Homilia: Posłał mnie, aby pocieszać zasmuconych. Msza Święta Krzyżma. Wielki Czwartek (Katedra Poznańska – 9.04.20209; TVP3)

09-04-2020
247

Abp Stanisław Gądecki

Posłał mnie, aby pocieszać zasmuconych. Msza Święta Krzyżma. Wielki Czwartek (Katedra Poznańska – 9.04.20209; TVP3)

Drodzy Bracia w biskupstwie i kapłaństwie,

Osoby życia konsekrowanego,

Wszyscy Widzowie uczestniczący we Mszy św. Krzyżma za pomocą Polskiej Telewizji,

Skąd jesteś? – pyta każdego z nas dzisiaj poeta. „Skąd jesteś? Z Ziemi Świętej, gdzie jagody winne, psalmy, jadło, napoje… i milczenie inne” (ks. Jan Twardowski, Miłość miłości szuka). Stamtąd, z jerozolimskiego Wieczernika dotarły do nas dwa największe dary naszego Zbawiciela: Eucharystia i Kapłaństwo; oba dary ściśle ze sobą powiązane.

Dlatego w każdy Wielki Czwartek – w zwyczajnych okolicznościach – kapłani wszystkich diecezji na świecie gromadzą się wokół biskupa na wspólnym sprawowaniu Eucharystii. Tego dnia ponawiają też swoje przyrzeczenia złożone w dniu święceń kapłańskich. Tak wspólna Eucharystia, jak i odnowienie przyrzeczeń pozwalają nam odnaleźć się razem w tajemnicy jedynego, wiecznego Kapłaństwa  Chrystusa, w którym wszyscy uczestniczymy.

W tym roku jednak – po raz pierwszy – nasze wspólne spotkanie jest niemożliwe. Polscy kapłani – podobnie jak w czasie wojny – nie mogą przybyć do katedry i razem ze swoimi biskupami dziękować za Eucharystię i Kapłaństwo. Jedna epidemia pokrzyżowała plany wszystkich. Ci kapłani, którzy każdego roku przybywali na tę chwilę do katedry, teraz posmutnieli. Być może dopiero dzięki epidemii wyraźniej uświadomiliśmy sobie, jak wielkim dobrem jest wspólnota kapłanów. I chociaż wyznaczyliśmy sobie w diecezjach inny dzień naszego spotkania celem odnowienia przyrzeczeń kapłańskich, to jednak w głębi serca doświadczamy, że zostaliśmy pozbawieni czegoś niezwykle cennego, co nie zawsze docenialiśmy w wystarczający sposób.

Mimo tego, chciałbym w dzisiejszych okolicznościach – w duchowej łączności z jerozolimskim Wieczernikiem i dla pożytku samych kapłanów – powiedzieć kilka słów o dwóch sprawach: o celibacie kapłańskim oraz o wyzwaniach, jakie stawia przed kapłanami panująca obecnie w Polsce epidemia. Inaczej mówiąc – najpierw o znaku kapłańskiej miłości otwartej na wszystkich, a następnie – o konkretnej formie realizacji tej miłości.

1.       CELIBAT KAPŁAŃSKI

Pierwszym tematem jest kapłański celibat. Wiemy, że od dnia 30 stycznia tego roku rozpoczęła się w Niemczech tzw. „droga synodalna”, czyli debata duchownych i świeckich na temat podziału władzy w Kościele, nowych urzędów dla kobiet, opcjonalnego wyboru celibatu i możliwości zmian w katolickiej etyce seksualnej. Nie tylko bliskość terytorialna, ale i mnogość kontaktów wzajemnych między naszymi krajami sprawia, że w tych okolicznościach także polscy kapłani powinni dogłębnie przemyśleć, czym jest dla nas kapłański celibat. I nie idzie tu tylko o niemiecką drogę synodalną, nie tylko o debatę wokół synodu o Amazonii, ale także o naszą własną drogę.

