Abp Stanisław Gądecki

Wspólnota odkupionych grzeszników.
15. rocznica beatyfikacji siostry Sancji
i 80. rocznica wznowienia parafii pw. św. Rocha (Poznań, k-ł św. Rocha – 18.08.2017)

W dniu dzisiejszym dziękujemy Bogu za świadectwo życia i wiary błogosławionej siostry Sancji w 15. rocznicę jej beatyfikacji oraz prosimy o błogosławieństwo dla wspólnoty parafialnej w 80. rocznicę wznowienia parafii pw. św. Rocha w Poznaniu.

BŁ. SANCJA

Błogosławiona Sancja – z domu Janina Szymkowiak urodziła się 10 lipca 1910 r. w Możdżanowie koło Ostrowa Wielkopolskiego. Z rodzinnego domu wyniosła silną wiarę, zasady moralne i gorącą miłość do ojczyzny.

Z tą wiarą – po ukończeniu gimnazjum w Ostrowie Wielkopolskim – podjęła w 1929 roku studia romanistyki na Uniwersytecie Poznańskim. W tym czasie codziennie uczestniczyła we Mszy św. i przyjmowała Komunię św. W 1934 r. uzyskała absolutorium i wyjechała do Francji, gdzie zamieszkała u sióstr oblatek. Udział w pielgrzymce do Lourdes zadecydował o oddaniu swojego życie na służbę Bogu i drugiemu człowiekowi. Pozostała u oblatek i tam rozpoczęła wstępną formację w postulacie, ale na usilne prośby rodziców po kilku miesiącach wróciła do Polski.

Wkrótce jednak zetknęła się z siostrami serafitkami i w roku 1936 wstąpiła w Poznaniu do tego zgromadzenia. Otrzymała wówczas zakonne imię Sancja. Wzorując się na św. Teresie od Dzieciątka Jezus, za cel swojego życia zakonnego przyjęła świętość; „ja świętą muszę zostać za wszelką cenę”. W nowicjacie zwierzyła się swoim przyjaciółkom, że musi dobrze wykorzystać czas, ponieważ za sześć lat umrze. W zgromadzeniu wyróżniał ją duch modlitwy, posłuszeństwa, ofiary, pokory, umartwienia, milczenia i zaparcia się siebie a także ogromna skromność; chciała być pomijana i niezauważana. Wykorzystywała każdą okazję, by praktykować ubóstwo. Cieszyła się, gdy mogła wyręczyć siostry w pracy, nic nie było dla niej za trudne. Zazwyczaj wybierała najzwyklejsze i najbardziej upokarzające prace.

Ciężkie czasy okupacji przyjęła jako okazję do całkowitego oddania się potrzebującym. Pozostała w klasztorze, mimo że przełożeni dali jej – podobnie jak innym siostrom – możliwość czasowego powrotu do rodzinnego domu. W klasztorze, który Niemcy zajęli klasztor na kwaterę dla wojska, chciała realizować swoje powołanie. Siostry miały sprzątać, prać, gotować dla mieszkających tam ok. 100 osób, a także dyżurować na furcie całą dobę. Kiedy Niemcy sprowadzili jeńców francuskich i angielskich do pracy w ogrodzie, przełożeni polecili jej  opiekę nad jeńcami. Ona zaś opiekowała się nimi, była tłumaczką, nosiła im jedzenie, a księżom, którzy byli wśród jeńców, dostarczała wino mszalne i hostie, by mogli odprawiać Mszę św. Często rozmawiała z jeńcami. Przede wszystkim jednak wspierała ich duchowo. Wszystko to czyniła z narażeniem życia.

śmierć

Wycieńczona ciężką pracą i nader surowymi warunkami życia zachorowała na gruźlicę gardła, ale nie załamała się, ofiarując swoje cierpienia za grzeszników. W klasztorze w tym czasie o nikim  innym się nie mówiło, jak tylko o umierającej siostrze Sancji. Oczom zdumionych współsióstr jej życie ukazało się jako akt doskonałej miłości, a końcowa choroba – jako ukoronowanie wszystkich cierpień. Czując zbliżającą się śmierć, coraz częściej powtarzała wezwanie Małej św. Teresy: „Pragnę, aby całe moje życie było jednym aktem miłości”, natomiast przed samą śmiercią powiedziała: „Umieram z miłości, a Miłość miłości niczego odmówić nie może”. Ciężko chora zdążyła jeszcze złożyć śluby wieczyste a potem umarła, dnia  29 sierpnia 1942 roku, mając zaledwie 32 lata życia. I znowu sprawdziło się stare przysłowie: „Nie ten żył długo, kto liczne miał lata, lecz ten, kto zrobił wiele dobrego dla świata” (A. Naruszewicz).

