Uroczystości ku czci św. Wojciecha, głównego patrona Polski

0
492

Uroczysta suma odpustowa celebrowana w niedzielę 28 kwietnia na placu św. Wojciecha u stóp katedry gnieźnieńskiej stanowiła centralny punkt dwudniowych uroczystości odpustowych ku czci głównego patrona Polski. 

W tegoroczne obchody wpisało się dziękczynienie za dwóch wielkich synów polskiej ziemi – papieża Jana Pawła II i kard. Stefana Wyszyńskiego z racji obchodzonych w tym roku rocznic: 70-lecie ingresu Prymasa Tysiąclecia do katedry gnieźnieńskiej i zbliżające się 40-lecie pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny w tym do Gniezna, o czym przypominał, witając wszystkich przybyłych na niedzielną sumę odpustową gospodarz miejsca Prymas Polski abp Wojciech Polak.

Uroczystej Eucharystii na Placu św. Wojciecha u stóp katedry przewodniczył abp Stanisław Budzik, czwarty następca Prymasa Tysiąclecia na stolicy biskupów w Lublinie. W homilii, wskazując na wspominanego w tych dniach szczególnie św. Wojciecha przyznał, że „jego wielkość nie blaknie mimo upływu wieków”.

„Ten święty wciąż inspiruje i fascynuje. Aktualna jest jego gorliwość misyjna i troska, aby nieść Ewangelię na krańce ziemi tym, którzy jej nie znają, ale także tym, którzy o niej zapomnieli” – mówił abp Budzik dodając, że po ludzku św. Wojciech poniósł klęskę. Inna jest jednak logika krzyża, logika ziarna, które, aby wydać plon, musi obumrzeć.

„Ziarnem rzuconym w ziemię, które przyniosło stukrotny owoc stał się dla naszego Kościoła i narodu kard. Stefan Wyszyński” – mówił dalej metropolita lubelski. Cytując zapiski swojego poprzednika podkreślił wielkie zawierzenie kard. Wyszyńskiego Maryi, jego pokorę i ufność, z jaką przyjął powierzone mu zadanie kierowania Kościołem gnieźnieńskim w czasach, które on sam określił mianem wyjątkowych, w których „wszystko, co najdroższe w narodzie ma się skupić, aby starczyło sił do tej niełatwej drogi”.

Arcybiskup lubelski wspomniał też o św. Janie Pawle II, który przed 40 laty, podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, właśnie w Gnieźnie szczególną troską objął „wszystkie narody słowiańskie, budząc tym zaniepokojenie w samej Moskwie”.

Wypowiedziane wówczas słowa o duchowej jedności Europy, na którą składają się tradycje dwóch płuc – Wschodu i Zachodu, brzmią dziś – mówił abp Budzik – w kontekście obrazu płonącej katedry Notre Dame, „niezwykle wymownie, wręcz proroczo”.

„Przez 800 lat uosabiała ona potęgę Francji, ale także geniusz chrześcijańskiej Europy. Młodzi ludzie w Paryżu i gdzie indziej gromadzili się na spontanicznej modlitwie. Solidarność wyrażali przywódcy światowi, ludzie nauki, sztuki. Nagle się okazało, że w kraju zlaicyzowanym, w Europie zapominającej o swoich chrześcijańskich korzeniach, wszyscy jednoczą się w obliczu zagrożenia świątyni, przerażeni perspektywą utraty duchowego dobra, którego dotąd nie doceniali” – stwierdził abp Budzik dodając, że wspomniane słowa Jana Pawła II są dziś dla Europy, Polski i każdego z nas zadaniem i wyzwaniem.

Uroczystą Eucharystię wspólnie z abp. Stanisławem Budzikiem celebrowali polscy biskupi z przewodniczącym KEP abp. Stanisławem Gądeckim z Poznania oraz nuncjuszem apostolskim w Polsce abp. Salvatore Pennacchio, który pod koniec Mszy św. przekazał krzyże misyjne 11 misjonarzom udającym się na misje.

„Będę o was pamiętał, szczególnie w modlitwie. Byłem nuncjuszem w krajach misyjnych i wiem, co znaczy ta praca i związany z nią trud. Polecam waszą misję wstawiennictwu Matki Bożej i św. Wojciecha” – mówił przed przekazaniem krzyży abp Pennacchio.

Krzyże misyjne otrzymało 11 misjonarek i misjonarzy. Są wśród nich księża, osoby konsekrowane i świeccy z archidiecezji: gdańskiej, gnieźnieńskiej, warszawskiej, szczecińsko-kamieńskiej oraz diecezji: białostockiej, bydgoskiej, elbląskiej, gliwickiej, kieleckiej i tarnowskiej. Będą pracować  w Kamerunie, Boliwii, Szwecji, Republice Środkowoafrykańskiej, na Kubie i Jamajce.

