Homilia podczas poświęcenia sarkofagu ks. Streicha: Ojciec i nauczyciel młodzieży (Luboń, kościół pw. św. Jana Bosko  – 31.01.2024) 

31-01-2024
201

W dniu dzisiejszym tutejsza parafia przeżywa piątą rocznicę konsekracji swego kościoła, wspomina postać swojego patrona  oraz święci sarkofag Sługi Bożego ks. Stanisława Streicha. Z racji dzisiejszego święta wypada nam zatrzymać się nieco na tych trzech sprawach.

1. ROCZNICA KONSEKRACJI

Pierwsza sprawa to piąta rocznica konsekracji tutejszej świątyni, rocznica przeznaczenia tutejszego budynku na cele religijne.

Ta rocznica nawiązuje swoimi korzeniami do dawnej świątyni jerozolimskiej, do której Prawo nakazywało pielgrzymować trzy razy w roku (na Paschę, na Pięćdziesiątnicę i na Święto Namiotów). Pan Jezus jeszcze jako niemowlę został przyniesiony do tego miejsca na rękach swojej Matki, Maryi, a potem począwszy od dwunastego roku życia tam pielgrzymował. Jego miłość do tej świątyni była tak silna, że Ewangelista Jan odniesie do Niego słowa Psalmu 68: „Gorliwość o dom Twój pożera Mnie”.

Upadek Jerozolimy i zniszczenie świątyni przez Rzymian sprawił, iż zginęło wówczas ponad milion ludzi. Spośród tych, którzy się uratowali, źródła podają około 97 tysięcy jeńców. Wydarzenie to upamiętnia monumentalny Łuk Tytusa, do dziś stojący w Rzymie przy Via Sacra na Forum Romanum. Był to koniec dawnego Izraela, który odtąd nie będzie miał już ani kapłaństwa, ani świątyni, ani ofiary.

W tym samym czasie powstaje wyodrębniona grupa społeczna, którą określa siebie nazwą „chrześcijanie”. Początkowo wykorzystują oni swoje domy mieszkalne (domus ecclesiae), dostosowując je do potrzeb liturgii. Później – jak wynika z przekazu Porfiriusza (ok. 270 r.), „budują wielkie domy, w których zbierają się na modlitwę”. Gdy ustają prześladowania i rośnie liczba wiernych, chrześcijanie wznoszą bazyliki. Kolejne pokolenia budują romańskie kościoły, gotyckie katedry, renesansowe i barokowe świątynie… – pomniki wiary minionych epok. Także ta świątynia do nich należy.

Średniowieczna historia opowiada o pewnym podróżniku, który zatrzymał się przy olbrzymim placu budowy. Zobaczył rozkopaną ziemię i dziesiątki krzątających się ludzi. Zapytał pierwszego z brzegu robotnika, czym się zajmuje, i usłyszał w odpowiedzi: teraz noszę kamienie. Zapytał następnego, a ten odparł: wożę piasek. Kolejny pytany odpowiedział: pracuję, aby wyżywić rodzinę. Wreszcie inny zapytany o to samo, odrzekł: budujemy katedrę w Chartres. Każdy z nas wykonuje codziennie setki czynności. Podejmuje przeróżne działania, starając się wypełnić swoje obowiązki w najlepszy z możliwych sposobów. Czy jednak przy całej naszej aktywności my – ludzie ochrzczeni – mamy świadomość, że budujemy królestwo Boże, że – przez chrzest święty wszczepieni w Chrystusa – stanowimy jedno ciało, i że ciało każdego z nas jest świątynią Ducha Świętego?

„Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście” (1 Kor 3,16-17).

2. ŚW. JAN BOSKO  

Druga sprawa to patron waszej parafii, czyli św. Jan Bosko.

a. życie

W ciągu prawie 73 lat swego pracowitego życia wasz patron był świadkiem głębokich przemian politycznych, społecznych i kulturalnych, ruchów rewolucyjnych, wojen i masowej migracji ludności wiejskiej do miast. Wszystko to odcisnęło swoje piętno na warunkach życia zwłaszcza warstw najuboższych. Stłoczeni na peryferiach dużych miast ludzie, w szczególności młodzi, stali się przedmiotem wyzysku i ofiarami bezrobocia. W obliczu tego wyobcowanych ogromnych rzesz ludzkich tradycyjny sposób wychowania stanął całkowicie bezradny.

