Homilia: Spotkanie z Polonią w Niemczech, Kolonia, 4.03.2018 r.

04-03-2018
248

III niedziela Wielkiego Postu – B, Kolonia, 4 marca 2018 r.

Bp Artur G. Miziński
„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie”

Drodzy Bracia w Chrystusowym kapłaństwie, szanowni przedstawiciele władz Rzeczpospolitej Polskiej, szanowni Organizatorzy dzisiejszej uroczystości, kochani Siostry i Bracia, szczególnie Wy, którzy od lat tworzycie wspólnotę Polonii na terenie Niemiec. Wielki Post jest czasem, w którym jesteśmy wezwani do szczególnej refleksji nad naszym życiem, nad naszą wiarą, nad tym, kim jesteśmy, skąd wyszliśmy i dokąd zmierzamy. Żyjąc w ustawicznym pośpiechu i zabieganiu, coraz mniej – niestety – mamy czasu na tego rodzaju przemyślenia. Wiele naszych błędnych zachowań, wiele naszych grzechów jest owocem braku zastanowienia się, nieprzemyślanych słów i postaw, czasem wręcz pośpiesznego, bezmyślnego działania. Potrzebujemy tego czasu, aby zrobić dokładny rachunek sumienia, w którym postawimy sobie – może już po raz kolejny – zasadnicze pytania o cele naszego życia, o sens wydarzeń i spraw, które uważamy za najważniejsze, ale także o hierarchię wartości, którą kierujemy się w codziennych wyborach.

Oprócz właściwego dla takiej refleksji okresu Wielkiego Postu wzywa nas do tego także to szczególne miejsce i świątobliwa królowa Rycheza, której doczesne szczątki są czczone w tej katedrze od wieków. Ale przede wszystkim do zastanowienia się nad tym co najważniejsze w naszym życiu wzywa nas słowo, które Bóg kieruje do nas w dzisiejszej liturgii. W tej Bożej mowie pojawiają się dziś trzy zasadnicze terminy: dekalog, krzyż i świątynia.

Najpierw Dekalog. Fragment wyjęty z Księgi Wyjścia przypomina nam dziesięć słów, dziesięć Bożych przykazań. Jakże często stają się one fundamentem naszego rachunku sumienia. Ileż konkretnych pytań o stan naszej duszy, wiary, życia można postawić na bazie Dekalogu? My jednak zatrzymamy się dzisiaj jedynie na ukazaniu wielkiej wartości tych Słów w życiu człowieka i społeczeństw oraz na pierwszym przykazaniu Dekalogu: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie”.

Święty Jan Paweł II w jednym ze swoich rozważań powiedział: „«Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną». To pierwsze słowo Dekalogu, pierwsze przykazanie, od którego zależą wszystkie dalsze przykazania. Całe prawo Boże – wypisane niegdyś na kamiennych tablicach, a równocześnie wypisane odwiecznie w sercach ludzkich. Tak, że i ci, co nie znają Dekalogu, znają jego istotną treść. Bóg głosi prawo moralne nie tylko słowami Przymierza – Starego Przymierza z góry Synaj i Chrystusowej Ewangelii – głosi je samą wewnętrzną prawdą tego rozumnego stworzenia, jakim jest człowiek” (Homilia podczas Mszy św. w Koszalinie, 1 czerwca 1991 r.). Tak, także ci, którzy nie znają słów Dekalogu czy Ewangelii Chrystusowej, dzięki swojej rozumnej naturze, są w stanie rozpoznać to podstawowe moralne prawo, prawo natury i jego obowiązywalność, w relacji do wszystkich. Innymi słowy – jest ono wypisane w naszych sercach, jest częścią nas.

Chrystus streszcza to prawo Dekalogu w jednym przykazaniu miłości Boga i bliźniego (Mt 22, 37-39). I w ten sposób Dekalog zostaje potwierdzony przez Niego, jako „moralny fundament Nowego Przymierza zawartego w Jego Krwi”.

Drogie Siostry i Bracia, to Boże prawo zostało dane człowiekowi i dla człowieka – dla jego dobra. Mówił dalej św. Jan Paweł II we wspomnianym rozważaniu: „Jeśli człowiek burzy ten fundament, szkodzi sobie: burzy ład życia i współżycia ludzkiego w każdym wymiarze. Zaczynając od wspólnoty najmniejszej, jaką jest rodzina, i idąc poprzez naród aż do tej ogólnoludzkiej społeczności, na którą, składają się miliardy ludzkich istnień” (Homilia podczas Mszy św. odprawionej w Koszalinie, 1 czerwca 1991 r.).

