Znaki nadziei. 125. lecie Polskiej Misji Katolickiej w Anglii i Walii (Laxton Hall, 26.10.2019)

0
164

Dzisiaj – gdy obchodzimy w Laxton Hall jubileusz 50. lecie istnienia Domu Spokojnej Starości dla Polaków – staramy się ogarnąć pamięcią dokonania minionych lat i dziękujemy Panu Bogu za tę piękną inicjatywę ks. infułata Władysława Staniszewskiego, która tak owocnie pozwoliła, choćby w części, przyjść z pomocą starzejącym się polskich emigrantom w Wielkiej Brytanii.

Nie jest to zresztą jedyne zadanie tego pożytecznego ośrodka. Jest on bowiem także miejscem integracji pozostałych Polaków. To tutaj nasi rodacy spotykają się w święta liturgiczne (na Boże Narodzenie, Wielkanoc, Boże Ciało, Uroczystość Wszystkich świętych). Tutaj od wielu lat odbywają się zjazdy i spotkania księży. Tu odprawiali swoje dni skupienia i rekolekcje księża chrystusowcy – gdy utrudnione były wyjazdy do Polski. W tym miejscu spotykały się polskie siostry zakonne pracujące w Anglii i Walii.

Tu organizuje się uroczystości o charakterze kulturalno-patriotycznym. W Laxton Hall mieści się archiwum zorganizowane przez ks. Władysława Staniszewskiego oraz pokaźna biblioteka. Tutaj przyjeżdżają harcerze, poczty sztandarowe organizacji społecznych, młodzież szkolna, dzieci ze szkół sobotnich, polonijne chóry kościelne, grupy artystyczne. Tutaj Polska Misja Katolicka i Macierz Szkolna zainicjowały Dzień dla polskich dzieci. Tu odbywa się Dzień Rodzin i Dzień Młodzieży.

Stąd – w okresie stanu wojennego – organizowano pomoc dla Polaków; wysłano do kraju paczki żywnościowe i  leki. Wszystko to działo się i dzieje dzięki obecności w tym miejscu Sióstr Wspólnej Pracy z Włocławka, które mieszkają w tym miejscu od 1970 roku.

Doprawdy jest za co dziękować Panu Bogu, ks. infułatowi Staniszewskiemu, Siostrom Wspólnej Pracy od Niepokalanej Maryi, oraz P C M Housing Assocation Ltd, odpowiedzialnemu za to miejsce.

W kaplicy tego pięknego ośrodka – otoczonego rozległymi łąkami – docierają do nas dzisiaj słowa ewangelii Łukaszowej (Łk 13,1-9), będące wezwaniem do nawrócenia (metanoi). Będące wezwaniem do rozpoznawania znaków czasu, czyli do rozpoznawania Bożych wyzwań, wymagań, nakazów, jakie niesie ze sobą konkretny, historyczny czas.

Rozważmy te znaki w trzech odsłonach; najpierw w świetle dzisiejszej Ewangelii, następnie w świetle nauczania papieża Pawła VI, wreszcie w świetle ostatniego spotkania Rady Konferencji Episkopatów Europy, jakie miało miejsce w Composteli.

1.    Faryzeusz i celnik (Łk 13,1-9)

a.    Dzisiejsza Ewangelia – w scenie modlitwy faryzeusza i celnika – tłumaczy nam w prosty sposób, co to są znaki, wyzwania obecnego czasu. „W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar”. Jak rozumieć tę tragedię, w wyniku której ofiarnicy stali się ofiarami; w wyniku której pobożni ludzie doznali niespodziewanej kaźni?