Pozytywną odpowiedź na tę bezradność dał dopiero św. Jan Bosko. Gdy miał 2 lata, zmarł jego ojciec, więc matka musiała zająć się utrzymaniem trzech synów. Młode lata spędził więc w ubóstwie. Jego wychowywaniem chrześcijańskim zajmowała się matka a jednocześnie został on obdarzony przez Opatrzność darami, które uczyniły go troskliwym ojcem i przyjacielem młodzieży.

W latach 1831-1835 ukończył szkołę podstawową i średnią. Nie mając funduszów na naukę, Jan musiał pracować dodatkowo w różnych zawodach, by zdobyć konieczne podręczniki i opłacić nauczycieli. Musiał także pomyśleć o własnym utrzymaniu, mieszkając na stancji. Dorabiał nadto dawaniem korepetycji. Po ukończeniu szkoły średniej został przyjęty do Wyższego Seminarium Duchownego w Turynie. Tam  – pod kierunkiem św. Józefa Cafasso, poczynił znaczne postępy duchowe (1835-1841). Pracując sumiennie nad sobą przyjął święcenia kapłańskie dnia 5 czerwca 1841 roku.

b. dzieło

8 grudnia 1841 roku napotkał przypadkowo 15-letniego młodzieńca-sierotę, zupełnie opuszczonego materialnie i moralnie. Od tego dnia zaczął gromadzić samotną młodzież, uczyć ją prawd wiary, szukać dla niej pracy u uczciwych ludzi. W niedzielę zaś dawał okazję do wysłuchania Mszy świętej i do przyjmowania sakramentów świętych, a później zajmował młodzież rozrywką. Ponieważ wielu z nich było bezdomnych, starał się dla nich o dach nad głową. Tak powstały szkoły elementarne, zawodowe i internaty, które rychło rozpowszechniły się w Piemoncie. W kolejnych latach stał się twórcą nowej szkoły duchowości apostolskiej, szerzycielem szczególnego nabożeństwa do Maryi Wspomożycielki Wiernych, nade wszystko zaś został mistrzem nowego sposobu wychowania. Ten apostoł młodzieży uważany jest za jednego z największych pedagogów w dziejach Kościoła.

Korzystając z doświadczenia innych świętych stworzył instytucję Oratorium, która w jakimś sensie stała się symbolem całej jego działalności. Instytucja ta zaczęła się krystalizować w 1841 roku, począwszy od „prostej katechezy”, aby stopniowo rozszerzyć się i przybrać formę schronisk dla bezdomnych, warsztatów, szkół zawodowych uczących pracy oraz samodzielnego i uczciwego zarabiania na życie, dobrej prasy, różnego rodzaju inicjatyw i metod rozrywki, odpowiadających ówczesnej epoce (teatr, orkiestra, śpiew, jesienne wycieczki).

Jego praca w Oratorium była całkiem przyziemna i pozbawiona wszelkiej egzaltacji. Wszystko to działo się w czasach, gdy „deprawacja myśli i czynów stała się tak powszechna, że nie mogłem ufać nawet ludziom ze służby. Dlatego wszystkie prace domowe wykonywałem wspólnie z moją mamą. Gotowanie, nakrywanie do stołu, rąbanie drew, krojenie i szycie oraz reperowanie tego wszystkiego należało do mnie. Było to bardzo korzystne wychowawczo, gdyż mogłem z łatwością kierować do młodych rady czy przyjazne słówka, kiedy rozdawałem im chleb, zupę czy coś innego”.

W dziedzinie wychowania chrześcijańskiego pozostawił po sobie tzw. system uprzedzający. Ta metoda wychowawcza nie jest oparta na stosowaniu przymusu, lecz odwołuje się do potencjału dobra i rozumu, jakie wychowanek nosi w swoim wnętrzu. Wychowawca, w pełni szanując wolną wolę młodego człowieka, staje się mu bliski i towarzyszy mu na drodze autentycznego wzrastania. System zapobiegawczy polega na uprzedzaniu czynów podopiecznego tak, aby nie doprowadzić do zrobienia przez niego czegoś niewłaściwego. W tym systemie wychowawca – szanując w pełni wolną wolę wychowanka – staje się mu bliski i towarzyszy mu na jego drodze autentycznego wzrastania.

Oryginalność i śmiałość postulatu „świętości młodzieńczej” była istotną wartością sztuki wychowawczej tego wielkiego świętego, którego słusznie można nazwać „mistrzem duchowości młodzieżowej”. Jego niezwykły sekret polegał na tym, że nie zawiódł on nigdy najgłębszych pragnień młodzieży (chęci życia, pragnienia miłości, otwarcia duszy, radości, wolności, nastawienia ku przyszłości) a jednocześnie prowadził ją stopniowo i w sposób konkretny do przekonania, że tylko poprzez życie w łasce, to jest w przyjaźni z Chrystusem, młodzi mogą w pełni zrealizować swoje autentyczne ideały.