Warto dodać, że obrzęd wręczania krzyży misyjnych ma długoletnią tradycję. Po raz pierwszy uczynił to papież Jan Paweł II podczas wspomnianej pierwsze wizyty w Gnieźnie 3 czerwca 1979 roku.

Uroczystą sumę odpustową poprzedziła tradycyjna procesja z relikwiami św. Wojciecha i innych polskich świętych i błogosławionych ulicami miasta. Wraz z biskupami podążali w niej przedstawiciele lokalnych władz, służby mundurowe, siostry zakonne, alumni gnieźnieńskiego seminarium duchownego, młodzież, członkowie różnych grup zawodowych, reprezentanci organizacji i stowarzyszeń kościelnych, bractw oraz mieszkańcy Gniezna.

Za: www.prymasowska.pl

Pełna treść homilii:

Gniezno, 28 IV 2019 r.

W II Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, będącą od niedawna Niedzielą Miłosierdzia, gromadzimy się na Eucharystii. Razem chcemy głosić śmierć Chrystusa, wyznawać Jego zmartwychwstanie i umacniać się w oczekiwaniu Jego przyjścia w chwale. Wychwalamy Boga, który zawsze jest miłosierny, za to, że umacnia wiarę swojego ludu przez przeżywane w Kościele tajemnice paschalne. Wspominamy ów moment w historii zbawienia, w którym śmierć i życie starły się w boju – po to, aby zwycięstwo Chrystusa zmartwychwstałego stało się zadatkiem naszego zwycięstwa nad przemijaniem i śmiercią.

Śmierć i życie starły się w boju także w historii św. Wojciecha, wiernego sługi Chrystusa, Patrona Polski, czczonego szczególnie tutaj, w Gnieźnie, „w tym wieczerniku polskiego millenium – jak powiedział święty Jan Paweł II czterdzieści lat temu – [w miejscu], gdzie przemawia do nas z jednakową zawsze mocą tajemnicza data tego początku, od którego liczymy historię Ojczyzny – i zarazem Kościoła w dziejach Ojczyzny. Historię Polski zawsze wiernej”.

Zgromadzeni na tym historycznym wzgórzu, wołamy do świętego Wojciecha słowami Liturgii godzin:

Człowieku Boży który niosłeś płomień
Prawdziwej wiary pogańskim narodom,
Niech Twoja wielkość dzisiaj się ukaże
Całemu światu.

Te słowa Wojciechowego hymnu spełniły się w historii naszego narodu i w historii Europy. Wielkość Wojciecha nie blaknie mimo upływu wieków. Ten święty nadal fascynuje ludzi. Ciągle jest aktualna jego gorliwość misyjna, jego troska, aby nieść Chrystusową Ewangelię tym, którzy jeszcze jej nie znają, a także tym, którzy o niej zapominają.

Niezwykły jest fenomen naszego Patrona, pierwszego misjonarza męczennika na polskiej ziemi. Po ludzku sądząc, Wojciech nie odniósł za życia sukcesu, raczej poniósł klęskę. Gdziekolwiek się pojawił, jakiekolwiek dzieło rozpoczął, piętrzyły się trudności i dynamicznie zmieniała się sytuacja.

Krótko trwała radość z posługi biskupiej Wojciecha w Pradze, niedługo cieszył się spokojem życia zakonnego u benedyktynów w Italii. Nieskuteczną okazała się próba ponownego uporządkowania spraw kościelnych w czeskiej Ojczyźnie. Przyjęty życzliwie w Polsce przez Bolesława Chrobrego, nie spełnił jego nadziei na udział w misjach dyplomatycznych.

Niepokoiła go myśl, że tak wiele ościennych ludów nie zna jeszcze światła Chrystusowej Ewangelii. Jako sługa Tego, który stworzył niebo i ziemię, chciał, aby wszyscy poznali swego Stwórcę i obmyci w zdroju zbawienia stali się wyznawcami Chrystusa.

Poszedł więc do pogańskich Prusów. Ale nie chciał nawracać mieczem. Zrezygnował z ochrony, jaką mu wyznaczył król Bolesław Chrobry. Kiedy został zaatakowany, nie bronił się. Uczynił bowiem własnymi słowa św. Pawła Apostoła z Listu do Filipian: „Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk”.

Krótko św. Wojciech przebywał w Polsce, a jego wyprawa misyjna zakończyła się niepowodzeniem. Tak ocenia to wydarzenie logika tego świata.