W tej kwestii wypada rozpocząć od zwrócenia uwagi na to, że dzisiejszy kapłan winien być nie tylko człowiekiem wykształconym, wyróżniającym się szacunkiem dla wiernych, ale najpierw i przede wszystkim człowiekiem wyróżniającym się – dzięki gorliwej praktyce celibatu – jak najściślejszym utożsamieniem się z Chrystusem.

a.       Wiemy, że najważniejszym uzasadnieniem celibatu nie są żadne racje pragmatyczne, lecz życie samego Jezusa. Celibat kapłański nie wynika bowiem z jednej z rad ewangelicznych (czystości, ubóstwa, posłuszeństwa), ale z podobieństwa urzędu pasterskiego do sposobu życia Jezusa, który swoje życie oddał za owce i przez całe swoje życie zachowywał stan dziewiczy, całkowicie poświęcając się służbie Bogu i ludziom. Stąd ontologiczny związek między kapłaństwem a celibatem (kard. Robert Sarah z Benedyktem XVI Josephem Ratzingerem, Z głębi naszych serc, Warszawa 2020, s.79.109.138).

Zachowanie czystości przez Jezusa – rzadko spotykane w starotestamentalnej praktyce – szybko wprowadziło uczniów w zdumienie. Gdy więc Jezus poruszył temat nierozerwalności małżeństwa: „Rzekli Mu uczniowie: ‘Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić’. Lecz On im odpowiedział: ‘Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa (ευνουχοι), którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa (ευνουχοι), których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni (ευνουχοι), którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni (ευνουχισαν εαυτους). Kto może pojąć, niech pojmuje!’” [ο δυναμενος χωρειν χωρειτω] (Mt 19,10-12).

To Jezusowe stwierdzenie jest radą, która odnosi się tylko do „niektórych”. Do tych mianowicie, którzy „mogą pojąć”. A „mogą ją pojąć” ci, „którym jest to dane”. Te słowa podkreślają wyraźnie moment osobistego wyboru, a równocześnie dar szczególnej łaski, jaką otrzymuje człowiek po to, aby mógł dokonać takiego właśnie wyboru.

Bezżenność dla królestwa niebieskiego – jako owoc charyzmatycznego wyboru – pozostaje wyjątkiem w obliczu stanu małżeńskiego, który jest zwyczajnym sposobem bytowania człowieka na ziemi. W obu przypadkach, tj. w przypadku braków wrodzonych („trzebieńcy, którzy takimi się z żywota matki narodzili”) oraz braków spowodowanych przez działanie człowieka („trzebieńcy, których takimi ludzie uczynili”) idzie o stan przymusowy, niedobrowolny. Natomiast w trzecim przypadku Jezus mówi o „trzebieńcach dla królestwa niebieskiego”, ażeby uwydatnić dobrowolny i nadprzyrodzony charakter tego stanu. Jest to stan dobrowolny, gdyż bezżenni tej kategorii „sami się takimi uczynili”. Jest to stan nadprzyrodzony, ponieważ uczynili to „dla królestwa niebieskiego”.

Wszystkich bezżennych „dla królestwa niebieskiego” Zbawiciel wzywa do podejmowania bardzo trudnych prac apostolskich, złączonych z wieloma niewygodami, jakie trzeba dobrowolnie znosić, aby tym sposobem głębiej uczestniczyć w Jego własnym losie (por. Paweł VI, Sacerdotalis caelibatus, 22Mężczyzną i niewiastą stworzył ich…, tom 3: Chrystus odwołuje się do zmartwychwstania). A jednocześnie wszystkim tym, którzy dla królestwa Bożego opuścili dom, rodzinę, żonę, dzieci – Zbawiciel obiecuje obfite dary (Łk 18,29-30).