Ze względu na warunki wojenne skromny pogrzeb, z udziałem najbliższej rodziny i sióstr w świeckich ubraniach odbył się dnia 2 września 1942 roku. Od tego momentu ludzie zaczęli wspominać jej życie, chorobę i śmierć jako coś heroicznego. Z roku na rok wzrastała cześć dla niej. Na grobie pojawiały się stale świeże kwiaty, wielu modliło się przy jej grobie. Do zgromadzenia zaczęły napływać listy wdzięczności za uzdrowienia, za szczęśliwie przebyte operacje, wyzwolenie z nałogu pijaństwa, uratowanie rodzin od rozbicia, uratowanie życia nienarodzonych, pojednanie z Bogiem w ostatnich dniach życia i wiele, wiele innych.

Wreszcie, w 1996 roku – za wstawiennictwem Siostry Sancji – została cudownie uzdrowiona dziewczynka z Poznania, której lekarze nie dawali szans na przeżycie. Po zbadaniu tego wydarzenia, Stolica Apostolska ogłosiła dekret o cudownym charakterze tego uzdrowienia. To otworzyło drogę do beatyfikacji. Dokonał jej św. Jan Paweł II podczas swojej ostatniej pielgrzymki do Polski. Pamiętnego dnia 18 sierpnia 2002 roku na krakowskich Błoniach  papież mówił: „Drogę powołania zakonnego bł. Sancji Janiny Szymkowiak, serafitki, wyznaczało dzieło miłosierdzia. Już z domu rodzinnego wyniosła gorącą miłość do Najświętszego Serca Jezusowego i w tym duchu była pełna dobroci dla wszystkich ludzi, a szczególnie dla najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących. Przynależąc do Sodalicji Mariańskiej i Kółka Miłosierdzia św. Wincentego, niosła im konkretną pomoc, zanim jeszcze wstąpiła na drogę życia zakonnego, by potem jeszcze pełniej oddać się na służbę innym. Ciężkie czasy hitlerowskiej okupacji przyjęła jako okazję do całkowitego oddania siebie potrzebującym. Swoje powołanie zakonne zawsze uznawała za dar Bożego miłosierdzia”.

  1. ROCZNICA PARAFII

Gdy mówimy z kolei o drugiej sprawie, tzn. o 80. rocznicy wznowienia parafii św. Rocha, to trzeba najpierw zwrócić uwagę na to, że historycznie rzecz biorąc pierwsza parafia w tym miejscu powstała już w 1628 roku.

historia parafii

W 1607/8 magistrat miasta ubiegał się o powstanie w tym miejscu prepozytury, ale sprawę wówczas odroczono. Pierwsza drewniana kaplica pod wezwaniem św. Rocha została wzniesiona w tym miejscu przed 1615 rokiem, w związku z lokacją niezależnego od Poznania miasta nazwanego Stanisławów. Wybudowali ją mieszkańcy jurydyki miejskiej Łacina. Z czasem kaplicę tę powiększono.

Dopiero 12 lipca 1628 roku wikariusz generalny Jan Baykowski – z polecenia biskupa Macieja Łubieńskiego – nadał kościołowi prawa parafii. Tak więc sam tutejsza parafia ma obecnie 389 lat. Wystawiono wtedy również szkołę i mieszkanie dla nauczyciela.

Biskup Wojciech Tolibowski – 20 stycznia 1659 roku – przekazał kościół franciszkanom konwentualnym, których klasztor został zburzony podczas najazdu szwedzkiego. Franciszkanie wybudowali tu – w 1746 roku – nowy kościół z wieżą wykonany z muru pruskiego. Do tytułu kościoła dołączono wówczas patronat św. Floriana.

W 1835 roku pruskie władze skasowały klasztor, a kościół stał się filią parafii św. Jana Jerozolimskiego, którzy nią zarządzali do 1937 roku.

Dopiero 80 lata temu ponownie erygowano w tym miejscu parafię. Wówczas podjęto też decyzję o rozebraniu starej niszczejącej świątyni budowie nowego kościoła. Budowa dzisiejszej świątyni według projektu Franciszka Morawskiego ruszyła w 1938 roku. Prace przerwał jednak wybuch II wojny światowej. W czasie okupacji oba kościoły były zamknięte, a sprawowanie w nich kultu Bożego zostało zakazane. We wnętrzach przechowywano zrabowane figury i inne ruchome zabytki, a także niemieckie mundury. W 1945 wybuchł pożar, który częściowo zniszczył nowy kościół.