„Jezus im odpowiedział: ‘Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli?’” Tak więc Zbawiciel nazywa zamordowanych przez Piłata ludzi „grzesznikami”, których los powinien nas skłaniać do jak najszybszego nawrócenia. „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie”. Dramatyczna i nieoczekiwana śmierci innych ludzi, o której się dowiadujemy, winna nas skłaniać do nawrócenia i przygotowania się na sąd Boży. Jeśli apel o nawrócenie zostanie w pełni przez nas przyjęty, nie tylko nasze życie osobiste, ale również ludzka historia mogą się zmienić. Nawrócenie otwiera bowiem drzwi do nadziei a zalążki nowego świata pojawiają się tam, gdzie Jezusowe wezwanie do nawrócenia zostanie przyjęte.

Podobny wniosek winniśmy wyprowadzić z każdego cierpienia i niespodziewanej śmierci niewinnych ludzi, którzy się tego wcale nie spodziewali: „Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy?” Zamiast doszukiwać się jakiegoś zła duchowego czy materialnego w osobach zmarłych – lepiej jest samemu rozpocząć proces nawrócenia.

To ostrzeżenie Pana Jezusa jest kontynuacją wyrażonego wcześniej przez Niego nauczania o konieczności gotowości na przyjście Pana: „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie” (Łk 12,35-40).

Tak długo jak Pan Bóg nie znajdzie się w centrum ludzkiego życia i nie stanie się widoczny w świecie, wiele problemów nigdy nie zostanie rozwiązanych. Dla osiągniecia tego celu potrzebne jest wcześniejsze radykalne nawrócenie. To nawrócenie – człowieka i ludzkości – jest procesem, który może się dokonać tylko w całkowitej wolności. Tu wszystko zależy od odpowiedzialności każdego z ochrzczonych z osobna.

b.    Od relacji o dramatycznych zdarzeniach z historii Pan Jezus przechodzi do przypowieści, ilustrującej inną prawdę: „Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł”.

W tej przypowieści słyszymy echo izajaszowej „Pieśni o winnicy”, która zamiast owoców wydała cierpkie jagody (Iz 5,1-4) oraz jeremiaszowej lamentacji nad szczepem winnym przekształcającym si w dziki krzew (Jer 2,21). Przypowieść ta przywołuje również na myśl scenę opisującą Jezusa powracającego z Betanii do Jerozolimy, gdy był głodny i szukał owoców figowca a znalazł na nim tylko liście (Mt 21,19; Mk 11,13n).
Słowa o nieurodzajnym drzewie możemy z łatwością odnieść do naszego życia, do naszych parafii, naszego Kościoła. Nieraz „liście” w postaci rozmaitych akcji, wystąpień, zewnętrznych działań rozwijają się bujnie, ale prawdziwych owoców – uzasadniających istnienie drzewa i dających innym pożywienie – brakuje.

Brak owoców nie jest sytuacją neutralną, w której wprawdzie nie ma zysku, ale też nie ma strat. Nic podobnego. Drzewo, które nie przynosi owocu powoduje wyraźną stratę, gdyż wyjaławia ziemię, czyni ją nieużyteczną dla tych drzew, które owocują (Mt 12,30; Jk 4,17). Prawo do owoców jest jednym z podstawowych praw właściciela winnicy, czyli Boga (Łk 20,10-14; Mt 21,34-39).

Tym, który oczekuje owoców jest Pan Bóg, sadownikiem jest Jezus. Trzy lata to okres oczekiwania, który jest konieczny, aby móc w zgodzie z Prawem oczekiwać na owocowanie fig: „Kiedy wejdziecie do kraju i zasadzicie drzewa owocowe wszelkiego gatunku, będziecie uważać ich owoce za nieobrzezane. Trzy lata pozostaną one nieobrzezane, nie będziecie ich jeść. W czwartym roku wszystkie ich owoce będą poświęcone jako dar radosny dla Pana”. W piątym roku będziecie jedli ich owoce, aby pomnożył się wasz dochód z nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz!”  (Kpł 19,23-25).

Bóg jest cierpliwy w oczekiwaniu na owoce, lecz nawrócenie musi się dokonać tylko w ściśle określonych ramach czasowych naszego ziemskiego życia (Rz 2,4). Drzewo, które nie przynosi owocu, zostanie w końcu wycięte a czas oczekiwania na owoce w pewnym momencie się skończy (Mt 3,8-10; Łk 3,9).