b.       Zdumiewające jest to, że Ewangelista Mateusz nie odnotował żadnej natychmiastowej reakcji uczniów na te słowa wypowiedziane przez Jezusa (Mt 19). Z wyraźną reakcją spotkamy się natomiast w pismach apostolskich, a zwłaszcza w pismach Apostoła Pawła. Jest to pośredni dowód na to, że słowa te zapadły głęboko w świadomość pierwszego pokolenia uczniów. O kim bowiem, jeśli nie o Jezusie można powiedzieć, że żył On bezżenny „dla królestwa niebieskiego”? Co zaś odnosi się do Niego, odnosi się także do tych, którzy w Kościele sprawują posługę kapłańską: „Gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa” (J 12,26). Ci, którzy dokonują takiego wyboru jak Jezus, robią to nie tylko w tym celu, aby uczestniczyć w zadaniu kapłańskim jakie spełnia Chrystus, ale również, aby wieść taki sam rodzaj życia.

Paweł Apostoł powie o tych, którzy wybierają małżeństwo, że „dobrze” czynią, natomiast o gotowych żyć w dobrowolnym bezżeństwie powie, że czynią „lepiej” (por. l Kor 7,38). Owa „wyższość” bezżenności w stosunku do małżeństwa nie oznacza – w autentycznej Tradycji Kościoła – jakiegoś upośledzenia małżeństwa czy pomniejszenia jego wartości. Nie oznacza też poparcia dla takich sposobów wartościowania lub działania, które mają swoją podstawę w manichejskim rozumieniu ciała i płci, małżeństwa i rodzicielstwa. Ewangeliczna i autentycznie chrześcijańska „wyższość” dziewictwa i bezżenności, jest podyktowana względem na Królestwo niebieskie. Dlatego – uczy św. Jan Chryzostom – ten, kto  przystępuje do kapłaństwa, winien być czysty jakby gdyby mieszkał w niebie (De sacerdotio, 1, III, 4).

A chociaż kapłaństwo ze swej istoty nie domaga się dziewictwa – jak to się wynika z praktyki Kościoła pierwotnego i tradycji Kościołów wschodnich (DK, 16) – to jednak Sobór Watykański II nie zawahał się potwierdzić prastare prawo celibatu kapłańskiego, wyjaśniając przyczyny, które za nim przemawiają: „Przez dziewictwo zaś lub celibat zachowywany ze względu na Królestwo niebieskie, prezbiterzy są poświęcani Chrystusowi z nowych i wyjątkowych powodów, łatwiej, niepodzielnym sercem trwają przy Nim, z większą swobodą w Nim i przez Niego poświęcają się służbie Boga i ludzi, sprawniej służą Jego Królestwu i dziełu nadprzyrodzonego odrodzenia i stają się w ten sposób zdatniejszymi do przyjęcia szerszego ojcostwa w Chrystusie. W ten sposób więc wyznają przed ludźmi, że chcą się poświęcić niepodzielnie powierzonemu sobie zadaniu, a mianowicie poślubienia wiernych jednemu mężowi i okazania ich Chrystusowi jako dziewicę czystą. I tak przywołują na pamięć to tajemnicze małżeństwo ustanowione przez Boga i mające w przyszłości być w pełni objawione, przez które Kościół posiada jedynego Oblubieńca Chrystusa. Stają się oni ponadto żywym znakiem tego przyszłego świata, obecnego już przez wiarę i miłość, w którym synowie zmartwychwstania ani nie wychodzą za mąż, ani się żenią” (Presbyterorum ordinis, 16). Ten ścisły związek między dziewictwem Jezusa a dziewictwem stanu kapłańskiego pozwala nam łatwiej uczestniczyć w godności i zadaniach Chrystusa, wiecznego Kapłana.

Rady apostoła Pawła ofiarują jeszcze inne argumenty na rzecz celibatu kapłańskiego: „Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie” (1 Kor 7,32-33). Towarzyszą temu – zdaniem apostoła nieuniknione „udręki w ciele” [θλιψιν δε τη σαρκι] i „rozterki” [μεριμνα] (1 Kor 7,31.34).