Słuchając tych słów z Księgi Wyjścia trzeba ponownie uświadomić sobie tę prawdę i postawić pytanie: na ile dzisiaj Boże prawo jest respektowane, szanowane i chronione w naszym życiu, w każdym ze wspominanych przez świętego papieża wymiarów? Współczesny świat stawia przed nami wiele trudności w życiu osobistym i społecznym. Żyjemy w ciągłej niepewności i zagrożeniu, nawet w tak podstawowym aspekcie, jakim jest nasze pokojowe współistnienie. Warto może w tej sytuacji, zanim będziemy pytać Boga gdzie jest i czemu na to zezwala, zapytać się: co uczyniliśmy z Jego prawem w naszym życiu, w naszej cywilizacji? Jakie miejsce dajemy Jemu i na ile uwzględniamy Jego plany, by ta trudna rzeczywistość naszego życia wróciła do pierwotnej równowagi? Na ile mamy prawo pytać Boga – dlaczego? A na ile powinniśmy powiedzieć raczej: zgrzeszyliśmy, odeszliśmy od Ciebie, odrzuciliśmy Twoje prawo, znaleźliśmy sobie innych bogów. I wołając z głębokim żalem i skruchą: „przebacz Panie, przebacz ludowi Twojemu i nie bądź na nas zagniewany na wieki”, starać się powrócić do Jedynego Boga, Boga Abrahama, Boga Izaaka, Jakuba – Boga Jezusa Chrystusa.

„Jam jest Pan Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej z domu niewoli”. Zanim Bóg przekazał Izraelowi przykazania tymi właśnie słowami wyjaśnił ich najgłębszy sens: On jest Bogiem, On chce być ich Bogiem, a zachowywanie przykazań będzie potwierdzeniem, że lud rzeczywiście przyjmuje Go jako „swojego” Boga. To Bóg czyni pierwszy krok – wybawia, wyprowadza swój lud z niewoli egipskiej. Dopiero potem daje przykazania. Tak jakby chciał powiedzieć: Byliście niewolnikami, ale dzięki mnie jesteście już wolni. Dziś zaś daję wam przykazania, abyście zachowując je pozostali naprawdę wolni. Tak kochani, przykazania nie są przeszkodą na drodze do wolności, ale stoją na straży wolności każdego z nas.

Ten prolog pozwala nam lepiej odczytać i zrozumieć sens pierwszego przykazania: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie”. Jest ono wezwaniem do opowiedzenia się za jedynym prawdziwym Bogiem. Taki wybór pociąga zaś za sobą konieczność odrzucenia wszelkich bożków, więcej, odrzucenia wszystkiego, co mogłoby w naszym życiu Boga przesłonić, co mogłoby zepchnąć Go na jakieś dalsze miejsce. Bóg jest prawdziwie Bogiem naszego życia tylko wtedy, gdy jest na pierwszym miejscu.

W takiej perspektywie podstawową dla naszego życia staje się odpowiedź na następujące pytania: jakie miejsce w hierarchii wartości mojego życia zajmuje Bóg? Co lub kto przesłania mi Boga w moim życiu? Może to ja sam ze swoimi ambicjami, ze swoją pokusą pychy, ze swoim wybujałym egoizmem? A może poddałem się tak dalece innym, że to oni, a nie Bóg, kierują moim życiem? A może jestem niewolnikiem dóbr materialnych: zamiast one mi służyć, ja im służę?

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam bardzo jasno, co dzieje się z ludźmi, którzy poddali się takiej zniekształconej hierarchii wartości. Oto Jezus wchodzi do świątyni – do świętego domu Bożego i zamiast właściwej postawy modlitwy zastaje tam zwyczajne targowisko, gdzie nie ma miejsca dla Boga. Ważniejszy stał się pieniądz. Jest jakaś szczególna przewrotność w tym, kiedy człowiek zamienia to, co święte, na czysto doczesne wartości. Nic dziwnego, że Jezus dość radykalnie podejmuje próbę przywrócenia miejscu świętemu należnej mu powagi i znaczenia. Może i dzisiaj powinien wziąć do ręki sznur, by przypomnieć swoim wyznawcom, komu naprawdę powinni służyć?