Ale jakże inna jest logika Ewangelii i logika krzyża, która odzwierciedla się w Eucharystycznej Ofierze. Jest to logika pszenicznego ziarna, które musi obumrzeć, aby przynieść plon stokrotny. Zgodnie z logiką krzyża śmierć jest początkiem życia, drzewo hańby znakiem zbawienia, poniżenie wywyższeniem.

Bo jeśli ziarno w ziemię nie upadnie
– modlimy się dalej słowami Wojciechowego hymnu  –
Zostaje samo, lecz kiedy obumrze,
Znajduje życie i przynosi plony
W stokrotnych kłosach.

Ziarnem rzuconym w ziemię, które przyniosło stokrotny owoc stał się dla naszego Kościoła i narodu Prymas Tysiąclecia, Czcigodny Sługa Boży, kardynał Stefan Wyszyński. Obchodziliśmy niedawno 70. rocznicę jego ingresu do Prymasowskiej Archikatedry.

Ogromnym zainteresowaniem historyków i czytelników cieszy się inicjatywa wydania osobistych notatek Prymasa Wyszyńskiego, dokumentujących jego niestrudzoną i heroiczną służbę Kościołowi i Ojczyźnie. Pierwszy tom tej serii, zaplanowanej na około 30 woluminów rozpoczyna się zapisem dokonanym w Lublinie, 22 października 1948 roku, a więc dokładnie 30 lat przed inauguracją pontyfikatu Jana Pawła II. Jest to także dzień liturgicznego wspomnienia naszego wielkiego Rodaka.

Biskup lubelski Stefan Wyszyński wraca zmęczony po długiej podróży z Zakopanego, gdzie krótko odpoczywał po komplikacjach związanych z operacją wyrostka robaczkowego. W holu biskupiego domu dowiaduje się od portiera, Jana, że „dziś o godzinie 10.30 umarł w Warszawie ksiądz prymas Hlond”.

„Zbyt to niespodziewane – opisuje biskup Wyszyński swoje wrażenia. – Wiadomość obezwładnia kroki. Stoimy dłuższy czas w holu, zagubieni w milczeniu. Dochodziły do Zakopanego wieści o ciężkiej chorobie ks. kard. Hlonda. Ale śmierci nikt się nie spodziewał. Tak często radowałem się myślą, że w niezwykle trudnej sytuacji Kościoła w Polsce błogosławieństwem jego jest Sternik – pewną dłonią prowadzący poprzez męki. Człowiek czuł się dziwnie spokojny w pobliżu prymasa Hlonda. A teraz coś się zawaliło. Runął mur oporowy. Kto teraz będzie antemurale?” Kto będzie przedmurzem?

Odpowiedź na to pytanie przyniosły najbliższe tygodnie. 16 listopada, we wspomnienie Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia, Pius XII mianował bpa Wyszyńskiego arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim oraz Prymasem Polski.

Ingres do Archikatedry Prymasowskiej odbył się 2 lutego 1949 roku. „Przed kościołem św. Michała – zapisał w notatkach Prymas – zebrało się duchowieństwo, kapituła prymasowska, delegacje kapituł włocławskiej i warszawskiej, łowickiej i kruszwickiej. Mnóstwo młodzieży i dzieci. Gorące przemówienia, adoracja Najświętszego Sakramentu w kościele i procesja do katedry przez miasto. Pomimo mroźnego dnia ulice wypełnione ludnością miasta i delegacjami z archidiecezji. Wchodzimy do katedry przy odgłosie trąb i dzwonu Wojciechowego. Składamy hołd relikwiom św. Wojciecha, w modlitwie oddając wszystkie swoje prace Apostołowi Polski.

 Odprawiam sumę pontyfikalną, udzielam swego błogosławieństwa, po czym wracam do rezydencji. Tu raz jeszcze przemawiam z balkonu pałacu prymasowskiego, dziękując za miłą mi obecność diecezjan i polecając się modlitwom. Podziwiam wytrwałość tego ludu, który trwa na placu katedralnym pomimo chłodu. (…) Wielką pociechą dla słabych ludzi jest ta żywa wiara, która każe przyjąć z pewną uległością i zaufaniem biskupa, przysłanego przez Stolicę Świętą. Przecież ani ci księża, ani ten lud niemal mnie nie zna (…) – nie słyszał o młodym biskupie, który teraz ma odpowiadać przed Bogiem za ich dusze. Już tylko cud wiary może skłonić do uległości i do szacunku. A gdy aż tyle doznaje się tej czci, jakżeż dziękować trzeba Bogu za wielką łaskę wiary, która tak bardzo ułatwia nam, kapłanom, pracę.