„Nie wystarczą tu jednak zwykłe racje pragmatyczne, wynikające z potrzeby większej dyspozycyjności: dysponowanie większą ilością czasu mogłoby łatwo przerodzić się w również pewną formę egoizmu, pozwalającą oszczędzić sobie ofiar i trudów, jakich wymaga wzajemna akceptacja i wzajemne wspieranie się w małżeństwie. Mogłoby zatem prowadzić do zubożenia duchowego lub zatwardziałości serca” (kard. Robert Sarah z Benedyktem XVI Josephem Ratzingerem, Z głębi naszych serc, Warszawa 2020, 134).

c.       Celibat z wyboru zawsze był uważany za znak „większej” miłości; znak miłości nie znającej żadnych wyjątków i bodziec do miłości otwartej na wszystkich. Kapłan bowiem podejmuje celibat nie dlatego, że ludzka płodność jest zła, ale dlatego, by mógł poświęcić się wyższej formie płodności, tj. rodzeniu dzieci duchowych. By mógł służyć przyprowadzaniu do Chrystusa tych, którzy Go nie znają. Pomagać odradzaniu w Chrystusie tych, którzy zginęli na skutek grzechu. We wzbudzaniu większej gorliwości pośród tych, którzy kochają Chrystusa. Inaczej mówiąc, energia, jaka zostałaby spożytkowana w małżeństwie służbie ciału, zostaje przekształcona tak, aby służyć rodzeniu w Duchu (por. abp Fulton Sheen, Kapłan nie należy do siebie, Sandomierz 2018, s. 89). Stąd jakieś podobieństwo kapłana do Boga: „od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi” (Ef 3,15).

Zafascynowany Chrystusem kapłan (Flp 3,12) – i tak przez Niego prowadzony, aby mógł dla Niego poświęcić wszystkie swoje siły – staje się bardziej podobny do Chrystusa dzięki tej miłości, jaką wiekuisty Kapłan umiłował Kościół, swoje Ciało, poświęcając dla tego Kościoła całego siebie  (por. Paweł VI, Sacerdotalis caelibatus, 26). Jan Paweł II podkreślał, iż celibat nie jest tylko jakimś ‘prawnym dodatkiem’ do sakramentu kapłaństwa, ale jest dojrzałym zaangażowaniem osobowym w stosunku do Chrystusa i Kościoła. Kapłaństwo nie jest funkcją, lecz stanem życia (kard. Robert Sarah z Benedyktem XVI…, s.124).

Celibat jest znakiem wolności, która służy Bogu i innym. Powołanie duszpasterskie kapłanów z reguły jest powiązane ze służbą określonej wspólnocie ludu Bożego, w której każdy czeka na pamięć, na troskę, na miłość. Serce kapłana – aby było gotowe do takiej służby, do takiej troski i do takiej miłości – musi być wolne. W tym sensie kapłaństwo hierarchiczne czyli „służebne” jest właśnie – według tradycji naszego Kościoła – jak najściślej podporządkowane powszechnemu kapłaństwu wiernych.

W odróżnieniu od zobowiązania się do wypełniania trzech rad ewangelicznych, dzięki czemu niektórzy realizują swój osobisty charyzmat składając śluby zakonne, kandydat do kapłaństwa – ufając w pomoc Bożą – podejmuje prostą decyzję, zgadza się na przyjęcie tej formy życia ze względu na sprawowanie posługi kapłańskiej. Kiedy kapłan porzuca swoją posługę lub zostaje z niej usunięty, jeśli to możliwe, otrzymuje dyspensę od swojego dobrowolnego zobowiązania – w odróżnieniu od sytuacji kobiet i mężczyzn stanu zakonnego – nie można tu jednak powiedzieć, że złamał on śluby (por. kard. Gerhard Ludwig Müller, Listy o kapłaństwie, Kraków 2019, 236-237).