Zaraz po ustaniu działań wojennych podjęto dzieło ukończenia budowy kościoła oraz wyposażenia wnętrza. Prace budowlane zostały zakończone w 1946 roku, ale uroczyste jego poświęcenie miało miejsce dopiero w 1995 roku.

parafia w prawie kanonicznym

Rocznica wznowienie istnienia parafii jest okazją do tego, by pytać o to, co to jest parafia? Odpowiedź na to pytanie może brzmieć różnie. Od strony dzisiejszego prawa kanonicznego – według kanonu 515 § 1: „Parafia jest określoną wspólnotą wiernych, utworzoną na sposób stały w Kościele partykularnym, nad którą pasterską pieczę, pod władzą biskupa diecezjalnego, powierza się proboszczowi jako jej własnemu pasterzowi”.

Kanon 518 z kolei wyjaśnia, iż: „Z zasady ogólnej parafia powinna być terytorialna, a więc obejmująca wszystkich wiernych określonego terytorium. Gdzie jednak jest to wskazane, należy tworzyć parafie personalne, określone z racji obrządku, języka, narodowości wiernych jakiegoś terytorium, albo z innego jeszcze powodu”.

Gdy zaś idzie o proboszcza, to – według kanonu 528 – § 1 -: „Proboszcz jest obowiązany zatroszczyć się o to, ażeby przybywającym w parafii głoszone było nieskażone słowo Boże. Stąd zabiega o to, by wierni byli właściwie o prawdach wiary pouczeni, zwłaszcza przez głoszenie homilii w niedziele i święta nakazane oraz przez nauczanie katechetyczne. Popiera też dzieła, poprzez które jest propagowany duch ewangeliczny, również w zakresie sprawiedliwości społecznej. W sposób szczególny troszczy się o katolickie wychowanie dzieci i młodzieży. Wszelkimi siłami zabiega, korzystając także z pomocy wiernych, ażeby ewangeliczne orędzie dotarło również do tych, którzy przestali praktykować albo nie wyznają prawdziwej wiary”.

duszpasterstwo parafialne

Ale oprócz ważnego aspektu prawno-kanonicznego parafii istnieje też ważniejszy jej aspekt duszpasterski. Od początku istnienia chrześcijaństwie było bowiem sprawą oczywistą, że wiara w Chrystusa oraz życie, wypływające z tej wiary, może istnieć tylko we wspólnocie. Nowy Testament nie zna pojęcia wiary sprywatyzowanej. Dla chrześcijanina sprawą najwyższej wagi jest poszukiwanie oraz zachowywanie wspólnoty z siostrami i braćmi w wierze (Hbr 10,23-25). Wiara jest zatem aktem osobistej decyzji jednostki, ale w procesie swego powstawania i rozwoju nie może się obejść bez drugiej osoby. Żaden człowiek nie posiada życia sam z siebie, zawsze zostaje mu ono dane i przekazane. Każdy zależy w tym zakresie od swoich rodziców i przodków, od społeczeństwa i od tych wszystkich, których spotyka na drodze swojego życia. Nie inaczej jest z wiarą. Nie rodzi się ona w warunkach sterylnego laboratorium, lecz w konkretnych, nieprzewidywalnych i burzliwych okolicznościach życia.

Do wspólnoty parafialnej należą ludzie, którzy nawzajem wspierają się w wierze, przekazują ją dalej, pocieszają się w czasie prób i ucisku oraz wspólnie oczekują przyjścia swego Pana w chwale. Taka wspólnota stwarza warunki, w których może wzrastać i owocować osobista wiara człowieka. Parafia przecież istnieje po to, aby uczyć się w niej wiary.

Parafia uobecnia i reprezentuje w konkretnym miejscu cały Kościół. Dlatego wszystko, co możemy powiedzieć o Kościele, dotyczy – w odpowiednich proporcjach – również parafii. A Kościół to coś więcej niż tylko suma wszystkich chrześcijan. Kościół Jest Oblubienicą Chrystusa (por. Ef 5, 21-32), która zachowuje i głosi Jego słowo. Kościół gwarantuje, że nauka o Jezusie pozostanie niezafałszowana i będzie słyszana w najdalszych zakątkach świata. Bez Kościoła, bez wspólnoty, bez parafii nie byłoby chrześcijan ani życia chrześcijańskiego.