I oto w tym momencie następuje nieoczekiwany zwrot akcji. „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć”. Ta myśl jest charakterystyczna dla ewangelisty Łukasza. O ile u Mateusza i Marka nieurodzajne drzewo zostaje przeklęte, o tyle u Łukasza służy jako ilustracja cierpliwości i ofiarności Boga, który – w osobie Jezusa – wstawia się za swoim drzewem. „Wytnij je” – woła sadownik u Mateusza i Marka. „Pozostaw je” – powie w tym analogicznym miejscu Łukasz, ewangelista miłosierdzia. W ten sposób Zbawiciel dodaje otuchy uczniom, potykającym się na chrześcijańskiej drodze.

W miłosiernym sadowniku – proszącym o cierpliwość w stosunku do bezowocnego drzewa – możemy najpierw dostrzec osobę Mojżesza wstawiającego się za Ludem Bożym (Wj 32,11-13.30-32; 34,9; Lb 14,11), następnie Jozuego (Joz 7,7-9), Jeremiasza (Jer 14,7-9; 18,20), kapłanów (Jl 2,17), wreszcie głównego sadownika, jakim jest Jezus Chrystus.

Jezus gotów jest poświęcić się osobiście, aby dać drzewu figowemu nowe perspektywy. Gotów jest spulchnić stwardniałą glebę i w ten sposób zapobiec ostatecznemu spisaniu drzewa człowieczeństwa na straty (por. Franz-Josef Bode, Dziś wypełnia się Słowo, Poznań 2012, 97-98).

Podobnie jak Jezus wstawia się u Boga za nami, czyli za nieurodzajnym drzewem, tak i my winniśmy wstawiać się za siebie nawzajem, okazywać sobie nawzajem cierpliwość, nie odmawiać szans i dawać czas. Powinniśmy wciąż nawozić glebę – własną i innych ludzi – wiary.

2.    ZNAKI CZASU 

a.    Po znakach czasu – jak je przedstawiła dzisiejsza Ewangelia – czas na drugą sprawę, czyli na „znaki czasu”. To wyrażenie „znaki czasu” przybliżył nam papież Jan XXIII – w konstytucji apostolskiej zapowiadającej Sobór Watykański II – gdy po zauważeniu smutnego stanu duchowego ówczesnego świata chciał ożywić nadzieję Kościoła.  Pisał on wówczas: pośród ciemności widzimy liczne objawy wydające się oznaczać lepsze czasy dla Kościoła i rodzaju ludzkiego. W tym sensie „znaki czasów” są zapowiedzią lepszych czasów.
„Badania znaków czasu i wyjaśniania ich w świetle Ewangelii” zadomowiło się w katolickiej nauce społecznej i katolickiej refleksji pastoralnej. Czym są owe znaki czasu i jak je rozpoznawać? Zakładają one to, iż Bóg przemawia „w historii i poprzez historię człowieka” a ta Boża obecność jest odkrywana w wydarzeniach. Czym różni się jednak rozpoznawanie tych wydarzeń od zwykłego czytania porannej gazety?

Po pierwsze, są to wydarzenia, zjawiska i procesy o charakterze historycznym, w odróżnieniu od wydarzeń o charakterze prywatnym. Po drugie, mają one znaczenie teologiczne i są interpretowane teologicznie, w świetle Ewangelii. Po trzecie, mają charakter personalistyczny, są doświadczane na gruncie duchowym i przeżywane w duchu wolności. W świetle tych charakterystyk nie da się np. uznać za znak czasu zjawiska Internetu, natomiast zwiększenie wrażliwości na punkcie uznania społecznego czy też – mówiąc językiem Soboru – „zwielokrotnienie związków między ludźmi” wygenerowane przez społeczeństwo sieci – może już być kandydatem do listy znaków czasu (por. KDK 23; Dariusz Dańkowski SJ, Znaki czasu).