c.       Papież Paweł VI nie wierzył w to, że zniesienie celibatu kościelnego przyniesie wzrost liczby powołań kapłańskich. Dzisiejsza praktyka innych Kościołów i wspólnot religijnych, które zezwalają swoim duchownym na zawieranie małżeństwa wskazuje na coś wręcz przeciwnego. Przyczyn zmniejszania się liczby powołań do kapłaństwa trzeba szukać gdzie indziej. Leżą one w tym, że – tak w jednostkach, jak i w rodzinach – wygasł prawie całkowicie zmysł spraw boskich i świętych i że prawie wcale nie docenia się dziś Kościoła, który mocą swego posłannictwa troszczy się o zbawienie ludzi przez wiarę i sakramenty (por. Paweł VI, encyklika Sacerdotalis caelibatus, 49). Przyczyną mniejszej liczby powołań nie jest to, że w Kościele zaginęły charyzmaty, lecz to, że przestrzeń dla rozwoju charyzmatu została zamknięta (Joseph Ratzinger, Opera Omnia: Głosiciele Słowa i słudzy waszej radości, Lublin 2012, s. 147).

Nie sądzę – mówił podczas synodu amazońskiego bp de Queiroz Vieira – by to celibat był głównym problemem na drodze budzenia nowych powołań kapłańskich. Istnieją inne problemy, jak nasza niespójność życia i niewierność. Potrzeba więc prostoty życia, głoszenia prawdy ewangelijnej, współczucia i bliskości z cierpiącymi, zdolności do ofiary. Mimo różnych przejawów słabości i załamań poszczególnych kapłanów, jesteśmy świadomi tego, że przechowujemy ten skarb w naczyniach glinianych, lecz jednocześnie wiemy, że jest to „skarb”. To, że nie wszyscy są święci czy to, że popadli w różne formy klerykalizmu jest smutne i zasługuje na potępienie, jednakże jedno drzewo nie może nam przysłaniać całego lasu – mówił kard. Marc Ouellet.

Celibat dobrze przeżywany jest koniecznym świadectwem w obliczu współczesnej, panseksualnej kultury, która z jednej strony podejmuje różne akcje w imię moralności, a z drugiej strony nieustanie rozbudza potrzeby seksualne, nawet pośród dzieci. Pokolenia superaktywne w sensie seksualnym są bowiem obiektem łatwiejszych manipulacji ideologicznych i źródłem większych zysków. Celibat jest atakowany, bo – mimo różnych swoich niewierności – jest on świadectwem tego, że można żyć w czystości. A takie świadectwo jest bardzo ważne także dla małżonków, którzy pragną pozostać wiernymi  sobie i żyć w harmonii z nauką katolicką.

Im bardziej w dzisiejszym świecie doskonała powściągliwość jest uważana przez wielu za niemożliwą, tym wytrwalej prezbiterzy powinni – wraz z Kościołem – wypraszać sobie łaskę wierności, używając wszelkich pomocy – tak nadprzyrodzonych, jak i naturalnych – jakie są dla wszystkich dostępne. Modlitwa, połączona z sakramentami Kościoła i ascezą będzie – pośród trudności – umacniać naszą nadzieję, dodawać ufności i odwagi do potwierdzenia naszego wyboru, zawsze pamiętając o tym, że przyszłość kapłaństwa kryje się w radykalizmie ewangelicznym.

2.       CZAS EPIDEMII

a.       Druga sprawa to epidemia i nasza na nią reakcja. W Izajaszowej „Księdze Pocieszenia” (Iz 40-66) pojawia się proroctwo skierowane do ludu Izraela przebywającego na wygnaniu. Prorok pociesza naród izraelski zapowiedzią wyzwolenia, radosnego powrotu do ojczyzny, odnowienia ludu Bożego, Jerozolimy i świątyni. Zapowiada nadejście Pomazańca, który tak mówi o sobie:

„Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać razy serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski u Pana, i dzień pomsty dla naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych, …” (Iz 61,1-2).

