter powszechny. Jest przeznaczona dla wszystkich ludzi. Stąd misją całego Kościoła – a w pierwszym miejscu kapłanów – jest przekazywanie światu świadectwa o prawdzie.

  1. WOLNOŚĆ BENEDYKTYŃSKIEGO KAPŁANA

Gdy święcimy kapłana dla benedyktynów myślimy też o tym, co konkretnie znaczą słowa Chrystusowe „poznacie prawdę a prawda was wyzwoli” dla niego samego, zakorzenionego w swoim benedyktyńskim środowisku?

Zwięzłą odpowiedź na to pytanie kapłan taki znajdzie w „Regule św. Benedykta”, w szczególności w punkcie 62 (O kapłanach klasztornych), podkreślającym potrzebę ducha pokory i karności zakonnej: „Wyświęcony zaś [benedyktyn] niech się wystrzega wyniosłości i pychy. Niech się nie ośmiela robić czegokolwiek ponad to, co mu zleci opat. Powinien wiedzieć, iż [od tej chwili] musi się tym bardziej podporządkowywać karności zakonnej. Niech z racji swojej godności kapłańskiej nie zapomina o posłuszeństwie należnym Regule i nakazanej przez nią karności, lecz coraz gorliwiej dąży do Boga”, czyli coraz bardziej Boga miłuje”.

Do niebezpieczeństwa pychy nawiązuje również dalsza część tego punktu: „Poza służbą przy ołtarzu niech zajmuje zawsze to miejsce, które wynika z czasu jego wstąpienia do klasztoru, chyba że wybór wspólnoty i wola opata zadecydują, iż swoim życiem zasłużył na miejsce wyższe. Musi jednak wówczas przestrzegać przepisów ustanowionych dla dziekanów i przeorów. Gdyby bowiem ośmielił się postępować inaczej, traktowany będzie nie jako kapłan, lecz jako buntownik. A gdyby nie poprawił się mimo wielokrotnych upomnień, trzeba odwołać się do samego biskupa, jako do świadka. A jeśliby się i wówczas nie poprawił, a wina jego była oczywista, należy go usunąć z klasztoru, ale tylko w takim przypadku, gdy zacięty w uporze nie zechce się podporządkować ani okazać posłuszeństwa Regule”.

ZAKOŃCZENIE

Na koniec, módlmy się więc: Boże nasz Ojcze, Ty napełniłeś świętego Benedykta, opata i patriarchę mnichów Zachodu, duchem Twojego Syna i uczyniłeś go znakomitym nauczycielem ewangelicznej doskonałości, błagamy Cię, wesprzyj Twoją łaską tego nowo święconego kapłana. Racz przyjąć go pod Twoją opiekę i czuwaj nad nim w każdej chwili jego życia. Strzeż go od wszelkiego zła duszy i ciała. Uczyń go gorliwym pasterzem powierzonej mu owczarni Chrystusowej, aby kiedyś mógł cieszyć się oglądaniem Twojego oblicza. Amen.

.

Zdjęcie ilustracyjne: Archiwum/archpoznan.pl

PODZIEL SIĘ