Wszystkie sprawy dnia dzisiejszego oddaję w ręce Maryi Najczystszej, której Jasnogórskie Oblicze pragnę i nadal nieść w swojej biskupiej pieczęci. Niech Królowa Polski panuje w prymasowskim herbie. Czasy są tak wyjątkowe, że wszystko, co najdroższe w Narodzie, ma się skupić, by sił starczyło do niełatwej drogi. Wielką dla mnie pociechą będzie ta obecność Maryi Jasnogórskiej na wszystkich drogach mojej pracy”.

Siostry i Bracia!

Dziękujemy dziś Bogu za wielkie dzieło Prymasa Tysiąclecia i spodziewamy się szybkiej jego beatyfikacji. Dziękujemy za świętego Jana Pawła II, który czterdzieści lat temu w Gnieźnie proroczo obejmował swoją troską wszystkie narody słowiańskie, budząc tym zaniepokojenie w samej Moskwie.

„Czyż Chrystus tego nie chce – pytał – czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież, który nosi w swojej duszy szczególnie wyrazisty zapis dziejów własnego narodu od samego jego początku, ale także i dziejów pobratymczych, sąsiednich ludów i narodów, na sposób szczególny nie ujawnił i nie potwierdził w naszej epoce ich obecności w Kościele? Ich szczególnego wkładu w dzieje chrześcijaństwa? Ażeby odsłonił te profile, które właśnie tutaj, w tej części Europy, zostały wbudowane w bogatą architekturę świątyni Ducha Świętego?

Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież-Polak, papież-Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu?”

Drodzy Bracia i Siostry!

Na początku Wielkiego Tygodnia cały świat wstrzymał oddech patrząc na płonący dach paryskiej katedry Notre Dame. Przez osiemset lat uosabiała ona nie tylko wielkość Francji, ale także geniusz chrześcijańskiej Europy. Młodzi ludzie w Paryżu i gdzie indziej gromadzili się na spontanicznej modlitwie. Solidarność wyrażali światowi przywódcy, ludzie nauki i sztuki. Nagle okazało się, że w zlaicyzowanym kraju i w zapominającej o swoich chrześcijańskich korzeniach Europie wszyscy jednoczą się w obliczu zagrożenia świątyni, przerażeni perspektywą utraty duchowego dobra, którego dotąd nie doceniali.

Kiedy na drugi dzień strażacy stanęli na progu ocalonej po części świątyni, świat obiegło zdjęcie jaśniejącego krzyża, górującego w prezbiterium nad zwaliskiem przepalonych elementów dachu, które spadły przez otwór w sklepieniu. Jakiż niezwykły symbol mocy Chrystusowego krzyża, jaki wymowny znak zmartwychwstania.

Słowa św. Jana Pawła II, wypowiedziane w Gnieźnie 40 lat temu brzmią w tym kontekście niezwykle aktualnie i wręcz proroczo. Przyjmijmy je jako wezwanie i zadanie: dla Europy, dla Polski i dla nas osobiście.

 „Ten papież – mówił o sobie Jan Paweł II, świadom niezwykłości i historycznego wymiaru ówczesnej chwili – ten świadek Chrystusa, miłośnik Jego Krzyża i Zmartwychwstania, przychodzi dziś na to miejsce, aby dać świadectwo Chrystusowi żyjącemu w duszy jego własnego narodu, Chrystusowi żyjącemu w duszach narodów, które kiedyś przyjęły Go jako Drogę, Prawdę i Życie (por. J 14,6). Przychodzi więc wasz rodak, papież, aby wobec całego Kościoła, Europy i świata (…) wołać wołaniem wielkim. Przychodzi ukazywać te drogi, które na różny sposób prowadzą z powrotem w stronę wieczernika Zielonych Świąt, w stronę Krzyża i Zmartwychwstania. Przychodzi wszystkie te narody i ludy – wraz ze swoim własnym – przygarnąć do serca Kościoła: do serca Matki Kościoła, której ufa bezgranicznie”.

Módlmy się na koniec
przez przyczynę świętego Wojciecha,
za wstawiennictwem świętego Jana Pawła II,
wzywając orędownictwa Czcigodnego Sługi Bożego
Stefana Wyszyńskiego –
Prosimy Cię, Ojcze wszelkiego życia:
Przygarnij do swego Serca bogatego w miłosierdzie
nas, swoje dzieci,
abyśmy pojęli, jak wielki jest chrzest,
przez który zostaliśmy oczyszczeni,
jak potężny jest Duch, przez którego zostaliśmy odrodzeni
i jak cenne jest Krew, przez którą zostaliśmy odkupieni.

Amen. Alleluja!

BRAK KOMENTARZY