To proroctwo zrealizowało się już w czasach perskich, w V wieku przed Chr., gdy po decyzji króla perskiego Cyrusa (Ezd 1,1-4) Żydzi powrócili z Babilonu do Jerozolimy (458 przed Chr.). W tym czasie narodziła się ta szczególna forma życia żydowskiego, nazywana dzisiaj judaizmem.

b.       Jednakże Izajaszowa zapowiedź królestwa Bożego wykracza daleko poza czysto historyczne ramy VI i V w. przed Chr., bo pocieszenie ograniczone do doczesności jest zawsze przemijające. Dlatego autor Mądrości Syracha dopatrzy się w tym proroctwie nie tylko ziemskiej, ale i eschatologicznej pociechy dla ludu Bożego: „Wielkim duchem ujrzał rzeczy ostateczne i pocieszył lamentujących na Syjonie” – powie autor natchniony (Syr 48,24).

Te rzeczy ostateczne wypełnił Pan Jezus, który w synagodze nazaretańskiej powiedział: „Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ mnie namaścił i posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,19-19). To, co Izajasz powiedział o swoich czasach, w rzeczywistości wypełniło się w Jezusie i odnosiło do Niego. To On sprawił, że ślepi widzą, chromi – chodzą, a ubodzy po dziś dzień – słyszą Dobrą Nowinę.

c.       A jaka rola – w świetle Izajaszowego proroctwa oraz panującej epidemii – przypada nam dzisiaj? Jest to podobna rola do tej, jaką pełnił nasz Zbawiciel: „Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać razy serc złamanych, […] pocieszać wszystkich zasmuconych,…” (Iz 61,1-2).

Gdzie więc panuje przygnębienie, rozdrażnienie, depresja, jaką wywołuje w człowieku i społeczeństwie epidemia, tam rodzi się szczególne wyzwanie dla nas biskupów i kapłanów. Gdy ludzie pytają: dlaczego dobry Bóg dopuszcza na nas zło? Dlaczego koronawirus?, kapłan – idąc za głosem Ducha Świętego – nie może popełnić błędu, bo brak właściwej odpowiedzi na te pytanie jest najczęstszą przyczyną porzucenia wiary przez ludzi.

Dlaczego Pan Bóg nie eliminuje choroby i cierpienia, dlaczego nie eliminuje zła? Starożytna, ateistyczna odpowiedź brzmi: ponieważ Bóg nie troszczy się o nic. Epikur uczył: „Albo Bóg chce usunąć zło, a nie może, albo może, a nie chce, albo ani nie chce, ani nie może, albo i chce i może. Jeśli chce, a nie może, to znaczy, że jest niedołężny, co nie może dotyczyć Boga. Jeżeli może, a nie chce, tzn. że jest zawistny, co również nie może być cechą Boga. Jeżeli ani nie chce, ani nie może, jest zawistny i niedołężny, przeto nie jest Bogiem. Jeżeli chce i może – co jedynie przystoi Bogu – skąd więc zło? Albo dlaczego go nie usuwa?” (w: Laktancjusz, O gniewie Boga, XIII).

Klasyczną chrześcijańską odpowiedź na ten ateistyczny zarzut znajdziemy u Laktancjusza, który uczy: „Pan Bóg może cokolwiek zechce i nie ma w nim żadnego niedołęstwa, lub zawiści. Bóg może więc usunąć zło, lecz nie chce. A nie usuwa dlatego, ponieważ dał człowiekowi mądrość. Gdy Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo wlał mu jednocześnie mądrość, polegającą na odróżnianiu tego co dobre, od tego, co złe. Gdyby usunął zło, musiałby jednocześnie usunąć ludzką mądrość, czyli zdolność rozróżniania dobra i zła i wybierania tego, co dobre. Wszystko zatem istnieje ze względu na człowieka, tak zło jak i dobro. Inaczej mówiąc, Pan Bóg pozostawia człowiekowi wolność”.

W rzeczy samej, z tego właśnie powodu Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński mógł powiedzieć:

„Największa nieznana człowieka: serce.

Tak wspaniałe, że Bóg o nie zabiega.

Tak potężne, że może oprzeć się miłości Wszechmocnego.

Tak mdłe, że chwyta je w sieci niejedna słabość.

Tak szalone, że może zburzyć wszystko szczęście i wszelki ład.

Tak wierne, że nie zdoła go zrazić nawet przewrotna niewierność.