Nie mniejsze zasługi położył św. Jan Bosko na polu ascezy katolickiej, którą uwspółcześnił, uczynił dostępną dla szerszych warstw wiernych. Zakładał uświęcenie się poprzez sumienne wypełnianie obowiązków stanu, doskonalenie się przez uświęconą pracę. Maryja Panna i św. Józef – mawiał – nie praktykowali w codzienności nadzwyczajnych pokut czy wielu godzin modlitwy. Oni wszystko czynili dla Jezusa. W ten sposób ich czynności stawały się aktem czci i miłości Bożej. Taka też jest – prosta i wszystkim dostępna – asceza salezjańska.

Wspaniałym owocem salezjańskiej ascezy okazali się później chłopcy z „Błogosławionej Piątki Poznańskiej”, czyli pięciu wychowanków salezjańskiego Oratorium młodzieżowego w Poznaniu: Czesław Jóźwiak, Edward Kaźmierski, Franciszek Kęsy, Edward Klinik oraz Jarogniew Wojciechowski. Byli oni organizatorami życia religijnego i kulturalnego Oratorium. Niemiecka okupacja nie przerwała ich działalności. W sterroryzowanym Poznaniu zbierali się na próby chóru, który śpiewał na Mszach św. w nie zamkniętych jeszcze wtedy kaplicach i kościołach. Gestapo podejrzewało jednak, że tworzą oni tajną organizację polityczną, zostali więc aresztowani i poddani torturom. Następnie przewiezieni do Zwickau, gdzie – po prawie dwuletnim procesie – skazano ich na śmierć przez zgilotynowanie. Bohaterscy młodzieńcy nie załamali się podczas pobytu w więzieniu. Odmawiali Różaniec, odprawiali Drogę Krzyżową, śpiewali Gorzkie Żale. Podnosili na duchu współwięźniów. Ich egzekucję wykonano dnia 24 sierpnia 1942 roku w Dreźnie. Kapelan więzienny, O. Franciszek Bänsch, który ich spowiadał i asystował przy egzekucji, patrząc na ich śmierć, na odwrocie wyroku napisał: „Odeszli do wieczności ut homines sancti – jako ludzie święci”.

Aby zapewnić stałą pieczę nad młodzieżą, założył dwie rodziny zakonne: Pobożne Towarzystwo św. Franciszka Salezego dla młodzieży męskiej – salezjanów (1859) oraz zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki Wiernych dla dziewcząt (1872). Don Bosko szukał też sposobów rozwiązania problemów wychowawczych młodzieży żeńskiej. Dzięki współpracy ze św. Marią Dominiką Mazzarello, która już wcześniej była zaangażowana w formację chrześcijańską dziewcząt. Jego pasja wychowawcza pociągnęła za sobą osoby konsekrowane składające śluby, pomocników skupiających się wokół tych samych ideałów pedagogicznych i apostolskich, a także byłych wychowanków, których zachęcił do propagowania tego samego typu wychowania, jakie sami otrzymali (por. List Apostolski Jana Pawła II Iuvenum patris w setną rocznicę śmierci św. Jana Bosko).

W czasie kanonicznego procesu naoczni świadkowie w detalach opisywali wypadki uzdrowienia ślepych, głuchych, chromych, sparaliżowanych, nieuleczalnie chorych. Wiemy o wskrzeszeniu co najmniej jednego umarłego. Jan Bosko posiadał nader rzadki nawet wśród świętych dar bilokacji. Najwięcej rozgłosu przyniosły mu jednak dar czytania w sumieniach ludzkich, którym posługiwał się niemal na co dzień, oraz dar przepowiadania przyszłości jednostek, swojego zgromadzenia, dziejów Italii i Kościoła.

c. Dzisiaj mamy inne czasy, także sytuacja młodzieży się zmieniła. A jednak także dzisiaj pewne pytania wobec których stawał ksiądz Bosko pozostają nadal aktualne. Kim są młodzi? Czego chcą? Do czego dążą? Jakie mają potrzeby? Są to problemy – tak wówczas jak i dzisiaj – trudne, którym także każdy dzisiejszy wychowawca musi stawić czoła. Również dzisiaj nie brak wśród młodzieży grup wrażliwych na duchowe wartości, poszukujących pomocy i oparcia w procesie dojrzewania osobowości. Z drugiej strony młodzież jest też wystawiona na niezwykle silne oddziaływanie sekularyzacyjne, w którym czasami biorą udział bezwiednie – nieświadomi tego – rodzice.