Odkrycie znaków czasu prowadzi do zestawienia wiary z życiem. Nie poprzez sztuczne i powierzchowne nałożenie jakiejś pobożnej myśli na nasze przeżycia, lecz raczej przez dostrzeżenie w jakich punktach nasze przeżycia – z powodu ich wewnętrznego dynamizmu, z powodu ich niejasności, a niekiedy z powodu ich niemoralności – domagają się promienia wiary, słowa ewangelicznego, które by je określiło i odkupiło.

b.    Ta metoda wydaje się konieczna dla uniknięcia niektórych niebezpieczeństw, na jakie może nas narazić atrakcyjność poszukiwania znaków czasu. Pierwszym z tych niebezpieczeństw jest pewien charyzmatyczny profetyzm, często przeradzający się w bigoteryjną wyobraźnię. Profetyzm ten nadaje przypadkowym zbieżnościom – często nic nie znaczącym – cudowne wyjaśnienia. Chęć łatwego odkrywania znaków czasu może doprowadzić nas do zapomnienia, że obserwowane fakty dają możliwość dwuznacznej oceny, i to tym bardziej, im bardziej powinniśmy uznać w każdym wierzącym dostrzec ewentualną zdolność rozpoznawania znaków obecności, myśli i zamiarów Bożych. Zmysł wiary może udzielić tego daru mądrego jasnowidzenia, ale pomoc nauczycielskiego urzędu hierarchicznego zawsze będzie interweniować i decydować, kiedy dwuznaczność interpretacji będzie domagała się rozstrzygnięcia dla pewności i jasności prawdy albo dla pożytku wspólnego.

Drugie niebezpieczeństwo wynikałoby z czysto zjawiskowej obserwacji faktów, z których pragnie się dostrzec znaki czasu. Tak może być, jeśli fakty są pojmowane w kryteriach czysto technicznych i socjologicznych. Socjologia jest owszem nauką o wielkiej doniosłości sama w sobie i dla poszukiwania wyższego i znaczącego sensu tych faktów. Ale socjologia nie może być sama w sobie kryterium moralnym ani nie może zastąpić teologii. Ten nowy humanizm naukowy mógłby tłumić autentyczność i oryginalność naszego chrześcijaństwa i jego wartości nadprzyrodzonych.

Inne niebezpieczeństwo mogłoby wyniknąć z nadawania dominującego znaczenia aspektowi historycznemu tego problemu. To prawda, że zadanie dotyczy historii i stara się znaleźć w niej znaki właściwe dla dziedziny religijnej. To prawda, że dla nas wszystko zostało zebrane w centralnym wydarzeniu historycznej obecności Chrystusa w czasie i świecie, z czego wypływa Ewangelia, Kościół i jego zbawcza misja. Niezmienny element prawdy objawionej nie może ulegać zmienności czasów, w których jest umiejscowiony i w których niekiedy ujawnia się przez znaki nie zmieniające go, ale pozwalające go dostrzec i realizować w pielgrzymującej ludzkości.
To wszystko nawołuje nas do badania znaków czasu, które nasz sąd chrześcijański, nasz apostolat – wśród potoku przemian współczesnego świata – mają uczynić przenikliwym i nowoczesnym (por. Paweł VI, Audiencja Generalna, Watykan 16.04.1969).