Tak naiwne, że idzie na lep każdej słodyczy.

Tak pojemne, że pomieści w sobie wszystkie sprzeczności”.

(kard. Stefan Wyszyński, Stoczek, 1 czerwca 1954).

Jak my – jako kapłani – możemy wzmocnić ludzką wolność w człowieku w czasie pandemii? Możemy to uczynić tylko i wyłącznie w pełnym poddaniu się kierownictwu Ducha Świętego. Praktyczne rady w tym względzie daje nam św. Augustyn. Ten Doktor Kościoła radzi: Należy „upominać niezdyscyplinowanych, pocieszać małodusznych, podtrzymywać słabych, zbijać argumenty przeciwników, strzec się złośliwych, nauczać nieumiejętnych, zachęcać leniwych, mitygować kłótliwych, powstrzymywać ambitnych, podnosić na duchu zniechęconych, godzić walczących, pomagać potrzebującym, uwalniać uciśnionych, okazywać uznanie dobrym, tolerować złych i [niestety!] kochać wszystkich”. W trudnej sytuacji mamy przekazywać nadzieję, która rodzi się z wiary.

Drodzy bracia w biskupstwie i kapłaństwie, nasza praca duszpasterska domaga się tego, abyśmy zawsze byli – także w obecnych okolicznościach – blisko ludzi i blisko wszystkich spraw ludzkich niezależnie od tego, czy będą to sprawy osobiste, rodzinne, czy społeczne. Abyśmy byli blisko tych spraw na sposób kapłański. Tylko wtedy będziemy sobą; tylko wtedy będziemy wierni naszemu własnemu powołaniu. Naszym zadaniem jest służyć ludziom w wymiarach „doczesności”, ale zawsze w tej perspektywie, która jest ostateczna; która jest perspektywą zbawienia wiecznego. Nasi bracia w wierze, a nawet niewierzący oczekują od nas, że tę perspektywę potrafimy im zawsze ukazać, że będziemy jej autentycznymi świadkami, że będziemy szafarzami łaski (por. Jan Paweł II, List do kapłanów na Wielki Czwartek – 1979).

ZAKOŃCZENIE

Na koniec, dziękuję wszystkim polskim kapłanom za niezmienne pełnienie posługi kapłańskiej i celebrowanie liturgii mimo braku wiernych w kościołach. Dziękuję w szczególności za sprawowanie sakramentu pokuty. Serdecznie dziękuję za wszystkie inicjatywy charytatywne, jakie pojawiły się w tym czasie w Kościele (zbiórki żywności, za kampanię #PomocDlaSeniora i #WdzięczniMedykom, spontaniczne zbiórki na respiratory organizowane przez kapłanów, za Kapłańską Jałmużnę Postną i zbiórki na pomoc szpitalom celem zakupu sprzętu medycznego, za telefony i infolinie dla tych, którzy potrzebują duchowego wsparcia).

Nie zapominajmy o naszych chorych współbraciach, a także o starszych kapłanach, którzy – mimo wielu dolegliwości – pamiętają o nas i wstawiają się za nami.

Nie zaniedbujmy duszpasterstwa powołaniowego. Sługa Boży abp Fulton Sheen – powołując się na badania statystyczne – powiedział, że ponad 50 % chłopców w wieku 13-14 lat żywi pragnienie kapłaństwa, lecz jedno ostre słowo kapłana może zniszczyć każde powołanie.

Dziękuję każdemu z Was za dzisiejszą wspólnotę duchową i trwanie przed telewizorami mimo przydługiego kazania. Maryi, Matce Kapłanów powierzam każdego z was i waszą codzienną posługę. Niech Ona pozwoli nam służyć Bogu i ludziom z coraz większą wiarą i gorliwością. Niech przypomina nam, że Kościół przeżył już w swoich dziejach niejedną epidemię. I niech nam pozwoli powtórzyć: „Nie bójcie się!” (Mt 28,5). „Wszystkie troski wasze przerzućcie na [Boga], gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5,7). Amen.