Nie jest łatwo zachować dzisiaj tę chrześcijańską hierarchię wartości. Nie jest łatwo żyć tak, by Bóg zawsze pozostawał na pierwszym miejscu. Wokół nas pełno dzisiaj różnych wizji życia a współczesny świat wartości przypomina raczej targowisko aniżeli świątynię. Zawsze było tak, że chrześcijański system wartości był inny niż ten proponowany przez świat. Przypomina nam dzisiaj o tym św. Paweł w drugim czytaniu mówiąc: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani […] Chrystusem, mocą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi”.

Także dla nas Chrystus ukrzyżowany ma być jedyną świętością, jedynym punktem odniesienia w naszych postawach, w naszych wyborach, nawet jeśli i dzisiaj nie brakuje tych, którzy naśmiewają się z Niego, a krzyż chcą usunąć z wszelkiej przestrzeni publicznej. Nie brakuje tych, którzy wartości Ewangelii uznają za głupstwo i je odrzucają! Dramat współczesnego człowieka jest tym większy, że w ten sposób postępują także ci, którzy uważają się za uczniów Chrystusa.

Drodzy Siostry i Bracia, na początku naszego rozważania powiedzieliśmy, że do refleksji na ten temat zachęca nas także to miejsce, ta piękna katedra i spoczywająca w niej świątobliwa królowa Rycheza. Żyła ona w czasach tworzenia się Europy w oparciu o chrześcijańskie wartości. Dołączały do niej nowe narody – wśród nich naród polski. Książę Mieszko przez chrzest wprowadził swoich rodaków w świat kultury łacińskiej i uczynił ich obywatelami wspólnoty ludów chrześcijańskich. Na bazie chrztu została określona tożsamość naszego narodu i rodzącego się państwa. I oto w krótkim czasie od tych początków (25.12.1025) na polskim tronie pojawia się królowa Rycheza, żona Mieszka II. Pochodziła z rodziny, w której Bóg i Jego nauka zajmowały należne miejsce, o czym świadczy fakt, że jej siostry poświęciły się życiu zakonnemu, jeden z jej braci Herman – był arcybiskupem Kolonii, rodzice zaś hojnie wspierali Kościół.

Opuściła swoją Ojczyznę, aby poślubić Mieszka II. Ich małżeństwo było postrzegane jako umocnienie pokoju pomiędzy Polską a Niemcami. Jadąc do Polski zabrała ze sobą psałterz, pobożne księgi i relikwie. Wiedziała, że w jej nowej ojczyźnie chrześcijaństwo rozwija się od niedawna. Syn Rychezy i Mieszka – Kazimierz – odebrał gruntowne wykształcenie religijne w szkole klasztornej. Królowa chętnie fundowała kościoły zarówno w Polsce, jak i w Niemczech oraz wspierała instytucje kościelne. Po opuszczeniu Polski na skutek działań wojennych i politycznych zawirowań, w 1047 zamieszkała w klasztorze benedyktyńskim w Brauweiler koło Kolonii. Przebywała w nim aż do śmierci w 1063 roku. Lud uznał ją za błogosławioną. Została pochowana w kolegiacie Panny Marii ad Gradus w Kolonii, a po zburzeniu tej kolegiaty jej zwłoki zostały przeniesione w 1816 r. do tej właśnie katedry w Kolonii, gdzie spoczywają po dziś dzień w kaplicy chórowej, poświęconej św. Janowi Chrzcicielowi.

Była to niewątpliwie postać tragiczna. Jej ocenę należy jednak formować na tle wydarzeń historycznych i kultury tamtego okresu. Nie ulega wątpliwości, że była to postać nietuzinkowa. Cechowała ją nade wszystko umiejętność przepełniania świata wartościami chrześcijańskimi. „Dla wielu Polaków i Niemców Rycheza jest jednak przede wszystkim pierwszym pokojowym łączem między Polską a Niemcami, synonimem polsko-niemieckiej przyjaźni i kulturowych więzów, wzajemnego respektu i współpracy na królewskich i książęcych dworach” (Adam Gusowski, http://www.porta-polonica.de/pl/Atlas-miejsc-pamięci).