3.    ZNAKI NADZIEI  – Compostela 2019

Trzecia i ostatnia odsłona to znaki nadziei rozważane w tym roku przez Radę Konferencji Episkopatów Europy. Ostatnie zgromadzenie tejże Rady – które obradowało w Santiago de Compostela od 3-6 października br. – skoncentrowało swoje przemyślenia na znakach czasu, które zostały zdefiniowane jako znaki nadziei. Zdajemy bowiem sobie sprawę z tego, że żadna istota ludzka nie może żyć bez perspektyw na przyszłość. Bez takich znaków nadziei nie może żyć także Kościół, oczekujący na sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym.
Biskupi zgromadzeni w Santiago de Compostela najpierw zwrócili uwagę na dramatyczny znak, jakim stała się dla Europejczyków płonąca katedra Notre Dame i widok lśniącego w jej wnętrzu krzyża. Zwrócili też uwagę na sprzeczności obecne pośród mieszkańców Europy – a więc także pośród polskich migrantów – takie jak:
•    pragnienie Boga, a jednocześnie kruchość życia chrześcijańskiego,
•    pragnienie życia opartego na Ewangelii, a jednocześnie słabość kościelna i ludzka,
•    pragnienie świętości, a jednocześnie małe świadectwo życia,
•    pragnienie powszechnych praw człowieka i jednocześnie utrata szacunku dla ludzkiej godności,
•    pragnienie harmonii w społeczeństwie i ze stworzeniem, lecz jednocześnie utrata poczucia obiektywnej prawdy,
•    pragnienie trwałego szczęścia, ale także utrata poczucia wspólnego przeznaczenia, do którego powołana jest ludzkość,
•    pragnienie wewnętrznego pokoju i spójności wyrażone w duchowym poszukiwaniu, ale także negowanie tego poszukiwania w wielu debatach publicznych.

Takie znaki nadziei kryją się w różnych historiach i tradycjach, w starych i nowych wyzwaniach. Są nimi święci i męczennicy naszych krajów, płonące pochodnie dodające odwagi teraźniejszości i zapowiadające przyszłość. Liczne przykłady spełnionej nadziei, poczynając od naszych świętych Patronów: Benedykta z Nursji, Cyryla i Metodego, Brygidy Szwedzkiej, Katarzyny ze Sieny, Teresy Benedykty od Krzyża, będących znakiem Europy zjednoczonej w różnorodności. Świadectwo wielkich europejskich postaci bliższych nam – jak matka Giuseppina Vannini, Małgorzata Bays, kardynał John Henry Newman – którzy w niedzielę 13 października zostali ogłoszeni świętymi Kościoła a poza tym niezliczone przykłady świętości obecne na drogach naszych czasów, które spotykamy codziennie.

Znakami nadziei są także liczne rodziny, które – jako jedyne – są zdolne zrodzić przyszłość. Które  „przyczyniają się do tworzenia nowego europejskiego humanizmu, zdolnego do dialogu, integracji i rodzenia, podkreślającego jednocześnie to, co najdroższe w tradycji kontynentu: obronę życia i godności człowieka i poszanowanie podstawowych praw osoby (por. Orędzie końcowe biskupów Rady Konferencji Episkopatów Europy, Santiago de Compostela – 6.10.2019).

ZAKOŃCZENIE 

W 50. rocznicę powstania Domu Spokojnej Starości dla Polaków w Anglii i Walii modlimy się w intencji ks. Infułata Staniszewskiego, wszystkich pensjonariuszy tutejszego domu, wszystkich Sióstr Wspólnej Pracy, kapelanów tutejszego domu, i tych, którzy spoczywają na tutejszym cmentarzu.

Panie Jezu, Pasterzu dusz, który przyszedłeś szukać i zbawiać wszystkich zaginionych, spojrzyj na naszych rodaków na emigracji. Daj im odczuć głód słowa Bożego i pragnienie życia z Tobą. Pozwól im nawracać się i rozwijać swoją wiarę. Spraw, by nie zabrakło im dobrych pasterzy, gotowych nieustannie poszukiwać zaginionych owiec.

Tym, którzy są pasterzami Twojej owczarni daj siłę znosić „ciężar dnia i spiekoty”.

Maryjo, Królowo Polonii Zagranicznej i wszyscy święci patronowie Polski, wstawiajcie się przed Panem za naszymi rodakami, gdziekolwiek żyją i wierzą. Amen.

BRAK KOMENTARZY