Dawne metody wychowawcze już nie wystarczają. Dawniej wymagając od młodych – nawet tych bardzo zaniedbanych i zagrożonych – pewnych postaw i zachowań, można się było odwołać do ogólnych norm i wzorców, które były dla wszystkich oczywiste. Dzisiaj dla młodych ludzi nic nie jest oczywiste. Dlatego w wychowaniu trzeba zaczynać od wyjaśniania sensu zachowań i postaw, bo tylko wtedy, gdy młody człowiek je zrozumie, będzie w stanie je przyjąć także w trudnych sytuacjach. Sens wymaganych norm winien być zakorzeniony w wierze, bo to właśnie w niej człowiek znajduje najczęściej poczucie sensu.

3. KS. STANISŁAW STREICH

Trzecia sprawa to poświęcenie sarkofagu Sługi Bożego ks. Stanisława Streicha, tutejszego proboszcza. Po ekshumacji jego doczesnych szczątków i umieszczeniu ich w przygotowanej do tego trumience i sarkofagu, poświęcamy dziś jego miejsce spoczynku w oczekiwaniu na bliską beatyfikację. Ten gest przypomina nam, że od początku istnienia chrześcijaństwa wyznawcy Chrystusa zmuszeni byli płacić życiem za swoją wiarę; że dzieje Kościoła naznaczone są krwią męczenników. Dla ludzi wierzących męczeństwo nie oznacza wyroku losu, który w pewnych epokach stawał się nieuchronny ani znoszenia bezcelowego cierpienia, które nikomu nie służy. Męczeństwo jest dla nas rozumiane  jako radykalna możliwość naśladowania Chrystusa. „Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” – mówi św. Paweł (1 Kor 2,2).

Ks. Streich został zastrzelony przez fanatycznego komunistę tutaj w Luboniu dnia 27 lutego 1938 roku. Wojciech Korfanty powiedział wtedy: „Wszystkie te ruchy pogańskie i bezbożnicze odznaczają się dzikim wprost fanatyzmem, brakiem tolerancji i niebywałą wprost żądza prześladowania innych a przede wszystkim chrześcijańskich przekonań. A zwolennicy każdego z tych ruchów uważają się za wybrany naród, który ma do spełnienia nadzwyczajne posłannictwo w świecie. Ruchy te są źródłem głównym anarchii duchowej i ekonomicznej świata, więcej – zagrażają kulturze. A ponieważ wszystkie odznaczają się zaborczością polityczną, stanowią największe niebezpieczeństwo dla pokoju światowego” (W. Korfanty, Naród – Państwo – Kościół, Katowice 2016, s. 282).

ZAKOŃCZENIE

Na tym kończę dzisiejszą refleksję, dziękując wszystkim tutaj obecnym za waszą modlitwę: księdzu proboszczowi, prałatowi Romanowi Kubickiemu, ks. wikariuszowi Tomaszowi Rogozińskiemu oraz ks. Bogdanowi Reformatowi, ks. Markowi Kapelańskiemu, wszystkim obecnym tutaj kapłanom, a zwłaszcza ks. Wojciechowi Muellerowi, postulatorowi procesu beatyfikacyjnego ks. Aleksandra Woźnego oraz ks. Stanisława Streicha, osobom życia konsekrowanego, przedstawicielom władz samorządowych, członkom Parafialnej Rady Duszpasterskiej i Parafialnej Rady Ekonomicznej, Żywemu Różańcowi Matek i Ojców, Caritas Parafialnej, Nadzwyczajnym szafarzom, Rycerzom św. Jana Pawła II,  ministrantom, służbie liturgicznej, scholce, członkom pocztów sztandarowych, wszystkim parafianom i gościom. Nie zapominajmy też o modlitwie za zmarłych proboszczów, wikariuszy i parafian.

Módlmy się:

Chryste, Najwyższy Arcykapłanie,
Ty przelałeś Swoją Najświętszą Krew na odpuszczenie grzechów i poleciłeś, aby Kościół składał ją Ojcu w ofierze. Przyjmij do grona Błogosławionych Twego Sługę, kapłana Stanisława. Jemu dałeś palmę męczeństwa, aby jego krew, przelana w Twojej świątyni, umacniała ludzi w wierze. Niech zasługa wiary i męczeńskiej śmierci kapłana Stanisława wyjedna nam łaskę wierności Tobie,
który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.