Dzisiaj my – wy w sposób szczególny – jesteście tymi, którzy, można by rzec, spłacają dług wdzięczności zaciągnięty przed wiekami. Wasza tu obecność, pokojowa, braterska współpraca, chrześcijańskie świadectwo życia, budowanie rodzinnych więzi, a nade wszystko troska o przepajanie codziennego życia chrześcijańskimi wartościami to najpiękniejsze dary dla narodu i państwa, które stało się dla Was drugą Ojczyzną, ale jednocześnie wyraz pamięci o polskich korzeniach i polskiej tożsamości.

Takich postaw, takiego świadectwa życia bardzo potrzebuje dziś zjednoczona Europa, która w zamyśle Ojców Założycieli miała być oparta na chrześcijańskich wartościach. Tożsamości naszego kontynentu nie da się zrozumieć bez chrześcijaństwa. To z niego wyrosła i dojrzała cywilizacja starego kontynentu, jego kultura, jego dynamika, jego przedsiębiorczość, jak nauczał Jan Paweł II (por. Jan Paweł II Akt Europejski Santiago De Compostela, 9.11.1982r.).

Taka wizja zjednoczonej Europy była u jej początków, a co z tej wizji spójnej z Bożym prawem zostało dzisiaj? Dziś, dla przykładu, zarówno w Traktacie Lizbońskim, w Karcie Praw Podstawowych jak i w projekcie Eurokonstytucji brak jest odniesienia do Boga i wartości chrześcijańskich. Zastąpiono je zwrotem o kulturowym, religijnym i humanistycznym dziedzictwie. Czy nie jest to odcinanie się od chrześcijańskich korzeni? Czy patrząc na współczesną zlaicyzowaną Europę, która znajduje coraz to nowe sposoby, by odwrócić się od Boga i zepchnąć religię do sfery prywatnej, serca nasze nie napełniają się smutkiem? Z drugiej zaś strony trzeba nam pamiętać, że dzisiaj to na nas spoczywa odpowiedzialność za kształt naszego kontynentu. Dlatego musimy troszczyć się, aby tu i teraz, w świecie, w którym żyjemy Bóg był na pierwszym miejscu a zasadą życia społecznego i gospodarczego była sprawiedliwość, solidarność oraz miłość.

Pozwólcie Kochani, że w tym miejscu przytoczę słowa św. Jana Pawła II z Aktu Europejskiego z Santiago de Compostela z 9 listopada 1982 r. Wołał wtedy papież do Europy: „Ja, biskup Rzymu i pasterz Kościoła powszechnego, z Santiago kieruję do ciebie, stara Europo, wołanie pełne miłości: Odnajdź siebie samą! Bądź sobą! Odkryj swoje początki. Tchnij życie w swoje korzenie. Tchnij życie w te autentyczne wartości, które sprawiały, że twoje dzieje były pełne chwały, a twoja obecność na innych kontynentach dobroczynna. Odbuduj swoją jedność duchową w klimacie pełnego szacunku dla innych religii i dla prawdziwych swobód. Oddaj cesarzowi to, co cesarskie, Bogu zaś to, co Boskie. (…) Możesz jeszcze być latarnią cywilizacji i bodźcem postępu dla świata” (Jan Paweł II Akt Europejski Santiago De Compostela, 9.11.1982r.).

Kochani wszelką przemianę trzeba nam zaczynać od siebie, od przemiany naszych serc, naszego życia. Nie czekajmy na słuszny gniew Jezusa, ale postarajmy się uprzątnąć nasze serca, aby zamiast targowiska zastał w nich Bożą świątynię. Aby tak się stało musimy pamiętać o Bożych przykazaniach, których zachowywanie wyzwala nas z mocy bożków współczesnego świata i prowadzi do życia w wolności dzieci Bożych. Skoro uważamy się za ludzi wierzących, zatroszczmy się o to, aby zapanowała zgodność (koherencja) pomiędzy słowem „wierzę” a naszym codziennym życiem, bo wiara bez uczynków martwa jest. Wiara domaga się określonego stylu życia, domaga się zachowania Bożych przykazań, życia Ewangelią na co dzień.

Niech ten okres Wielkiego Postu i to nasze dzisiejsze spotkanie przy Eucharystycznym stole przyczynią się do tego, że na nowo zaprosimy Chrystusa do naszych serc i razem z Nim oczyścimy je, by się stały na powrót świątynią Boga samego. A wtedy łatwiej nam będzie postawić Boga na pierwszym miejscu i przepełnić nasze życie chrześcijańskimi wartościami. Amen.