To, czy chrześcijanin odnajdzie w parafii piękno, które Bóg dla niej zamierzył, zależy w dużej mierze od tego, na ile realizuje ona i utożsamia tajemnicę całego Kościoła. Dla pojedynczego człowieka Kościół konkretyzuje się bowiem zawsze w lokalnej wspólnocie, chociaż nie w każdym jej działaniu w jednakowym zakresie. Stąd nie ma prawdziwego życia duchowego w egocentrycznym oderwaniu od wspólnoty, bo tylko w Kościele odnajdujemy Chrystusa, a w Chrystusie Ojca.

Stad jednym z podstawowych tematów do przemyślenia i realizacji w parafii jest temat duchowości wspólnotowej. Chodzi tu o ciągłe wychodzenie z myślenia tylko indywidualistycznego czy w kategoriach małej, pobożnej grupy, która działa prawie jak sekta, ku duchowości bycia we wspólnocie, myśleniu w kategoriach całości, dobra wspólnego całej parafii (por. ks. Mieczysław Nowak, Ksiądz w parafii).

Ojciec Święty Jan Paweł II wzywał nas do odkrycia tego wspólnotowego oblicza parafii w słowach: „Wszyscy powinniśmy odkryć, poprzez wiarę, prawdziwe oblicze parafii, czyli samą ‚tajemnicę’ Kościoła, który właśnie w niej istnieje i działa. Ona bowiem, choć czasem bywa uboga w ludzi i środki, niekiedy rozproszona na wielkich obszarach albo zagubiona w ludnych, pełnych chaosu dzielnicach wielkich metropolii, nigdy nie jest po prostu strukturą, terytorium, budynkiem, ale raczej ‚rodziną Bożą jako braci ożywionych duchem jedności’, ‚domem rodzinnym, braterskim i gościnnym’, ‚wspólnotą wiernych’” (Christifideles laici, 26; bp A. Suski, Znaczenie parafii).

Kościół – i parafia – nie jest jedynie twierdzą, w której można się schronić w kryzysowych sytuacjach. Nie jest tylko warsztatem, w którym można na nowo „naładować duchowe akumulatory” ani studnią, z której czerpie się wodę życia wiecznego. Chrześcijanie nie powinni być wyłącznie konsumentami dóbr ofiarowanych przez Kościół. Nie można być chrześcijaninem tylko po to, by poczuć się przyjemnie i zabezpieczyć sobie (wieczną) przyszłość. Kościół jako całość nie istnieje tylko ze względu na siebie, lecz ma do wykonania zadanie: być znakiem nadziei dla narodów i prowadzić wszystkich do wspólnoty z Bogiem. Także to jest zadaniem parafii (ks. Artur Filipiak).

Każda parafia jest inna. I każda jest darem od Boga dla księdza i dla wiernych. Jest ogromną szansą do wykorzystania, szansą, że spotykamy się w niej w ewangelicznym braterstwie, że razem, choć każdy na swój sposób, będziemy służyć Bogu, że Mu się przydamy do dzieła głoszenia Dobrej Nowiny i zbawiania ludzi przez ludzi. Trzeba więc myśleć o tym, jakiej parafii chce Bóg i w jakiej parafii chcą żyć nasi wierni. Potrzebna jest nie tylko perspektywa wiary i nieustannego słuchania tego, co mówi Bóg do Kościoła, ale i postawa nieustannego słuchania ludzi i dialogu z nimi.

W takiej to właśnie wspólnotowej atmosferze parafialnej, gdzie jeden służył drugiemu, żyła, rozwijała się duchowo i doszła do świętości błogosławiona Siostra Sancja. Z tej racji była ona przekonana, że najpierw należy wybierać dobro wspólne, bo odrzucenie dobra wspólnego zamienia świat w jeden wulkan, gdzie panuje ostra walka o własny interes, która prowadzi świat do chaosu. Doświadczyła również tego, że im bardziej wychodzimy ku innym, tym bardziej nabieramy sił, a nasze osobiste problemy rozpływają się jak śnieg na słońcu.

ZAKOŃCZENIE

O taką wspólnotę parafialną modlimy się za wstawiennictwem błogosławionej Sancji, o taką wspólnotę zakonną. Boże, który jesteś najwyższym dobrem, dzięki Twojej łasce Siostra Sancja przez całe swe życie naśladowała Chrystusa w Jego posłuszeństwie i pokorze, udziel nam pomocy, abyśmy za jej przykładem stali się autentycznymi budowniczymi wspólnoty Kościoła, który ma ducha apostolskiego.

 

PODZIEL SIĘ